Przeszył mnie niewidzialny prąd, bo oto na ogromnej tablicy zapłonęły cyfry 83, i poczułem energiczne szturchnięcie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — No, niech mnie nagła krew zaleje! — zawołał Tay Tay...
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- ciekawe i co mnie osobiście bardzo zaskoczyło — zdałem sobie spra- wę, że czasami pracując mniej i krócej, można było zrobić więcej, niż...
- o mnie ex re mojego stanowiska w sprawie reformy rolnej, e jestem jakzodziej, co chce wyj z cudzej kieszeni zegarek i da go komu innemu...
- - Bo dla mnie, to samotność, taka prawdziwa, transcendentna samotność, to jest na sam koniec orgazmu...
- Nic zatem dziwnego, że w konsultowanym przeze mnie przypadku niczym nie zagrożony, dobrze odżywiony pies na początku nie protestował, kiedy mu zabierano miskę...
- Następnie Heydrich zwrócił się do mnie: Niech mi pan powie, Schellenberg, ten Josef Muller miał chyba kiedyś coś wspólnego z pana wydziałem...
- Obrzuciła mnie ponurym spojrzeniem, obracając moje słowa w myślach, pró- bując odkryć zniewagę albo podstęp...
- - Aresztujesz mnie i braci Savage za to, że chcemy wejść to parku i szukać naszejkrewnej? Decydujesz się na awanturę ze spokojnymi obywatelami?Jimmy...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
To mój Tarrakanin, zerwawszy się na równe przylgi czy też macki, pociągnął mnie za sobą. Jupitery, pływające pod stropem sali, skierowały na nas ulewę błękitnego blasku. Oblewany ze wszech stron potopami jasności, która zdawała się prześwietlać mnie na wylot, półprzytomnie ściskając rozmiękły na dobre rulon listów uwierzytelniających, słyszałem potężny bas Tarrakanina, który grzmiał u mego boku ze swadą i swobodą na cały amfiteatr, lecz treść jego przemowy docierała do mnie ledwo strzępami, jak w czasie sztormu piana morska, obryzgująca śmiałka, przechylonego przez falochron.
- .. .znakomita Zemeja... (nie potrafił nawet prawidłowo wymówić imienia mojej ojczyzny!)... świetna ludzkość... jej tu obecny, wybitny przedstawiciel... wytworne, sympatyczne ssaki... energia jądrowa, wyzwolona z maestrią i wprawą w ich odnóżach górnych... młoda, prężna kultura, pełna uduchowienia... dogłębna wiara w pięcymolię, chociaż nie pozbawiona amfibruntów... (najwyraźniej plątał nas z kimś innym)... oddani sprawie jedności gwiazdoludów... w nadziei, że przyjęcie ich w poczet... zamykając okres płodowej egzystencji społecznej... aczkolwiek samotni, na swej peryferii galaktycznej... wzrośli śmiało i samodzielnie, godni są...
Jak dotąd, mimo wszystko, dobrze - błysnęło mi. - Chwali nas, niby nieźle... co to?
- Zapewne, parzyści! Sztywne podwozia ich... należy atoli zrozumieć... w tym Wysokim Zgromadzeniu mają prawo reprezentacji także i wyjątki od normy i reguły... żadna aberracja nie hańbi... ciężkie warunki, jakie ich ukształtowały... wodnistość, nawet słona, nie może być, nie powinna stać się przeszkodą... z naszą pomocą w przyszłości wyzbędą się swego okropnego obecnego wyglądu, nad którym Wysokie Zgromadzenie z właściwą sobie wspaniałomyślnością zechce przejść do porządku... dlatego w imieniu delegacji tarrakańskiej i Związku Gwiazd Betelgeuzy niniejszym stawiam wniosek o przyjęcie ludzkości z planety Zymai w poczet OPZ, a tym samym przyznania obecnemu tutaj szlachetnemu Zymianinowi pełnych praw akredytowanego przy Organizacji Planet Zjednoczonych delegata. Skończyłem.
