Podobnie jak większość biznesmenów, stanowiących zresztą dziewięćdziesiąt procent pasażerów, Marissa zamówiła drinka...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Czy to ojczyzna moze byc kiedyniekiedy, byc i nie byc na przemian? Ojczyzna moze byc tylko kraj stanowiacy nieprzerwalnie teren historyczny narodu, i to teren centralny...
- UG Ze zbiorów „Wirtualnej Biblioteki Literatury Polskiej” Instytutu Filologii Polskiej UG 89 się podobno zbliżyć; nie zrozumiałem albowiem...
- Ustalenie zakresu pojcia zwykych potrzeb rodziny zaley od kryterium, ktre stanowi bdzie podstaw zdefiniowania tego pojcia...
- w peni zrealizowany ze wzgldu na wybuch U wojny wiatowej, to jednak podstawy prawne posuyy jako dorobek stanowicy punkt wyjcia do prac kontynuatorskich w Polsce...
- sność drugiej ćwierci; suma wniesiona do wspólnoty stanowić będzie jedną czwartą właści- wego wkładu, pozostałym zaś przy życiu małżonkom...
- o mnie ex re mojego stanowiska w sprawie reformy rolnej, e jestem jakzodziej, co chce wyj z cudzej kieszeni zegarek i da go komu innemu...
- W procesie karnym opartym na zasadzie skargowoci skarga stanowi dodatni przesank procesow, tzn...
- N- ACETYLOCYSTEINAN-acetylocysteina (NAC) stanowi najczęstszą postać cysteiny i ma szczególne znaczenie w procesach odtruwania...
- W okresie, ktry upyn od wejcia w ycie ustawy zasadniczej, nastpio rozwinicie konstytucyjnej regulacji stanw nadzwyczajnych w drodze ustawodawstwa zwykego...
- Wsplnota pierwotna, antyczne niewolnictwo, feudalizm, kapitalizm, wreszcie socja-lizm miay stanowi z mocy praw historii powszechnodziejowy model...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nadal była kłębkiem nerwów, a wódka z tonikiem rozluźniła ją do tego stopnia, że wdała się w rozmowę z Dannym, przystojnym maklerem z Chicago. Okazało się. że jego siostra jest lekarzem na Hawajach. Danny pytlował tak zawzięcie, że w końcu Marissa, aby móc pozbierać myśli, zmuszona była zamknąć oczy i udawać, że śpi.
Nurtowało ją pytanie, w jaki sposób napastnik z pistoletem do szczepień dowiedział się o jej pobycie w Chicago. A zakładając, że był to ten sam mężczyzna, który zaatakował ją w Atlancie, skąd wiedział o jej nocnej wizycie w laboratorium? Podejrzenia Marissy padły na Tada. Musiał domyślić się, po co ukradła mu jedną z kart wstępu do laboratorium. Być może, aby uniknąć kłopotów, uprzedził o tym Dubcheka. Wiedział również o jej podróży do Chicago. Marissa nie mogła jednak uwierzyć, że Tad z rozmysłem nasłał na nią mordercę. Poza tym, pomimo że osobiście nie cierpiała Dubcheka, zachowała dla niego głębokie poważanie jako naukowca. Nie pasował do nastawionego na korzyści finansowe prawicowego Kongresu Akcja Lekarzy. Miotając się pomiędzy racjonalną dedukcją a paranoicznymi urojeniami, Marissa pożałowała, iż pozbyła się dowodu, jakim był pistolet do szczepień. Jeśli Tad był w jakikolwiek sposób zamieszany w spisek, właśnie straciła poważny argument, pod warunkiem oczywiście, że udałoby się dowieść, iż broń zawierała wirusa Ebola.
Gdy samolot wylądował na lotnisku La Guardia, postanowiła, że jeśli epidemia w Nowym Jorku potwierdzi jej teorię o pochodzeniu Eboli na terenie Stanów, uda się nie/włócznie do wybranego przez Ralpha prawnika i zda się na niego oraz policję, by wyświetlili całą sprawę do końca. Nie mogła dłużej bawić się w detektywa, skoro za przeciwników miała ludzi, którzy nie wahali się poświęcić całych populacji dla osiągnięcia swych celów.
