Postawiłem chłopca na ziemi, a on złapał mnie mocno za rękę...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — No, niech mnie nagÅ‚a krew zaleje! — zawoÅ‚aÅ‚ Tay Tay...
- choćbyÅ› i mnie miaÅ‚ waszmość tak pochlastać, zawszeć winszujÄ™, winszujÄ™! – Et, dalibyÅ›cie sobie waszmoÅ›ciowie pokój; bo w rzeczy nie macie siÄ™...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- ciekawe i co mnie osobiÅ›cie bardzo zaskoczyÅ‚o — zdaÅ‚em sobie spra- wÄ™, że czasami pracujÄ…c mniej i krócej, można byÅ‚o zrobić wiÄ™cej, niż...
- o mnie ex re mojego stanowiska w sprawie reformy rolnej, ¿e jestem jakz³odziej, co chce wyj¹æ z cudzej kieszeni zegarek i daæ go komuœ innemu...
- - Bo dla mnie, to samotność, taka prawdziwa, transcendentna samotność, to jest na sam koniec orgazmu...
- Nic zatem dziwnego, że w konsultowanym przeze mnie przypadku niczym nie zagrożony, dobrze odżywiony pies na początku nie protestował, kiedy mu zabierano miskę...
- Następnie Heydrich zwrócił się do mnie: Niech mi pan powie, Schellenberg, ten Josef Muller miał chyba kiedyś coś wspólnego z pana wydziałem...
- Obrzuciła mnie ponurym spojrzeniem, obracając moje słowa w myślach, pró- bując odkryć zniewagę albo podstęp...
- - Aresztujesz mnie i braci Savage za to, że chcemy wejść to parku i szukać naszejkrewnej? Decydujesz się na awanturę ze spokojnymi obywatelami?Jimmy...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Mama mówiła, że nie wolno korzystać z dróg, bo pilnują ich żołnierze.
- Twoja matka miała rację, tyle tylko, że miała na myśli drogi na nizinach, gdzie istotnie łatwo spotkać żołnierzy. Prawdopodobnie patrolowali kiedyś i tę drogę, ale wszyscy umarli, zanim wysiało się najgrubsze z drzew, jakie widzieliśmy w dżungli.
Mały Severian drżał z zimna, dałem mu więc jeden z koców i pokazałem, w jaki sposób należy się w niego zawinąć. Gdyby ktoś nas wtedy zobaczył, pomyślałby zapewne, że widzi samotną, zakutaną w pled postać, obok której podąża nieproporcjonalnie duży, czarny jak noc, cień.
***
Weszliśmy w mgłę, co mnie trochę zdziwiło, gdyż nie spodziewałem się napotkać jej na tak znacznej wysokości. Dopiero kiedy wspięliśmy się ponad nią i spojrzeliśmy z góry na oświetloną blaskiem słońca, kłębistą powierzchnię, zrozumiałem, iż był to jeden z obłoków, które wydawały mi się takie odległe, gdy oglądałem je z porośniętej dżunglą przełęczy.
Jednak po zastanowieniu się musiałem przyznać, że nawet tamto miejsce, teraz tak daleko w dole, ponad wszelką wątpliwość znajdowało się tysiące łokci powyżej Nessus. Jakże daleko musiałem już zawędrować, skoro na takich wysokościach mogły bujnie rosnąć dżungle - sięgające niemal do kibici świata, gdzie zawsze panuje lato, a różnice klimatyczne wynikają jedynie z różnic wysokości. Z tego, czego dowiedziałem się od mistrza Palaemona wynikało, że gdybym teraz ruszył prosto na zachód, pozostawiwszy za sobą góry, znalazłbym się w dżungli tak niebezpiecznej, iż ta, z której niedawno wyszedłem, wydałaby mi się istnym rajem. Jednak nawet tam dostrzegłbym oznaki śmierci, bo choć do obszarów tych dociera więcej energii słonecznej niż do jakiegokolwiek innego miejsca na Urth, to jednocześnie jest jej znacznie mniej niż w dawnych czasach, a w miarę jak lód posuwał się coraz dalej na południe, rośliny strefy umiarkowanej uciekały przed jego naporem, stopniowo zastępując te, które mogły żyć jedynie w klimacie tropikalnym.
Zatrzymałem się, by popatrzeć z góry na obłok, ale chłopiec maszerował dalej. Dopiero po chwili przystanął, spojrzał na mnie błyszczącymi oczami i zapytał:
- Kto zrobił tę drogę?
- Zapewne ci sami robotnicy, którzy wyrzeźbili górę. Dysponowali ogromnymi zasobami energii oraz maszynami znacznie potężniejszymi od tych, jakie znamy obecnie. Mimo to musieli przecież w jakiś sposób pozbywać się resztek skał i pogruchotanych kamieni. Tą drogą jeździły kiedyś tysiące wozów.
Szczerze mówiąc, wcale nie byłem tego pewien, gdyż żelazne koła takich pojazdów zniszczyły nawet wykładane twardymi kamieniami ulice Thraxu i Nessus, ta droga zaś była gładka i równa jak powierzchnia stołu. Całkiem możliwe, że wędrowały nią tylko wiatr i promienie słońca.
- Duży Severianie, patrz! Widzisz rękę?
Chłopiec wskazał górski grzbiet daleko przed nami. Zadarłem głowę, aż poczułem ból w karku, ale początkowo dostrzegłem jedynie to samo, co wszędzie dokoła, to znaczy jałową, szarą skałę. Chwilę później promienie słońca zalśniły na czymś w pobliżu końca grzbietu. Tajemniczy przedmiot błyszczał jak czyste złoto. Wytężywszy wzrok stwierdziłem, że to złoty pierścień, a potem bez trudu wypatrzyłem ogromny, wykuty w skale kciuk oraz pozostałe palce.
Nie mieliśmy pieniędzy, ja zaś doskonale wiedziałem, jak bardzo możemy ich potrzebować, kiedy wreszcie ponownie wejdziemy na zamieszkane tereny, co prędzej lub później musiało nastąpić. Jeżeli nadal mnie szukano, złoto mogło przekonać poszukujących, aby na chwilę przymknęli oczy. Złoto mogło także pomóc małemu Severianowi rozpocząć naukę w jakiejś szacownej konfraterni, bo przecież nie mogłem ciągnąć go ze sobą na tułaczkę. Przypuszczalnie pierścień został wykuty w skale, a następnie pokryty listkami złota, ale nawet te listki, zdrapane z tak dużej powierzchni, musiały przedstawiać ogromną wartość. Poza tym - co prawda odganiałem od siebie te myśli, ale powracały z nie słabnącym uporem - czy cienkie, złote listki mogły przetrwać tyle stuleci? Czy nie powinny złuszczyć się już dawno temu i spłynąć wraz z deszczem i śniegiem? Jeżeli pierścień wykonano z litego złota, to był wart fortunę. Jednak nawet połączone fortuny całej Urth nie wywarłyby na mnie tak kolosalnego wrażenia, jak ta kamienna ręka ze złotym pierścieniem na palcu. Ten, kto kazał ją wykuć w skale, musiał być wręcz niewyobrażalnie bogaty.