Rozległ się potężny szum, przerywany zagadkowymi gwizdnięciami, oklasków, w braku rąk, nie było, bo też i nie mogło ich być; ów szum i gwar ustały nagle na dźwięk gongu i dał się słyszeć głos przewodniczącego:
- Czy któraś z wysokich delegacji zamierza zabrać głos w sprawie wniosku o przyjęcie ludzkości z planety Zemei?
Rozpromieniony Tarrakanin, nadzwyczaj, widać, zadowolony z siebie, pociągnął mnie na ławę. Siadłem, bormocząc niewyraźne słowa podzięki pod jego adresem, gdy dwa seledynowe promyki wystrzeliły z różnych naraz miejsc amfiteatru.
- Udzielam głosu przedstawicielowi Thubanu! - rzekł przewodniczący. Coś wstało.
- Wysoka Rado! - usłyszałem daleki, przenikliwy głos, podobny do tego, jaki wydaje przecinana blacha, ale timbrejego rychło przestał zwracać mą uwagę. - Usłyszeliśmy tu, z ust polpitora Voretexa, ciepłą rekomendację plemienia dalekiej planety, nie znanego dotąd obecnym. Wyrazić pragnąłbym żal, że niespodziewana nieobecność na dzisiejszym posiedzeniu sulpitora Extrevora pozbawiła nas możliwości dokładnego zapoznania się z historią, obyczajami i naturą tego plemienia, którego obecności w OPZ Tarrakania tak łaknie. Chociaż nie jestem specjalistą w dziedzinie teratologii kosmicznej, pragnę jednak, w miarę mych skromnych sił, uzupełnić to, cośmy mieli przyjemność usłyszeć. Najpierw, niejako mimochodem i ubocznie tylko, zaznaczę, iż ojczysta planeta ludzkości zwie się nie Żenują, Zymają lub Zemeja, jak to, nie z niewiedzy, rozumie się, a jedynie, jak jestem o tym dogłębnie przeświadczony, z oratorskiego rozpędu i zapędu powiadał był mój świetny przedmówca. To szczegół nieistotny, zapewne. Wszelako i ów termin “ludzkość”, jakim się posługiwał, wzięty jest z języka plemienia Ziemi - tak brzmi właściwe miano owej odległej planety prowincjonalnej - natomiast nasze nauki określają Ziemian nieco inaczej. Ośmielę się, w nadziei, że nie znudzę tym Wysokiego Zgromadzenia, odczytać pełne miano i klasyfikację gatunku, którego członkostwo w OPZ rozważamy, posługując się przy tym doskonałym dziełem specjalistów, a mianowicie Teratologią Galaktyczną Grammplussa i Gzeemsa.
Otwarłszy na swym pulpicie olbrzymią księgę w miejscu założonym zakładką, przedstawiciel Thubanu czytał:
- Zgodnie z przyjętą systematyką, występujące w naszej Galaktyce formy anormalne obejmuje typ Aberrantia (Zboczeńce), dzielący się napodtypy Debilitales (Kretyńce) oraz Antisapientinales (Przeciwrozumce). Do tego ostatniego podtypu należą gromady Canaliacaea (Paskudtawce) i Necroludentia (Zwiokobawy). Wśród Zwtokobawów rozróżniamy z kolei rząd Patricidiaceae (Ojcogubce), Matriphagideae (Matko jody) i Lascmaceae (Obrzydlce, czyli Wszeteki). Obrzydlce, formy już skrajnie zwyrodniate, klasyfikujemy, dzieląc na Cretininae (Tępony, np. Cadaverium Mordans, Trupogryz Bęcwalec), i Horrorissimae (Potworyjce, z klasycznym przedstawicielem w postaci Mętniaka Bacznościowca, Idiontus Erectus Gzeemsi}. Niektóre z Potworyjców tworzą własne pseudokultury; należą tu gatunki takie, jak Anophilus Belligerens, Zadomitek Zbójny, który nazywa siebie Genius Pulcherrimus Mundanus, albo jak ów osobliwy, łysy na całym ciele egzemplarz, zaobserwowany przez Grammplussa w najciemniejszym zakątku naszej Galaktyki - Monstroteratum Furiosum (Ohydek Szalej), który zwie siebie Homo Sapiens.
W sali podniósł się szum. Przewodniczący uruchomił maszynę z młotkiem.