Kiedy samolot wylądował i zgasły napisy nakazujące zapięcie pasów. Marissa podniosła się i przez chwilę walczyła z walizką, która zaklinowała się w górnym przedziale bagażowym. Danny koniecznie chciał jej pomóc nieść walizkę, co było miłe z jego strony, lecz gdy się rozstali, Marissa przyrzekła sobie, że na przyszłość będzie ostrożniejsza. Żadnych rozmów z nieznajomymi i ujawniania swego prawdziwego nazwiska. Zdecydowała nawet, że nie będzie nocować w Plaza jako Carol Bradford, lecz zatrzyma się w pobliskim Essex House pod nazwiskiem Lisy Kendrick, dawnej koleżanki z czasów licealnych.
George Valhala stał w pobliżu punktu wynajmu samochodów Avisa i znudzonym wzrokiem wpatrywał się w tłumy pasażerów czekających na bagaż. Jego pracodawcy nadali mu przydomek Ropucha, nie ze względu na cechy fizjonomii, lecz w uznaniu jego niebywałej cierpliwości, z jaką godzinami potrafił trwać na posterunku, podobny do ropuchy czyhającej na owada.
Tym razem jednak zadanie nie wymagało od niego ujawniania tej specyficznej zalety. Przybył na lotnisko niedawno, po otrzymaniu informacji, że dziewczyna przylatuje z Chicago lotem o piątej lub o szóstej. Właśnie wylądował pierwszy samolot i jego pasażerowie zaczęli się gromadzić wokół taśmociągu na bagaże.
Jedynym niewielkim problemem, z jakim George musiał się uporać, był dosyć mglisty opis osoby, którą należało odnaleźć: ładna, niska szatynka w wieku około trzydziestu lat. Zazwyczaj miał pod ręką fotografię, lecz tym razem nie było czasu, by ją zdobyć.
Nagle ją zobaczył. To musiała być ona. Była co najmniej o stopę niższa od armii biznesmenów z aktówkami w rękach, tłoczących się wokół taśmociągu. Zauważył też, że nie czeka na bagaż. Najwyraźniej miała walizkę ze sobą w samolocie.
George ruszył w jej kierunku, aby lepiej przyjrzeć się dziewczynie. Wyszedł za nią na zewnątrz i zauważył, że stanęła w kolejce po taksówkę. Rzeczywiście była ładna i rzeczywiście maleńka. George nie mógł sobie wyobrazić, w jaki sposób pokonała Paula w Chicago. Przyszło mu na myśl, że może ma przed sobą niepozorną specjalistkę w sztuce walki wręcz. W każdym razie czuł przed tą małą pewien respekt. Wiedział, że Al ma podobne odczucia, inaczej nie zadawałby sobie tyle trudu, by ją unieszkodliwić.
Przyjrzawszy się Marissie dokładnie, George przeszedł na drugą stronę ulicy i wsiadł do taksówki stojącej naprzeciwko postoju.
Kierowca odwrócił się i spojrzał na niego.
- Widziałeś ją? - zapytał. Jego ptasie rysy i szczupła budowa ciała stanowiły całkowite przeciwieństwo gruszkowatej otyłości George’a.
- Jake, czy ja wyglądam na idiotę? Włącz silnik. Dziewczyna stoi na postoju taksówek.
Jake posłusznie przekręcił kluczyk w stacyjce i rozległo się delikatne warczenie silnika. Razem z Georgem pracowali dla Ala od czterech lat i świetnie się rozumieli, z wyjątkiem tych chwil, kiedy George zaczynał rządzić, ale nie zdarzało się to często.
- Jest tam. - George wskazał taksówkę, do której wsiadała Marissa. - Wyjedź trochę, ale pozwól im nas minąć.
- Hej, to ja prowadzę - obruszył się Jake. Ty obserwujesz, ja prowadzę.
Mimo to posłusznie wrzucił bieg i wyjechał powoli na prawy pas.
Obserwując przez tylne okno taksówkę, którą jechała Marissa, George zauważył, że samochód ma wgięty dach.
- Łatwo będzie ją śledzić powiedział. Kiedy taksówka ich minęła, Jake ruszył. Wpuścił przed siebie jeden samochód i tak wjechali na Long Island Expressway.
Nie mieli problemów z utrzymaniem się za taksówką Marissy, nawet kiedy jechali przez most Queensborough, który o tej porze był zatłoczony. Po czterdziestu minutach stanęli przed Essex House, gdzie Marissa wysiadła i weszła do hotelu. Jake wjechał w zatokę, oddaloną o pięćdziesiąt stóp od tego miejsca.
- Wiemy, gdzie się zatrzymała - zauważył Jake.
- Chcę się jeszcze upewnić - odparł George. - Wejdę i sprawdzę listę gości. Czekaj tu, zaraz wracam.
14
23 maja