Trzecia nagrana wiadomość była od niejakiego Glena...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Już dawniej kilka razy udało mi się wślizgnąć między Żydów pracujących we dnie poza gettem; kontrola nie była ścisła, chyba tylko wariat pchałby...
- CEL PRACY Celem pracy była ocena poziomu wiedzy z zakresu udzie- lania pierwszej pomocy uczniów szkół ponadgimnazjalnych (liceum i technikum) oraz...
- w swej głowie wymalował, iż potym sztychując ono z rzeczą prawdziwą a widomą, chocia sama w sobie onad rzecz była dziwnie osobna, jednak przeciwko onej...
- Nasza skóra była ciepła, mózg pracował, serce tłoczyło krew w żyły, byliśmy tacy jak dawniej, jak jeszcze wczoraj, nie utraciliśmy nagle ramienia, nie...
- — Gdy przyjechałem, była pani na dole?— Tak...
- Maria była ciekawa, jaki związek ma krew, która wyciekała spomiędzy jej nóg, z byciem panną, lecz matka nie umiała jej tego wyjaśnić...
- Melanię to wszystko razem więcej śmieszyło, niż irytowało, Felicja była wściekła, miała własne poglądy na nakrycie stołu i nie przywykła, żeby nią ktoś...
- — Czy można ukryć całą rodzinę? — Nigdy nie była zbyt liczna...
- Will zacisnął zęby, sama myśl o tej czynności była obrzydliwa, ale ją wykonał, potem dołożył starań, by odnosząc młodzieńca na posłanie nie narażać go...
- • Propozycja Liddy'ego była bardzo kosztowna - wymagała 250 tysięcy dola rów w gotówce, o niemożliwym do wyśledzenia pochodzeniu...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Chciał wiedzieć, czy Chad zagra w ten weekend w golfa w Pine, ponieważ Merion odpada ze względu na mistrzostwa. „Tata załatwi nam spoko pukanko w gałkę”, zapewnił Chada Glen kulturalnym tonem ucznia prywatnej szkoły średniej.
Żadnych wieści od bliskiego kumpla Chada, Matthew Squiresa.
Myron włączył komputer. Windowsy 95. Byczo. Też miał z nimi na pieńku. Chad Coldren, jak od razu spostrzegł, korzystał z poczty America Online. Pięknie. Uruchomił Flash-Session. Modem włączył się i krótko zapiszczał. „Witaj. Masz wiadomość - oznajmił głos i po automatycznym przesłaniu tuzinów wieści z serwera powiedział: - Do widzenia”. Myron zajrzał do książki adresowej Chada i znalazł adres e-mailowy Matthew Squiresa. Przebiegł wzrokiem listę przesłanych wiadomości. Żadna nie była od Matthew.
Ciekawe.
Oczywiście, całkiem możliwe, że Matthew i Chad nie przyjaźnili się aż tak blisko, jak sądziła Linda Coldren. Całkiem możliwe też, że nawet jeśli się z sobą kumplowali, Squires - mimo że Chad przepadł bez ostrzeżenia - nie kontaktował się z nim od środy. Bywa.
Tak czy siak dawało to do myślenia.
Myron podniósł słuchawkę i przyciskiem wybrał ostatni numer, pod który dzwonił Chad. Po czterech sygnałach usłyszał głos:
- Dodzwoniłeś się do Matthew. Zostaw wiadomość lub nie. Jak chcesz.
Myron odłożył słuchawkę i - „jak chciał” - nie zostawił wiadomości. Hmm. Ostatnią rozmowę Chad przeprowadził z Matthew. Mógł to być ważny trop. Albo zupełnie bez znaczenia. Nic z tego nie wynikało.
Z telefonu Chada Myron zadzwonił do agencji.
- RepSport MB - odezwała się po drugim sygnale Esperanza.
- To ja.
Wprowadził ją w sprawę. Wysłuchała bez przerywania.
Esperanza Diaz pracowała w agencji RepSport MB od samego początku. Dziesięć lat temu, w wieku zaledwie osiemnastu lat, została Królową Niedzielnej Porannej Telewizji Kablowej. Nie był to jednak program informacyjno-reklamowy, choć nie brakowało w nim reklam, zwłaszcza tych z przyrządem do ćwiczenia brzucha, do złudzenia przypominającym średniowieczne narzędzie tortur. Występowała w nim jako zawodowa zapaśniczka, Mała Pocahontas, Zmysłowa Indiańska Księżniczka. Filigranowa, giętka, odziana w skąpe zamszowe bikini przez trzy lata z rzędu dzierżyła tytuł najpopularniejszej zapaśniczki WDR (Wspaniałych Dam Wrestlingu), czyli „Pieszczoszki, z którą najchętniej splótłbyś się w podwójnym nelsonie”. A mimo to pozostała skromna.
- To Win ma matkę? - spytała z niedowierzaniem tuż po tym, jak skończył opowiadać o porwaniu.
