– Proszę mnie z nią połączyć...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — No, niech mnie nagła krew zaleje! — zawołał Tay Tay...
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- ciekawe i co mnie osobiście bardzo zaskoczyło — zdałem sobie spra- wę, że czasami pracując mniej i krócej, można było zrobić więcej, niż...
- o mnie ex re mojego stanowiska w sprawie reformy rolnej, e jestem jakzodziej, co chce wyj z cudzej kieszeni zegarek i da go komu innemu...
- - Bo dla mnie, to samotność, taka prawdziwa, transcendentna samotność, to jest na sam koniec orgazmu...
- Nic zatem dziwnego, że w konsultowanym przeze mnie przypadku niczym nie zagrożony, dobrze odżywiony pies na początku nie protestował, kiedy mu zabierano miskę...
- Następnie Heydrich zwrócił się do mnie: Niech mi pan powie, Schellenberg, ten Josef Muller miał chyba kiedyś coś wspólnego z pana wydziałem...
- Obrzuciła mnie ponurym spojrzeniem, obracając moje słowa w myślach, pró- bując odkryć zniewagę albo podstęp...
- - Aresztujesz mnie i braci Savage za to, że chcemy wejść to parku i szukać naszejkrewnej? Decydujesz się na awanturę ze spokojnymi obywatelami?Jimmy...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Porywacz Siej Ziarno być może porwał kolejną osobę.
Przyszło mu czekać dłużej, niż się spodziewał.
– O co ten cały raban?! – spytała go opryskliwie Kimberly Green.
– Przed chwilą do mnie zadzwonił – odparł.
– Już jedziemy – powiedziała.
Na skrzyżowaniu dróg numer 4 i 17 natknęli się na małe roboty, ale Myron przejechał po trawie, kosząc kilka pomarańczowych pachołków. Przy drodze 208 skręcił i zjechał z niej obok synagogi. Dwie mile dalej skręcili po raz ostatni w ulicę, przy której mieszkała Emily. Ten sam zakręt za nimi wzięły jednocześnie dwa samochody FBI.
– Jest!
Greg wskazał ręką, budząc się nagle z transu. Emily wkładała klucz do zamka. Myron gwałtownie zatrąbił klaksonem. Obejrzała się, zdezorientowana. Zawrócił forda i zahamował z poślizgiem. Wyskoczyli z samochodu, nim znieruchomiał wóz FBI, który właśnie nadjechał.
– Gdzie Jeremy? – spytali jednocześnie.
Emily przechyliła głowę w bok.
– Co? – odkrzyknęła. – Co się dzieje?
– Gdzie on jest, Emily?! – spytał Greg.
– Ze znajomą...
W domu rozdzwonił się telefon. Zamarli. Emily ocknęła się pierwsza. Wbiegła do środka, podniosła słuchawkę i odchrząknęła.
– Halo – powiedziała.
Ze słuchawki dobiegł krzyk Jeremy’ego.
30
Agentów FBI przyjechało sześcioro. Grupą dowodziła Kimberly Green. W milczeniu sprawnie zabrali się do roboty. Myron usiadł na jednej kanapie, Greg na drugiej, a Emily chodziła między nimi. Zapewne było w tym coś symbolicznego, ale Myron nie umiał powiedzieć co. Próbował otrząsnąć się z odrętwienia, doprowadzić do stanu użyteczności.
Telefon był krótki. Po krzyku Jeremy’ego głos wyszeptał: „Zadzwonimy”. I to był koniec rozmowy. Porywacz nie ostrzegł przed kontaktem z policją. Nie polecił przygotować okupu. Nie powiedział, kiedy zadzwoni.
Wszyscy siedzieli, mając w uszach szarpiący nerwy, przeraźliwy krzyk trzynastolatka i wyobrażając sobie, co takiego mogło go wywołać. O to właśnie chodziło temu sukinsynowi. Nie wolno było dać się wciągnąć w jego grę. Myron zamknął oczy i podjął walkę z własną wyobraźnią.
