przypuszczać, że ta kobieta przypomni mnie sobie, że zjawi się znowu na mojej drodze?...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie majÄ… w miarÄ™ rozwiniÄ™ty przemysÅ‚ – dodaÅ‚ po chwili – bÄ™dziemy musieli sprawić sobie trochÄ™ odtylcowych...
- 08 Przynoœcie wiêc owoc godny nawrócenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bóg mo¿e wywieœæ synów Abrahamowi...
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- Każda służba jest wyborem pomiędzy zagarnianiem ku sobie, a darzeniem, dawaniem ze siebie, a więc uczy miłości wedle podobieństwa do miłości Boga, czyli...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- — No, niech mnie nagÅ‚a krew zaleje! — zawoÅ‚aÅ‚ Tay Tay...
- w swej głowie wymalował, iż potym sztychując ono z rzeczą prawdziwą a widomą, chocia sama w sobie onad rzecz była dziwnie osobna, jednak przeciwko onej...
- - Na fajki gracie? Kurcze, to już hazard! Szef jak się dowie to nas zjebie!- No co ty! Wiesz, przecież pooddajemy sobie te fajki na końcu...
- — Wszyscy bÄ™dziemy sobie potrzebni, i to już niedÅ‚ugo — odparÅ‚ tonem prze- powiedni Amerykanin...
- - Wy, Ukraińcy, zawsze sobie dziwne miejsca na obronę ojczyzny wybieracie!Stopniowo gdy wino zaczęło działać ich rozmowa wkraczała na coraz bardziej...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
..
– Gdzie ona jest?
– Ach, to nie ma żadnego znaczenia – powiedziaÅ‚ wymijajÄ…co. – Ważne jest tylko to, że w
ogóle jest, że istnieje.
– I czego ona chce od ciebie?
– Chce, bym do niej wróciÅ‚.
– Chyba jest szalona! Jak to? Przez osiem lat gdzieÅ› włóczyÅ‚a siÄ™ po Å›wiecie, prowadziÅ‚a
się, jak mam prawo przypuszczać, nie jak westalka i teraz na jej skinienie palcem masz do
niej wracać?...
– Twierdzi, że mnie kocha.
Zaśmiałam się.
– A ty w swojej naiwnoÅ›ci oczywiÅ›cie jej wierzysz?
– Bynajmniej, ale to w niczym nie zmienia mego poÅ‚ożenia. Ona wie, że jestem żonaty, że
zostałbym skazany za bigamię, i tym trzyma mnie w ręku.
– WiÄ™c wróć do niej! – zawoÅ‚aÅ‚am, już nie panujÄ…c nad nerwami.
Spojrzał na mnie ponuro.
– WolaÅ‚bym palnąć sobie w Å‚eb.
Powiedział to niewątpliwie szczerze i poczułam doń znowu lekki przypływ sympatii.
– Wobec tego nie rozumiem tej kobiety. Przecie nie może siÄ™ Å‚udzić, że nawet wróciwszy
do niej formalnie, będziesz miał dla niej jakiekolwiek uczucie poza nienawiścią.
– Ona to rozumie.
– WiÄ™c czego chce? PieniÄ™dzy?
– Ach, broÅ„ Boże – zaprzeczyÅ‚ Jacek z takim ożywieniem, jakby jÄ… braÅ‚ w obronÄ™.
– To Å‚adnie z twojej strony – powiedziaÅ‚am – że tak gorÄ…co ujmujesz siÄ™ za niÄ…. Nie zmieni
to jednak faktu, że ta pani zachowuje się jak szantażystka.
– Mylisz siÄ™. Każdy szantaż polega na tym, że grożąc jakimiÅ› zÅ‚ymi konsekwencjami za
zaniechanie akcji w tym kierunku, żąda się jakichś korzyści dla siebie. Trudno mi zaś przyjąć,
by na przykład to, czego ona ode mnie żąda, było jakąś korzyścią dla niej. Gdybym do niej
wrócił, nie odniosłaby z tego żadnego zysku, ani moralnego, gdyż jej nie kocham, ani
materialnego, gdyż jest, o ile mogę sądzić, znacznie ode mnie bogatsza. Poza tym w sposobie
stawiania przez nią wymagań nie widzę elementu szantażu. Szantażysta stawia zwykle
ultimatywnie jakiś termin i precyzuje dokładnie rodzaj represji, jakie zastosuje w razie
niedotrzymania terminu. Tu tego nie ma. Podkreśliłbym nawet dużą skłonność tej kobiety do
załatwienia sprawy bez terroru i bez pośpiechu. Ponieważ wierzy, że zdoła mnie przekonać,
95
zostawia mi dużo czasu do namysłu i do spodziewanej likwidacji mojego dotychczasowego
życia.
