podczas sztormu dowodzę trzema statkami jednocześnie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Podczas gdy d'Artagnan pędził po ulicach i pukał do bram, Aramis przyłączył się do dwóch towarzyszy; wróciwszy do domu d'Artagnan zastał przyjaciół w...
- Podczas tamtych dwu nocy nie wróciła więcej do Świata Snów, ale kosztowały ją więcej wysiłku niźli cokolwiek innego...
- tylko jeden, podczas gdy żydowscy komuniści dostarczyli, jakże licznych zbrodniarzy, wcale nie mniejszych pod względem rozmiarów zbrodniczości od...
- Szczegln form twrczoci jest improwizacja ruchowa wymagajca fantazji i kultury ruchu, zrytmizowaniai pynnoci ruchu a jednoczenie jest podporzdkowana...
- Podczas tych narzekań, które były zapewne wynikiem rozczarowania i osobistej urazy, wywołanej faktem, że jej stary pracodawca wolał inną, Artur Gride...
- Być ojcem więc, to może także stawiać wymagania, podprowadzać pod zadania coraz trudniejsze, ale jednocześnie umożliwiać ich realizację przez stałą...
- Dodatkowego egzaminu nie planowano, więc Harmon mógł zaspokoić ciekawość, przekonać się co do zdolności Keogha i jednocześnie uniknąć zamieszania...
- - I co, robicie postępy z remontem domu? - spytała Maria, podczas gdy David podszedł do lodówki i napełnił szklanki wodą...
- Małgorzata odwiesiła słuchawkę i jednocześnie w sąsiednim pokoju rozległo się drewniane kuśtykanie i coś zaczęło dobijać się do drzwi...
- wkleiliśmy skopiowany styl na wszystkie podręczne, a z niego wybieramy polecenie Paste jednocześnie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Zanim oficer znalazł usprawiedliwienie, do kabiny nawigacyjnej wszedł asystent
pokładowy i zameldował, iż fala uszkodziła jeden z trapów dziobowych.
- KochAAAny mój! Widzę, że będę musiał teraz sam wszystko zapisywać w
dzienniku! - Z tymi słowami kapitan, zwalczając przechyły przy intensywnej pomocy rąk,
ruszył z nawigacyjnej na mostek, by obejrzeć szkody wyrządzone przez fale.
Wieczorem oficer nawigacyjny zobaczył zapis w dzienniku, uczyniony własnoręcznie
przez kapitana:
STATEK IDZIE WSZYSTKIMI MOCAMI, ŻEBY UCHRONIĆ SIĘ PRZED
SIŁAMI WYŻSZYMI, KTÓRE NA NIEGO SPADAJĄ. NA SKUTEK TEGO DWA
TRAPY ZOSTAŁY ZNISZCZONE...
*
Następnego dnia kapitan powiedział:
- KochAAAny mój! Zrobisz wyciąg z dziennika okrętowego w języku angielskim dla
asekuracji. Wiesz, jak się to nazywa w języku angielskim?
Nawigacyjny wiedział, ale z niewiadomych sobie samemu przyczyn odpowiedział, że
nie.
- KochAAAny mój! A wiesz, jak się to nazywa w języku hiszpańskim?
- Nie wiem, panie kapitanie!
- A wiesz, jak po portugalsku?
- Nie wiem, panie kapitanie!
- A wiesz, jak po duńsku?
- Nie wiem, panie kapitanie!
- A wiesz, jak po szwedzku?
- Nie wiem, panie kapitanie!
- W żadnym języku nie wiesz? - nękał go kapitan.
Oficer nawigacyjny chciał już odpowiedzieć, że we wszystkich wspomnianych
językach będzie to brzmiało tak samo jak w polskim: „Dziennik wariata”, ale przypomniał
sobie powiedzenie: „Cierpliwość przynosi róże” i zabrał się do sporządzania wyciągu z
dziennika okrętowego w języku angielskim.
*
Między kapitanem a oficerem nawigacyjnym powstała przepaść, na dnie której leżał
nie zapisany w dzienniku okrętowym rozkaz kapitana o tym, że w czasie sztormu dowodził
trzema statkami. Żeby wytrzymać na transatlantyku, należało tę przepaść w jakiś cudowny
sposób zasypać. Nawigacyjny usiłował wstąpić na drogę myślenia, zamiłowań i słabości
kapitana. Słowa piosenki granej przez rozgłośnię okrętową: „Dla ciebie, moja najmilsza,
różami uścielę ścieżkę...” stały się w pewnym momencie palcem wskazującym drogę.
Miał służbę tego dnia, w którym kapitan obwieścił, że o godzinie 10.30 opuści statek,
udając się z oficjalną wizytą na ląd. Gdy o wyznaczonej godzinie kapitan pojawił się w
drzwiach wiodących na pokład, w końcu którego ustawiony był trap, powietrze dookoła
statku rozbrzmiało wspaniałymi dźwiękami marsza El Capitano. Mieniły się w słońcu złote
palmy na czapce kapitana, tym samym blaskiem zaiskrzyły się oczy. Chód kapitana stał się
posuwisty i wpadł w takt marsza. Oczy kapitana rozjaśnił jeszcze większy blask, gdy
naprzeciw trapu, pod ścianą salonu, ujrzał kompanię honorową złożoną z dwunastu
marynarzy ubranych jak na paradę. Przed kompanią stał oficer nawigacyjny i w chwili gdy
kapitan znalazł się w przepisowej odległości, z ust oficera padła komenda:
- NA PRAWO PATRZ! STATEK ŻEGNA KAPITANA WYCHODZĄCEGO NA
LAD!
Szeroki uśmiech i zmarszczony z zadowolenia nos kapitana szybko zasypały czarną
przepaść. W chwili gdy w rytm marsza El Capitano kapitan miał wstąpić na trap, sternik
służbowy przy trapie według wyrafinowanego ceremoniału zasalutował lewą ręką, prawą zaś
przytknął do ust gwizdek bosmański (prywatną własność nawigacyjnego) i zadął. Na ten
dźwięk czterech młodszych marynarzy, ustawionych jako trapowi, wyprężyło się na
baczność.
„Trzeci” miał wiele kłopotu z ustaleniem liczby trapowych dla ceremoniału
związanego z oficjalnym wyjściem kapitana na ląd. Początkowo chciał wystawić, jak głowie
państwa, ośmiu trapowych. Potem miał ogromną ochotę wystawić dziesięciu - z gotowym
tłumaczeniem, że tylu trapowych należy się kapitanowi jako „pierwszemu po Bogu”.
Przeważył jednak rozsądek. Jeśli kapitan zna się na tym ceremoniale, może poczytać to za
drwiny z siebie. Wobec czego postawił czterech, przysługujących kapitanowi Marynarki
Wojennej. Dzięki poczuciu humoru bosmana, sterników i marynarzy cała załoga pokładowa
dała się namówić do wzięcia udziału w ceremonii wyjścia kapitana na ląd.
Przepaść pomiędzy kapitanem a nawigacyjnym wypełniła się uczuciem zadowolenia i
zachwytu. Kapitan zawrócił od trapu i biorąc w objęcia oficera nawigacyjnego rzucił mu w
darze obietnicę:
- KochAAAny mój! Zabiorę ciebie wieczorem na ląd! Pokażę ci Nowyjork taki,
jakiego jeszcze na pewno nigdy nie widziałeś. Przedstawię cię swoim najmilszym znajomym,