- Pierwszy Mówco! - powiedziała łagodnie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziaÅ‚a Morgiana i jej dÅ‚oÅ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiÅ‚...
- — Siadaj, chÅ‚opaku — powiedziaÅ‚ dowódca...
- – Zgadzam siÄ™ – powiedziaÅ‚a nie ociÄ…gajÄ…c siÄ™ Colette...
- — Tego kuÅ›nierza mogÅ‚abyÅ› lepiej pamiÄ™tać, skoro zetknęłaÅ› siÄ™ z nim osobiÅ›cie — powiedziaÅ‚am z niezadowoleniem i naganÄ…...
- — Chce pan powiedzieć, że rurÄ™ zaÅ‚ożono, kiedy nie byÅ‚o jeszcze krateru ani tego wÄ…wozu? — spytaÅ‚em...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedziaÅ‚ Ulath...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparÅ‚, nie potrafiÄ…c ukryć pobrzmiewajÄ…cej w jego gÅ‚osie konsternacji...
- – PowinniÅ›my siÄ™ stÄ…d wynosić, nim orki zacznÄ… przetrzÄ…sać te ruiny – powiedziaÅ‚a Isaan...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Jej cienkie, blade wargi jeszcze bardziej niż zwykle stopiły się w jedno z ogólną bladością jej twarzy.
- Sam powiedziałeś, że nie możesz oprzeć swej opinii na żadnych racjonalnych podstawach, że obliczenia psychohistoryczne nic nie wykazały. Czy chcesz, żebyśmy podjęli przełomową decyzję w oparciu o jakieś mistyczne przeczucia?
Pierwszy Mówca podniósł głowę i zmarszczył czoło. Czuł, że wszyscy schowali się za swoimi ekranami. Wiedział, co to oznacza. Powiedział zimno:
Nie kryję tego, że nie mam dowodów. Nie ofiarowuję wam niczego fałszywie. To, co wam daję, to intuicyjne, lecz silne przeczucie Pierwszego Mówcy o kilkudziesięcioletnim doświadczeniu, który niemal całe życie spędził analizując dokładnie Plan Seldona. - Rozejrzał się wokół, spoglądając na Mówców z rzadko u niego widywaną dumą i stanowczością, i ekrany psychiczne z wolna zmiękły i, jeden po drugim, opadły. Ekran Delarmi (kiedy zwrócił się w jej stronę) opadł jako ostatni.
Powiedziała z rozbrajającą szczerością, która wypełniła jej umysł, jakby nigdy nie było tam nic innego:
- Oczywiście przyjmuję twoje stwierdzenie, Pierwszy Mówco. Niemniej sądzę, że mógłbyś je być może raz jeszcze przemyśleć. Gdy myślisz o tym teraz, przyznawszy już, że wstyd ci polegać na intuicji, może życzyłbyś sobie, by twoje uwagi zostały wymazane z zapisu obrad... jeśli, twoim zdaniem, powinny by one...
Przerwał jej głos Gendibala:
- Co to za uwagi, które powinny zostać wymazane z zapisu?
Oczy wszystkich, jak na komendę, zwróciły się na niego. Gdyby w krytycznej chwili nie kryli się byli za swoimi ekranami, wyczuliby, że nadchodzi, jeszcze zanim znalazł się w drzwiach.
- A więc przed chwilą wszyscy kryli się za ekranami? Nikt nie wyczuł mego nadejścia? - spytał drwiąco Gendibal. - Jakież banalne jest to dzisiejsze posiedzenie Stołu. Nikt nie czuwał, żeby być gotowym na moje przyjście? A może wszyscy byliście pewni, że nie przyjdę?
Ten wybuch był jaskrawym pogwałceniem wszystkich reguł. Już to, że Gendibal spóźnił się, było naganne. To, że przybył bez zapowiedzi, jeszcze bardziej. A już najgorsze było to, że odezwał się, zanim Pierwszy Mówca oficjalnie stwierdził jego obecność.
Pierwszy Mówca odwrócił się w jego stronę. Wszystko inne zostało odsunięte na bok. Najważniejsza stała się sprawa dyscypliny.
- Mówco Gendibal - powiedział - spóźniłeś się. Przybyłeś bez zapowiedzi. Zabierasz głos nieproszony. Powinieneś zostać zawieszony w prawach Mówcy na okres trzydziestu dni. - Czy masz coś na swoje usprawiedliwienie?
- Oczywiście. Sprawa zawieszenia mnie w prawach Mówcy nie powinna być w ogóle rozpatrywana, zanim nie ustalimy, kto postarał się o to, żebym na pewno się spóźnił i dlaczego to zrobił - słowa Gendibala były spokojne i wyważone, ale umysł miał przepełniony gniewem i nie zwracał uwagi na to, że ktoś może to wyczuć.