- Tak.
- No to po mojej teorii o czarcim pomiocie - rzekła po chwili.
- Ha, ha!
- I po teorii o Winie - owocu poronionego eksperymentu.
- Nie pomagasz.
- A co tu pomoże? - odparła. - Wiesz, że go lubię. Ale ten chłopak... Jak nazywa takie przypadki psychiatria? To czubek.
- Ten czubek ocalił ci życie.
- Jasne, a pamiętasz jak? - odparowała.
Myron pamiętał. W ciemnej alejce. Spreparowanymi kulami. Mózg bandziora rozprysnął się jak konfetti. Cały Win. Skuteczny do przesady. Gotów rozgnieść robaka kulą do kruszenia murów.
- Tak jak powiedziałam - przerwała cichym głosem długie milczenie. - Czubek.
Myron zapragnął zmienić temat.
- Są jakieś wieści? - spytał.
- Z milion. Ale nic ekstra pilnego... Widziałeś ją? - zagadnęła po chwili.
- Kogo?
- Madonnę! - zirytowała się. - O kogo pytam?! Matkę Wina!
- Raz - odparł, sięgając pamięcią dziesięć lat wstecz. On i Win jedli wtedy kolację w klubie golfowym Merion.
Win nie odezwał się do niej. Ale ona do niego tak. Na to wspomnienie Myron znów poczuł zażenowanie.
- Powiedziałeś mu o porwaniu? - spytała.
- Nie. Co radzisz?
- Zrób to przez telefon - odparła. - Na bezpieczną odległość.
Rozdział 3
Szybko się rozłączyli.
Kiedy oddzwoniła, wciąż siedział w pokoju wypoczynkowym z Lindą. Bucky wrócił do Merion po Jacka.
- Wczoraj o szóstej osiemnaście po południu użyto karty bankomatowej chłopca - przekazała. - W oddziale banku First Philadelphia na Porter Street w południowej Filadelfii. Wyjęto sto osiemdziesiąt dolarów.
- Dzięki.
Zdobycie tej informacji nie było trudne. Każdy, kto znał numer konta, mógł ją otrzymać przez telefon, podając się za właściciela. A zresztą i bez tego mógł ją uzyskać byle ćwok, który zetknął się z pracą w policji, miał kontakty, dostęp do danych, a przynajmniej orientował się, komu dać w łapę. Przy ekspansji dzisiejszej, przyjaznej użytkownikowi techniki nie wymagało to żmudnych zabiegów. Techniki, która nie tylko depersonalizowała, ale rozpruwała życie człowieka, patroszyła go, odzierała z wszelkich pozorów prywatności.
Wystarczyło stuknąć w klawisze.
- Co się stało? - spytała Linda Coldren.
Powiedział jej.
- To nie musi oznaczać tego, co pan myśli - oświadczyła. - Numer PIN mógł podać porywaczowi Chad.
- Mógł - potwierdził Myron.
- Ale pan w to nie wierzy?
Wzruszył ramionami.
- Powiedzmy, że jestem bardziej niż nieco sceptyczny.
- Dlaczego?
- Przede wszystkim z powodu podjętej sumy. Jaki Chad miał limit dzienny?
- Pięćset dolarów.
- Więc dlaczego porywacz podjął tylko sto osiemdziesiąt?
- Gdyby podjął za dużo, mógłby wzbudzić podejrzenia - odparła po krótkim namyśle Linda Coldren.
Myron o mało nie zmarszczył brwi.
- I choć był taki ostrożny, ryzykował aż tyle dla stu osiemdziesięciu dolarów? Każdy wie, że przy bankomatach są kamery. I że z każdego komputera łatwo sprawdzić, skąd pobrano pieniądze.
Spojrzała na niego ze spokojem.
- Pan wątpi, że mój syn jest w niebezpieczeństwie.
- Tego nie powiedziałem. Pozory mylą. Ma pani rację. Najbezpieczniej jest przyjąć, że syna naprawdę porwano.
- I co dalej?
- Waham się. Ten bankomat jest na Porter Street w południowej Filadelfii. Czy Chad lubił tam przebywać?
- Nie - odparła bez pośpiechu. - Prawdę mówiąc, nie wyobrażam sobie, co mógłby tam robić.
- Dlaczego?
- To zakazana dzielnica. Jedna z najpodlejszych w mieście.
Myron wstał.
- Ma pani plan miasta?
- W schowku w samochodzie.
- Dobrze. Będę musiał na krótko pożyczyć pani wóz.
- Dokąd pan pojedzie?
- Chcę obejrzeć ten bankomat.
- Po co? - spytała, marszcząc brwi.
- Nie wiem - przyznał. - Jak wspomniałem, śledztwo to nie praca naukowa. Wykonujesz rutynowe czynności, naciskasz guziki i liczysz na to, że coś wyskoczy.
Linda Coldren sięgnęła do kieszeni po kluczyki.