Greg skontaktował się z bankiem. Nie inwestował w ryzykowne przedsięwzięcia, dlatego zachował płynność aktywów. Gdyby zaszła konieczność zapłacenia okupu, był na to przygotowany. Funkcjonariusze FBI, z wyjątkiem Kimberly Green sami mężczyźni, założyli podsłuchy we wszystkich telefonach, włącznie z komórką Myrona. Porozumiewali się przyciszonymi głosami. Myron na razie ich nie naciskał. Ale nie mógł z tym czekać w nieskończoność.
Napotykając jego wzrok, agentka Green przyzwała go gestem. Wstał i przeprosił Grega i Emily. Wciąż zdruzgotani krzykiem Jeremy’ego, nie zwrócili na to uwagi.
– Musimy porozmawiać – oświadczyła Green.
– Ależ proszę. Zacznijmy od tego, co pani odkryła na temat Dennisa Leksa.
– Nie jest pan członkiem rodziny. Mogę pana stąd wyrzucić.
– A pani nie jest we własnym domu – przypomniał. – Co się stało z Dennisem Leksem?
Kimberly Green podparła się pod boki.
– Ślepa uliczka – odparła.
– Jak to?
– Wytropiliśmy go. Nie ma z tym nic wspólnego.
– Skąd wiecie?
– No, wie pan, Myron. Nie jesteśmy głupi.
– Więc gdzie jest Dennis Lex?
– To nieistotne.
– Akurat! Nawet jeśli nie jest porywaczem, pozostaje dawcą szpiku kostnego!
– Nie on. Waszym dawcą jest Davis Taylor.
– Który przedtem nazywał się Dennis Lex.
– Tego nie wiemy.
– Co pani wygaduje? – spytał z grymasem Myron.
– Davis Taylor był pracownikiem koncernu Leksów.
– Słucham?
– Przecież mówię.
– To dlaczego oddał krew na apel ośrodka szpiku kostnego?
– Dyrektor fabryki, w której pracował, miał chorego siostrzeńca. Krew oddali wszyscy zatrudnieni.
Myron skinął głową. Nareszcie coś zaczęło się wyjaśniać.
– Gdyby tego nie zrobił, zwróciłby na siebie uwagę – powiedział.
– Właśnie.
– Macie jego rysopis?
– Pracował w pojedynkę, nie przyjaźnił się z nikim. Zapamiętali go jako brodatego, długowłosego blondyna w okularach.
– To przebranie. Dennis Taylor nazywał się naprawdę Dennis Lex. Co jeszcze?
Kimberly Green uniosła rękę.
– Wystarczy! – postawiła się, chcąc odwrócić sytuację. – Głównym podejrzanym pozostaje Stan Gibbs. O czym rozmawialiście wczoraj wieczorem?
– O Dennisie Leksie. Nie rozumie pani?
– Czego?
– Dennis Lex ma z tym wszystkim związek. Jest albo porywaczem, albo jego pierwszą ofiarą.
– Ani tym, ani tym.
– Więc gdzie się podział?
Machnęła ręką.
– O czym jeszcze rozmawialiście? – spytała.
– O ojcu Stana.
– O Edwinie Gibbsie? – To ją zainteresowało. – A konkretnie?
– O jego zniknięciu przed ośmiu laty. Ale to już wiecie.
Skinęła głową odrobinę zbyt skwapliwie.
– Wiemy – potwierdziła.
– I co się z nim stało?
Zawahała się.
– Uważa pan Dennisa Leksa za pierwszą ofiarę Siej Ziarna? – spytała.
– Myślę, że warto to sprawdzić.
– A według naszej hipotezy pierwszą jego ofiarą mógł być Edwin Gibbs.
Myron skrzywił się z niedowierzaniem.
– Czyżbyście sądzili, że Stan Gibbs porwał własnego ojca?