Wyczuła to na pewno Delarmi. Powiedziała gwałtownie:
- Ten człowiek jest szalony!
- Szalony? To ta kobieta jest szalona, żeby tak mówić. Albo świadoma winy... Pierwszy Mówco, proszę o zapewnienie, że nie zostaną w stosunku do mojej osoby wyciągnięte żadne konsekwencje za to, co teraz powiem.
- Co chcesz powiedzieć?
- Pierwszy Mówco, oskarżam jedną z obecnych tu osób o usiłowanie popełnienia morderstwa.
Zdawało się, że w tym momencie pokój eksplodował. Wszyscy Mówcy poderwali się na równe nogi. W rozgardiaszu słów, min, gestów i myśli nie można było nic rozróżnić.
Pierwszy Mówca uniósł w górę obie ręce. - Musimy dać Mówcy Gendibalowi możliwość przedstawienia tego oskarżenia - krzyknął. Nie odniosło to żadnego skutku, poczuł się więc zmuszony do narzucenia zebranym posłuchu w sposób, którego nie przystało używać w tym miejscu, ale nie miał wyboru. Natężył całą silę woli.
Gwar zaczął powoli cichnąć. Gendibal czekał nieruchomo aż zebrani zupełnie umilkną i uspokoją swoje myśli. Wreszcie rzekł:
- Śpiesząc tutaj z szybkością, która na pewno zapewniłaby mi punktualne przybycie na zebranie, zostałem zatrzymany na drodze przez grupę tutejszych wieśniaków i ledwie uniknąłem pobicia, a może nawet śmierci. Dlatego zjawiłem się dopiero teraz. Chciałbym na wstępie zwrócić waszą uwagę na fakt, że od czasu Wielkiej Grabieży nie zdarzyło się ani razu, aby Tutejsi zwrócili się do kogoś z Drugiej Fundacji bez szacunku, nie mówiąc już o tym, by ośmielili się zatrzymać go siłą. W każdym razie ja o niczym takim nie słyszałem.
- Ja też - rzekł Pierwszy Mówca.
- Nikt z nas nie ma zwyczaju spacerować samotnie po terytorium Tutejszych! - wrzasnęła Delarmi. - Sam się prosiłeś o to, co cię spotkało!
- To prawda - rzekł na to Gendibal - że mam zwyczaj spacerować samotnie po terytorium Tutejszych. Robiłem to już co najmniej trzysta razy i to w różnych miejscach. Jednak nigdy jakoś nie zostałem przez nikogo zaczepiony ani nawet zagadnięty. Inni nie korzystają z przechadzek w takim stopniu jak ja, ale nikt z nas nie odgradza się od świata ani nie zamyka się na całe życie w murach uniwersytetu, a mimo to nikt nigdy nie został zaczepiony. Przypominam sobie, że Delarmi... - tu przerwał, jakby zorientowawszy się po niewczasie, że pominął jej tytuł i - pozornie naprawiając potknięcie - rzekł coś, co zabrzmiało jak obelga - że Mówczyni Delarmi też bywała niekiedy na terytorium Tutejszych ale jej jakoś nikt nie zaczepił.
- Może dlatego - powiedziała Delarmi, patrząc na niego z wściekłością - że nie odzywałam się do nich pierwsza i że zawsze zachowywałam dystans. Dlatego, że zachowywałam się tak, jakby należał mi się szacunek, odnosili się do mnie z szacunkiem.
- To dziwne - powiedział Gendibal. - Miałem już powiedzieć, że dlatego, iż wyglądasz groźniej niż ja. W końcu nawet tutaj niewielu ośmiela się do ciebie zbliżyć... Ale powiedz mi, dlaczego mając tyle okazji, żeby mnie zaczepić, Tutejsi wybrali właśnie dzisiejszy dzień, dzień, w którym miałem wziąć udział w ważnym posiedzeniu Stołu?
- Jeśli nie sprowokowałeś ich swoim zachowaniem, to musiał to być przypadek - powiedziała Delarmi. - O ile mi wiadomo, nawet cała matematyka Seldona nie wyeliminowała z historii Galaktyki roli przypadku, a już na pewno, jeśli chodzi o zdarzenia dotyczące pojedynczych osób. A może ty też mówisz pod wpływem jakiejś inspiracji czy intuicji? (Jeden czy dwóch Mówców przyjęło z wewnętrznym westchnieniem to pchnięcie zadane mimochodem Pierwszemu Mówcy.)