- Przetarg nieograniczony...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Krzysztof przetarÅ‚ palcami oczy i powtórzyÅ‚ bezdźwiÄ™cznym gÅ‚osem: – Precz, precz, zabierzcie stÄ…d tego czÅ‚owieka...
- xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxc
- 31 Por M...
- Kommodus odbyÂł drogĂŞ z mÂłodzieĂączym poœpiechem, przeciÂągaÂł szybkoprzez miasta, które leÂżaÂły po drodze, przyjmowany wszĂŞdzie po cesarsku,a gdy siĂŞ zjawiÂł...
- Miękkie /' należy już do głosek zadziąsłowych...
- Odwrócił się tyłem do światła reflektora i osłaniając oczy przed blaskiem bijącym mu spod nóg, spróbował zajrzeć w kryształową głębinę jak przez lód, który skuwa jezioro...
- 4Ślub dobiegł końca...
- Claudia rozpięła stanik i jej piersi eksplodowały, zaskakująco napięte i jędrne...
- Korzystanie z przejść w trybie edycji jednościeżkowej...
- przedtem, jakkolwiek budziła się z rozkładu nierównie beznadziejniejszego od wszystkich daw- niejszych...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Co? A, przetarg nieograniczony też dobry. Albo zawiadomienie o zmianach w rozkładzie jazdy.
- Może być. Wszystkie pociągi odchodzą o minutę wcześniej.
- Dlaczego o minutę wcześniej?
- Bo to nikomu nie zaszkodzi. Nawet jakby kto uwierzył, to najwyżej przyjdzie na dworzec o minutę wcześniej i tyle. Nic się nie stanie.
Dotarli do sklepu i stanęli na końcu kolejki. Właśnie przywieźli świeży chleb. Nie było obaw, że zabraknie.
- Aha, a co z tym twoim milicjantem? - przypomniała sobie Janeczka. - Miałeś z nim dzisiaj rozmawiać.
Pawełek westchnął z żalem.
- No miałem, ale całkiem nie było czasu. To znaczy on nie miał czasu. Bardzo się śpieszył.
- I co, w ogóle nic do ciebie nie powiedział - wykrzyknęła Janeczka z naganą.
- Powiedział, czemu nie. Że jeszcze nic nie wie i że z tym szyfrem to nie taka prosta sprawa, ale może odczytają. Umówiłem się z nim w przyszłym tygodniu.
- W przyszłym tygodniu musi mnie już koniecznie przewieźć radiowozem! Jestem pokrzywdzona! I słuchaj, trzeba dzisiaj poryczeć. Ta kuchnia ciotki Moniki to jest doskonała okazja.
Pawełek kiwnął głową, bo również był takiego zdania.
- Jasne, będą tam łomotać, a potem zaryczy. Babcia od razu wymyśli, że naruszyli budynek i dlatego prędzej się wali. Weźmiemy znów latarki i obejrzymy coś więcej. Widziałem tam takie fajne żelazne kawałki, zrobimy sobie z tego długi pociąg. I w ogóle zabiorę przy okazji jeszcze parę rzeczy...
10
Sensacyjne wydarzenia rozpoczęły się już w tydzień później, od następnego poniedziałku. Kiedy rodzeństwo wróciło ze szkoły, okazało się, że babcia czeka na nich z niecierpliwością, wyglądając co chwila. Już od progu powitała ich okrzykiem wyrzutu.
- Dzieci, cóż wy tak późno wracacie, czekam tu na was i czekam, zdenerwowana jestem niemożliwie, a was nie ma! Gdzież wy giniecie?
Odpowiedzi na swoje pytanie nie uzyskała, bowiem dzieci zgodnie uważały, iż fakt, że Pawełek czekał na radiowóz milicyjny, Janeczka zaś czekała na Pawełka, dla babci będzie mało interesujący. Nie warto było się nad nim rozwodzić. Znacznie ciekawsze wydawało się to, co niewątpliwie musiało wydarzyć się w domu.
- Co się stało, babciu? - spytała żywo Janeczka.
Babcia dopilnowała, żeby Pawełek wytarł nogi i powiesił kurtkę.
