Kiedy Carlos próbował odzyskać równowagę, Kim wymierzył mu cios latarką...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie majÄ… w miarÄ™ rozwiniÄ™ty przemysÅ‚ – dodaÅ‚ po chwili – bÄ™dziemy musieli sprawić sobie trochÄ™ odtylcowych...
- Kiedy robisz to…82… IDE robi to83Skąd się biorą programy84IDE pomaga Ci kodować86Kiedy zmieniasz coś w IDE, zmieniasz...
- Szli w zupełnej ciszy, w milczeniu pokonywali zalaną martwym światłem drogę, a kiedy po forsownym marszu doszli do Hali Pisanej, zatrzymali się bez...
- Kiedy Canan przejął zarządzanie codziennymi operacjami magazynu, Lovejoy jeszcze bardziej skupił swą uwagą na rekrutacji, sprowadzając ostatecznie jeszcze...
- Ed siedział właśnie przy biurku w rogu swojego salonu sprzedaży żując pierwsze tego dnia cygaro, kiedy zobaczył dwóch mężczyzn w roboczych koszulach i...
- «Dlaczego wiÄ™c oÅ›miela siÄ™ podejść do kapÅ‚ana za pierwszym razem, kiedy jest caÅ‚kiem nieczysty, a za drugim razem – zbliżyć siÄ™ nawet do...
- Skacz, dziecko, skacz! Od kiedy moja córka Zara umiała już bez pomocy stanąć na stole, na którym zmieniano jej pieluszki, bawię się z nią w...
- nizujących poglądach na temat oczyszczenia i poznania prawdy? Istotnie, kiedy czytamy o tym, co według Pseudo- Dionizego znaczy oczyszczenie napotykamy w...
- Nie masz te¿,nie masz ¿adnego w tym cudu,Kiedy raz na dno,pod ob³oki drugiLataj¹c,musi nadweredziæ fugi;Wpadszy w najg³êbsze na ostatek...
- Dokładnie w tym samym momencie pociąg silnie zarzucił i Harry rozpaczliwie jął wymachiwać rękoma, kiedy potworna ziejąca w dole czerń ruszyła mu na spotkanie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Uderzył go w ramię i chociaż go nie zranił, Carlos jednak zachwiał się i zwalił na ziemię. Zanim zdążył się pozbierać, Kim uciekł. Pobiegł przez pomieszczenie do skórowania głów do głównej hali, gdzie oczyszczano kości. Następne pomieszczenie było prawie równie obszerne jak hala ubojowa, tyle że ciemniejsze. Wypełniał je labirynt długich stalowych stołów i pasów transmisyjnych. Powyżej znajdowała się sieć okratowanych pomostów, skąd nadzorujący pracę mogli doglądać, jak poniżej, na stołach, rozcina się mięso na poszczególne części.
Kim rozglądał się gwałtownie za jakąś bronią, którą mógłby odpierać ciosy długiego noża. Bojąc się znowu zapalić latarkę, mógł jedynie szukać po omacku na stołach. Niczego nie znalazł.
Wielka, pusta plastikowa beczka na odpadki przewróciła się, kiedy Kim się o nią potknął. Rozpaczliwym gestem złapał ją, żeby nie potoczyła się dalej i nie zdradziła jego pozycji. Spojrzawszy w tył, Kim dostrzegł sylwetkę człowieka z nożem. Przez moment tamten był oświetlony od tyłu, zanim ponownie bezszelestnie wślizgnął się w cień.
Kim zadrżał z lęku. Ścigał go uzbrojony w nóż zabójca w ciemnym, zupełnie obcym otoczeniu, które nie dawało żadnej możliwości obrony. Wiedział, że musi pozostać w ukryciu. Nie mógł pozwolić, żeby tamten go podszedł. Co prawda zdołał uniknąć pierwszego ataku, ale był dość inteligentny, aby zdawać sobie sprawę, że za drugim razem może mieć mniej szczęścia.
Kim poderwał się, gdy nagle rozległ się piskliwy dźwięk, zwiastujący uruchomienie elektronicznych urządzeń. Otaczająca go plątanina pasów transmisyjnych ruszyła hałaśliwie. Równocześnie pomieszczenie zostało zalane jasnym światłem jarzeniówek. Serce podeszło Kimowi do gardła. Prysły wszelkie nadzieje, że uda mu się ukryć w jakimś zakątku.
Kim skulił się najlepiej jak potrafił za plastikową beczką na odpadki. Patrzył pod stołami i widział ścigającego go wytatuowanego mężczyznę. Ten skradał się powoli przejściem między stołami. Obydwie ręce miał uniesione; w prawej ściskał nóż, który dla Kima wyglądał niemal jak maczeta.
