- Niech żrą gips i srają ikrą łososia!!! ***Roman, siedząc na ruinach wieży poniemieckiego stanowiska dowodzenia, próbował rozkoszować...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Czy to ojczyzna moze byc kiedyniekiedy, byc i nie byc na przemian? Ojczyzna moze byc tylko kraj stanowiacy nieprzerwalnie teren historyczny narodu, i to teren centralny...
- Ustalenie zakresu pojcia zwykych potrzeb rodziny zaley od kryterium, ktre stanowi bdzie podstaw zdefiniowania tego pojcia...
- w peni zrealizowany ze wzgldu na wybuch U wojny wiatowej, to jednak podstawy prawne posuyy jako dorobek stanowicy punkt wyjcia do prac kontynuatorskich w Polsce...
- sność drugiej ćwierci; suma wniesiona do wspólnoty stanowić będzie jedną czwartą właści- wego wkładu, pozostałym zaś przy życiu małżonkom...
- o mnie ex re mojego stanowiska w sprawie reformy rolnej, e jestem jakzodziej, co chce wyj z cudzej kieszeni zegarek i da go komu innemu...
- W procesie karnym opartym na zasadzie skargowoci skarga stanowi dodatni przesank procesow, tzn...
- N- ACETYLOCYSTEINAN-acetylocysteina (NAC) stanowi najczęstszą postać cysteiny i ma szczególne znaczenie w procesach odtruwania...
- W okresie, ktry upyn od wejcia w ycie ustawy zasadniczej, nastpio rozwinicie konstytucyjnej regulacji stanw nadzwyczajnych w drodze ustawodawstwa zwykego...
- Wsplnota pierwotna, antyczne niewolnictwo, feudalizm, kapitalizm, wreszcie socja-lizm miay stanowi z mocy praw historii powszechnodziejowy model...
- Uduchowienie, głęboka moralność, mądrość i wewnętrzne światło, a przede wszystkim miłość do świata i ludzi stanowią wzór i natchnienie dla tych,...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Okazałe kandelabry dwu-trzymetrowych kaktusów rzucały kilkunastometrowe cienie tnące grubymi krechami purpurową o tej porze powierzchnię piasku. Od strony Chechła pustynia tchnęła już ciszą i spokojem. Jedynie zza krzaczastej zasłony zarośli ciągnących się wzdłuż korytarza Białej Przemszy dobiegał ledwie słyszalny szczęk kombajnów pracujących jeszcze w części pustyni uprawianej przez wspólnotę Błędów.
Znowu dziś Chechło było pierwsze - pomyślał z satysfakcją Roman, lecz ta myśl tylko na moment poprawiła mu humor. Co chwila podświadomość szesnastoletniego młodzieńca wyrzucała mu na powierzchnię świadomości ten sam obraz: Julia, czternastoletnia córka Józefa Ślimaka, podaje Romanowi porcelanowy kubeczek i Roman wciąż i wciąż słyszy jej słodki głos: „Świeżutkie, spróbuj, pewnie dawno nie piłeś...”
Lecz Roman nie chciał myśleć o zawartości tego kubeczka, tak więc ilekroć ten natrętny obraz wracał, Roman jeszcze intensywniej wpatrywał się przed siebie, jakby chciał tym oglądanym piaskiem przysypać „wyrzut z gej-zera podświadomości”. I trzeba przyznać, że prawie się Romanowi ta psychologiczna sztuczka udawała. Bo patrząc na Pustynię Błędowską, można było łatwo zapomnieć o bieżących problemach, wywołując w wyobraźni sceny z opowiadań dziadka Zdzisia. Oto z tej wieży, z której dziś, 15 lipca 2006 roku spogląda Roman, bez mała 66 lat temu w sierpniowy upalny dzień 1940 roku generał Erwin Rommel obserwował manewrującą na pełnym gazie kompanię czołgów Panzer IV. To właśnie wtedy dwa czołgi wypadły z szyku i zakręciwszy się w miejscu znieruchomiały. Wysiadła wentylacja. Od 1941 roku na piaskach Pustyni Błędowskiej szkolili się z kolei dowódcy czołgów przeznaczonych „na wysyłkę” do Afryki Północnej w ramach Afrika Korps. W 1943 roku na Pustyni Błędowskiej niemieckie Pantery i Tygrysy przestrzeliwały nowe działa, ostrząc pazury na bitwę pod Kurskiem, a 17 stycznia 1945 roku w okolicach pustyni pojawił się patrol czerwonoarmistów z działkiem przeciwpancernym zaprzęgniętym w dwa konie. Jeśli chodzi o ten ruski patrol, to dziadek Zdzisio dosyć dobrze, mimo wszystko, zapamiętał część tego radosnego wydarzenia, bo akurat wtedy był u wujka w sąsiedniej miejscowości Klucze i u tegoż wujka osobiście uczestniczył w powitaniu czerwonoarmistów. Jego osobiste uczestnictwo polegało na tym, że korzystając z ogólnego zamieszania, Zdzisio po raz pierwszy w życiu wychylił wzorem wyzwolicieli podwędzoną ze stołu szklankę spirytusu, a kiedy trzy dni później dziadek obudził się w domu w Chechle po otrzymaniu manta od pradziadka, dowiedział się przy okazji, że ci Ruscy, z którymi dziesięcioletni dziadek Zdzisio pił, już nie żyją. Bynajmniej problem nie leżał w tym, że powitalny spirytus wuja był metylowy. Czerwonoarmiści polegli przez alkohol tylko pośrednio. Traf chciał, że 17 stycznia w okolicę Kluczy zaplątało się również siedem wycofujących się właśnie niemieckich dział szturmowych. Patrol czerwono-armistów, który, będąc w stanie „popowitalnym”, rzucił się do obrony swojego działka, nie miał szans.