- No wiecie, skoro mamy wspólną tajemnicę i skoro wasz pomysł okazał się taki dobry, postanowiłam się z wami naradzić - mówiła, czekając, aż zmienią buty. - Pawełek, nie zostawiaj butów na środku, proszę je ustawić porządnie!
Pawełek z niechęcią spełnił polecenie.
- Dobra, ale mów, o co chodzi. Naradzajmy się trochę prędzej! Wszyscy razem weszli do pokoju. Babcia głęboko poruszona, niepewna i bardzo zakłopotana.
- Zaraz, bo nie wiem... Wyobraźcie sobie, ona dzisiaj zdążyła przede mną!
Wiadomość była wstrząsająca, Janeczka i Pawełek stanęli jak wryci.
- Niemożliwe! - krzyknął Pawełek niedowierzająco.
- Babciu! Jak mogłaś?! - zawołała Janeczka z wyrzutem. - Spałaś, czy co?
Babcia zdenerwowała się jeszcze bardziej.
- A gdzież tam spałam, siedziałam sobie z robótką tu, na dole. Od razu usłyszałam, jak Chaber skakał na drzwi. On za późno po mnie przyleciał!
- Chaber nawalił...? - oburzył się Pawełek. - Nie wierze!
- No nie, przeciwnie, ja też myślałam, że to jego wina, ale on w gruncie rzeczy miał rację - przyznała babcia. - Taki był niespokojny i zdenerwowany, że aż się przestraszyłam. A on po prostu nie był pewien, bo, wyobraźcie sobie, że to był inny listonosz! Czekał widocznie, żeby się przekonać, czy idzie do nas. Od razu go przeprosiłam za posądzenie...
- Listonosza...? - przerwał ze zdumieniem Pawełek.
- Ależ nie, psa!
- Jaki inny? - spytała Janeczka. - Nie nasz?
Widząc wyraźnie, iż nie obejdzie się bez solidnego przesłuchania, babcia westchnęła, obejrzała się i usiadła na fotelu. Stanowczo wolała być przesłuchiwana na siedząco.
- Nasz też był - wyjaśniła. Ale ten był inny.
- Razem przyszli? - spytał Pawełek podejrzliwie.
- Ależ skąd razem, każdy oddzielnie! Nasz był później, a ten inny wcześniej!
Janeczka uznała sprawę za skomplikowaną. Odstawiła teczkę, usiadła na krześle na podwiniętych nogach i oparła się łokciami o stół, dokładnie naprzeciwko babci. Brodę oparła na pięściach.
- Babciu, mów po kolei, bo ja widzę, że coś kręcisz - rzekła surowo.
- Podejrzana plącze się w zeznaniach! - ogłosił Pawełek potępiającym tonem. Rzucił teczkę w kąt i usiadł na stole. Babcia, która nie lubiła siadania na stole, nawet nie zwróciła na to uwagi.
- Przestańcie mi przerywać! - zirytowała się. - Mówię wam, że Chaber za długo czekał, bo to był inny listonosz, i jak wybiegłam, to ona, to znaczy sąsiadka, już tam była. Przy furtce. I on jej coś dawał.
- Nasze listy?
- Nie, chyba nie. Raczej paczkę. Spytałam go oczywiście, czy dla nas coś przyniósł, ale powiedział, że nic. Miał tylko jedną przesyłkę dla tej pani. Chciałam go spytać, dlaczego to on przyszedł, a nie nasz, ale nie zdążyłam, bo od razu sobie poszedł. Niegrzeczny był i taki jakiś gburowaty.
Janeczka gwałtownie poderwała brodę.
- Trzeba było podejrzeć, co ona dostała! - krzyknęła wzburzona. - Może to było wcale nie dla niej, tylko dla nas!
- On powiedział, że dla niej - odparła stanowczo babcia. - A podejrzeć nie mogłam, bo ona zaraz uciekła do siebie. Ja z nim rozmawiałam, a jej już nie było.
- Podejrzane - zawyrokował Pawełek. - A co nasz? Babcia jakoś coraz łatwiej łapała sens pytań. Wyraźnie dojrzewała umysłowo.
- A nasz przyszedł później, jakieś pół godziny. Miał listy dla nas, więc chyba wszystko w porządku?
Janeczka z powrotem oparła brodę na zwiniętych pięściach.