Kim wpadł w panikę. Carlos był oddalony zaledwie o jeden rząd stołów. Kim wiedział, że mężczyzna zobaczy go, gdy dotrze do następnego rzędu. Była to kwestia sekund. Gwałtownie zerwał się na nogi, łapiąc plastikową beczkę. Wrzasnął jak celtycki wojownik przed bitwą i natarł wprost na swego prześladowcę. Osłaniając się plastikową beczką niczym tarczą, wpadł na uzbrojonego w nóż Meksykanina.
Carlosa odrzuciło do tyłu. Mimo zaskoczenia niespodziewanym atakiem i potężnym impetem uderzenia zachował dość zimnej krwi, aby nie wypuścić noża z ręki. Kim znalazł się w pewnej odległości za nim. Odepchnął plastikową beczkę i ruszył sprintem przez wielką halę. Wiedział, że udało mu się tylko przewrócić napastnika na ziemię; wcale go nie unieszkodliwił. Czuł, że największe szanse daje mu ponowna ucieczka. Minął drugie przejście bez drzwi i znalazł się w zimnym, mrocznym i skąpo oświetlonym lesie zwierzęcych tusz. Każda była przecięta na pół i zawieszona na systemie ruchomych haków pod sufitem. Jedyne światło dochodziło z sufitowych żarówek za siatką, które umieszczono w środkowym przejściu oddzielającym długie rzędy zimnych tusz.
Kim biegł tym przejściem, rozpaczliwie wypatrując jakiejś kryjówki. W chłodni było tak zimno, że widział własny oddech. Wkrótce przeciął biegnący prostopadle korytarz, za którym dojrzał błysk upragnionego zielonego światła z napisem "Wyjście". Zakręcił w tym kierunku, ale tylko po to, aby odkryć, że drzwi są zabezpieczone łańcuchem i solidną kłódką.
Wówczas usłyszał odległy, ale niewątpliwie należący do jego prześladowcy odgłos obcasów na betonowej podłodze. Tamten zbliżał się, i Kima znowu ogarnęła panika. Poruszając się najszybciej jak mógł wzdłuż ściany chłodni, zaczął szukać innego wyjścia. Znalazł je, lecz niestety ono również było zamknięte na łańcuch.
Zniechęcony szukał dalej. Pomieszczenie było gigantycznych rozmiarów. Przeciskając się między ścianą a wiszącymi tuszami, Kim potrzebował kilku minut, aby dotrzeć do kąta chłodni, gdzie obrócił się o dziewięćdziesiąt stopni. Tutaj mógł się poruszać prędzej. Zanim dotarł do środkowego przejścia, biegnącego przez całą długość pomieszczenia, natknął się na wewnętrzne drzwi. Nacisnął klamkę i z ulgą stwierdził, że za nimi jest jakaś ciemna hala. Tuż przy drzwiach znajdował się przełącznik światła. Kim zapalił je. Był to duży magazyn z metalowymi półkami.
Dał nura do środka z rozpaczliwą nadzieją, że znajdzie tam coś, co posłuży mu za broń. Szybko obszedł całą przestrzeń, lecz bez rezultatu. Znalazł jedynie drobne części zapasowe, między innymi łożyska kulkowe do systemu ruchomych haków pod sufitem oraz tekturowe pudło z gumowymi pieczątkami używanymi przez inspektorów departamentu do oznaczania mięsa "wyborowego", "delikatesowego" i "ekstra". Jedynym przedmiotem większych rozmiarów była miotła. Kim podniósł ją, wychodząc z założenia, że miotła to lepiej niż nic. Powrócił do drzwi magazynu i już miał z niego wyjść, gdy znów usłyszał kroki mężczyzny; tamten był blisko, nie dalej niż dwadzieścia stóp, i zbliżał się środkowym przejściem.
Kim ponownie uległ panice, ale przymknął drzwi magazynu tak szybko i cicho, jak to było możliwe. Trzymając miotłę oburącz za koniec trzonka, przylgnął do ściany na prawo od drzwi.
Odgłos kroków ucichł. Kim słyszał, jak mężczyzna przeklina. Potem znowu rozległy się kroki, stawały się coraz głośniejsze, aż zatrzymały się tuż za drzwiami.
Kim wstrzymał oddech. Chwycił mocniej miotłę. Przez jedną nieskończenie długą chwilę nic się nie działo. Potem Kim ujrzał, jak klamka zaczyna się obracać. Napastnik wchodził do środka!