– Cóż? – wzruszyÅ‚am ramionami. – Zatem przystÄ™puj do likwidacji. Z mojej strony nie
spotkają cię żadne przeszkody. Nie narażaj tej szlachetnej, wyrozumiałej i zakochanej kobiety
na zbyt długie oczekiwanie.
Wiedziałam, że każde moje słowo boleśnie rani Jacka. Ale przecież zasłużył na to.
Powinien cierpieć, powinien odpokutować swoją bezprzykładną lekkomyślność.
– Nie, Haneczko. Pomimo to, że zasÅ‚ugujÄ™ na twój surowy sÄ…d, nie wierzÄ™, byÅ› tak myÅ›laÅ‚a
naprawdę. Natomiast mam nadzieję, że wszystko da się jeszcze w jakiś sposób ułożyć.
Otuchy dodaje mi właśnie ten brak złej woli ze strony Betty.
Nie umiałam powstrzymać wybuchu gniewu.
– Brak ziej woli! Doprawdy mam wrażenie, że chwilami tracisz zdrowy sens. Brak zÅ‚ej
woli! Porzuca cię przez Bóg wie ile lat, ma Bóg wie ilu kochanków i nagle najbezczelniej w
świecie grożąc ci więzieniem domaga się byś wrócił do niej, jakby nigdy nic nie zaszło. To
jest perfidna, zła, fałszywa i wstrętna kobieta. I chociaż jesteś tak zarozumiały, że uroiłeś
sobie jej wielką miłość, upewniani cię, że ukrywa ona w zanadrzu jakieś łajdactwo!
– Nie mam powodu do najmniejszych przypuszczeÅ„ w tym kierunku.
– Ale ja mam! Mam swojÄ… intuicjÄ™, która mnie nigdy nie zawodzi. To nie ma znaczenia, że
ona jest bogata. SÄ… bardzo chciwi bogacze. Zaproponuj jej pieniÄ…dze, a zobaczysz, czy ich nie
przyjmie. Jeżeli zostawia ci tyle czasu, to jedynie po to, by utwierdzić cię w przeświadczeniu,
że nie wykręcisz się tanim kosztem. Z tego, co mi o niej powiedziałeś, zdołałam przeniknąć ją
na wskroś. To jest wstrętna, przebiegła baba! Zaproponuj jej pieniądze. Naturalnie nie dawaj
jej ani grosza, póki nie złoży ci na piśmie oświadczenia, że zgadza się na rozwód, biorąc winę
na siebie. I nie wręczy ci owego świadectwa ślubu, które zabrała.
To przekonanie, z jakim mówiłam, musiało podziałać i na Jacka.
– Nie mamy – powiedziaÅ‚ cicho – aż tak wielkiej iloÅ›ci pieniÄ™dzy, jakiej na pewno by
zażądała, gdyby jej o pieniądze chodziło.
– WiÄ™c trudno. Sprzedasz mojÄ… kamienicÄ™, pożyczymy jeszcze coÅ› od rodziców. Do
skandalu nie wolno nam dopuścić. W ostatecznym wypadku powiemy wszystko ojcu, jestem
przekonana, że bez chwili wahania da, ile będzie mógł, byle tylko zatuszować tę ohydną
sprawÄ™.
Jacek przez kilka minut siedział w milczeniu.
– Może i masz sÅ‚uszność – odezwaÅ‚ siÄ™ wreszcie. – ZastanowiÄ™ siÄ™ nad tym. Na szczęście
nic nie nagli.
Oburzyłam się.
– Jak to nic nie nagli?! A czy ty myÅ›lisz, że to jest wielka dla mnie rozkosz żyć w takiej
atmosferze? W ciągłym oczekiwaniu awantury?!
Jacek uśmiechnął się blado.
– I dla mnie to nie jest rozkoszÄ…. GdybyÅ› mogÅ‚a wiedzieć, jak przygniatajÄ…co ciężkie byÅ‚y
dla mnie te długie tygodnie... Nie mówiłem ci o tym, gdyż miałem nadzieję, że uda mi się
prędzej tę rzecz załatwić. Teraz jednak uznałem za konieczne wyznanie ci prawdy. Jestem już