Za socjalizmu na Pustyni Błędowskiej był rezerwat przyrody chroniący fatamorgany, ruchome wydmy piaskowe oraz poligon wojskowy. A potem dzięki wzrastającemu uprzemysłowieniu naszego kraju nawiewane ze Śląska żyzne pyły osiadły na piaskach grubą warstwą, sprawiając, że fatamorgany znikły jak fatamorgana, a jałowa pustynia zamieniła się w tętniący życiem karłowaty lasek brzózek i sosenek. No, może nie cała pustynia. Ocalały kilkuhektarowy spłachetek piaszczystego stepu w ciężkich latach 2001-2004, kiedy Unia Europejska jednym ruchem swojej macki poderżnęła ekonomiczne podstawy bytu rolniczej ludności Chechła, ten piaszczysty spłachetek uratował Chechło od całkowitego wyludnienia. Dwie trzecie rolników nie wytrzymało presji ekonomicznej i w swoich unijnych drzymałowozach opuściło piasek praojców, udając się na niepewną tułaczkę do Lepper City. Jednak jedna trzecia nie poddała się - w tym ojciec Romana, Romuald Madeja i ojciec Julii, Józef Ślimak. Ci desperaci wyprzedali wszystko, co niepotrzebne już było do nieopłacalnej produkcji rolnej: traktory, siewniki, glebogryzarki, brony, grabie, motyki - wszystko. Za uzyskane pieniądze wiosną 2002 udało się im na licytacji odkupić od zbankrutowanego wrocławskiego zoo małe stado wielbłądów. Latem 2002 roku zjeżdżające licznie grupy turystyczne polskich Niemców (którzy dzięki Unii Polski z Europą odzyskali swoje gospodarstwa na Pomorzu i Śląsku) mogły na wielbłądach przemierzać te same pustynne szlaki, które przed sześćdziesięciu laty ich dziadkowie przemierzali na gąsienicach. Z tej ekoturystyki szlakami pamięci, swetrów z wielbłądziej wełny, pamiątkowych łusek po pociskach wykopanych na pustyni - Chechło ledwo-ledwo, ale wyżyło do wiosny 2005 roku. Bo wiosną 2005 roku na Pustynię Błędowską znów wpełzły gąsienice. Przez cały miesiąc oniemiali z podziwu chechłacze patrzyli, jak olbrzymie spychacze oczyszczają pustynię z trawy, lasku i płytkiej gleby pyłowo-przemysłowej. A potem przed kościółkiem w Chechle ukazał się były minister kultury i sztuki, a zarazem aktualny minister rolnictwa komunalnego Zdzisław Podkański wysiadający z czarnego rządowego turbolotu. I wtedy po raz pierwszy z ust ministra poganiacze wielbłądów, byli rolnicy, usłyszeli pamiętne dwa słowa: „wieprzak kolczasty”. A potem minister rozwinął swoją wypowiedź i mieszkańcy Chechła dowiedzieli się, że wieprzak kolczasty to ni mniej, ni więcej tylko gigantocactus musculus - wielki kaktus mięsny, będący szczytowym osiągnięciem myśli naukowej pracowników Instytutu Agrogenetyki Komunalnej. Na twarzach rolników odmalował się wtedy taki wyraz podziwu i zdumienia, że minister Zdzisław Podkański, sam były rolnik, poczuł, że sprawę trzeba wyjaśnić bez uciekania się do naukowej paplaniny:
- Wieprzak kolczasty to skrzyżowanie świni z kaktusem, i tyle. Rośnie najlepiej na jałowej glebie, a wody potrzebuje niewiele. O, popatrzcie, to jest wieprzak z poletka doświadczalnego Instytutu Agrogenetyki Komunalnej. O, przekroję go. Patrzcie, ta wierzchnia zielona warstwa pod wpływem słońca zamienia dwutlenek węgla, co jest w powietrzu, i parę wodną na ten soczysty miąższ, co jest w środku... O, widzicie, ludzie, do złudzenia przypomina polędwicę.