Pan Wołodyjowski-Henryk Sienkiewicz, PanWR26pobojowisko...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Zdzisław 74 Grynberg Henryk 101 Grzymała-Siedlecki Adam 116-117 Guilbert Yvette 141 Gumplowicz Ludwik 101 H Habsburgowie 35,68 Haley Bill 136...
- Quo Vadis-Henryk Sienkiewicz, quovadis56warstw¹ œwie¿ego piasku...
- File 100KB long...
- dziwne gazy pochłaniające ciepło...
- przypuszczał, że sum musiał ją mieć w brzuchu bardzo długo, bo cała czymś obrosła i zrobiła się okrągła jak kula...
- Zagadnienie złożonych związków różnych aspektów i kategorii wartości można wyjaśnić, odwołując się do przykładu z dziedziny muzyki...
- Tego dnia wrócił z wędrówki po mieście mnich, który doniósł, że trzy kilometry w dół autostrady urządzony został obóz dla uchodźców...
- Brezovsky wstał i zwrócił się do adwokata: - Niestety, będziemy zmuszeni zatrzymać pana Lebovitza, bo może okazać się bardzo ważnym świadkiem...
- Ficko ji však nepověděl celý svůj plán...
- Wnioski, które na podstawie tych badań wprowadzono, zmierzały do przeorganizowania całego systemu szkolnego, do stworzenia szkoły "na miarę dziecka"...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Trupy ludzkie i koñskie le¿a³y miejscami w kupach, miejscami
pojedynczo. Po b³êkicie niebieskim p³ynê³y ku nim coraz liczniej, z
wielkim krakaniem stada kruków i siada³y opodal, czekaj¹c, by pocztowi
krêc¹cy siê jeszcze po równinie odjechali.
- Ot, ¿o³nierscy grabarzowie! - rzek³ wskazuj¹c ptactwo krzywcem szabli
Zag³oba - a niech jeno odjedziem, przyjad¹ tu wilcy z kapel¹ i zêbami
bêd¹ tym nieboszczykom dzwoniæ. Znaczna to jest wiktoria, choæ nad
tak nikczemnym nieprzyjacielem odniesiona, bo ów Azba od kilku lat to
tu, to tam grasowa³. Polowali na niego komendanci jak na wilka, zawsze
na pró¿no, a¿ wreszcie na Micha³a trafi³ i przysz³a nañ czarna godzina.
- Azba-bej usieczon?
- Mellechowicz go pierwszy dojecha³ i powiadam ci, kiedy go nie wyci¹³
nad uchem, to a¿ mu szabla do zêbów dosz³a.
- Mellechowicz dobry ¿o³nierz! - rzek³a Basia.
Tu zwróci³a siê do pana Zag³oby:
- A waæpan si³a dokazywa³eœ?
- Nie piszcza³em jako œwierszcz, nie skaka³em jako pch³a ani jako cyga,
bo takow¹ uciechê insektom zostawujê, ale te¿ za to nie szukano mnie
miêdzy mchami jako grzyba, za nos mnie nikt nie ci¹gn¹³ ani te¿ w gêbê
mi nikt nie dmucha³...
- Waæpana nie kocham! - odrzek³a Basia wysuwaj¹c naprzód usta i
siêgaj¹c mimo woli do swego ró¿owego noska.
A on patrzy³ na ni¹, uœmiecha³ siê i mrucza³ nie przestaj¹c dworowaæ:
- Bi³aœ siê walecznie - rzek³ - umyka³aœ walecznie, przewróci³aœ koz³a
walecznie, a teraz bêdziesz siê od bólu w koœciach kasz¹ ok³ada³a tak¿e
walecznie; my zaœ musimy ciê pilnowaæ, aby ciê razem z twoj¹
walecznoœci¹ wróble nie zdzioba³y, gdy¿ one na kaszê wielce ³akome.
- Waæpan ju¿ w to godzisz, ¿eby mnie Micha³ na drugê ekspedycjê nie
zabra³. Wiem doskonale!
- Owszem, owszem, bêdê go prosi³, ¿eby ciê zawsze na orzechy bra³, boœ
misterna i ga³êŸ siê pod tob¹ nie z³amie. Mój Bo¿e, to mi wdziêcznoœæ!
A któ¿ Micha³a namawia³, byœ z nami jecha³a? Ja! Srodze sobie to teraz
wyrzucam, zw³aszcza ¿e mi tak moj¹ ¿yczliwoœæ p³acisz. Czekaj!
Bêdziesz teraz drewnian¹ szabelk¹ badyle na chreptiowskim majdanie
œcinaæ! Ot, dla ciebie ekspedycja! Inna by starego uœciska³a, a to licho
k¹œliwe naprzód mi strachu narobi³o, a ninie jeszcze na mnie nastaje!
Basia niewiele myœl¹c uœciska³a zaraz pana Zag³obê, któren uradowa³ siê
z tego wielce i rzek³:
- No, no! przyznaæ muszê, ¿eœ siê cokolwiek do dzisiejszej wiktorii
przyczyni³a, bo ¿o³nierze, ¿e to ka¿den chcia³ siê popisaæ, z okrutn¹ furi¹
siê bili.
- Jako ¿ywo! -zawo³a³ pan Muszalski. - Nie ¿al cz³eku i zgin¹æ, gdy takie
oczy na niego patrz¹!
- Vivat nasza pani ! - zakrzykn¹³ pan Nienaszyniec.
- Vivat! - powtórzy³o sto g³osów.
- Daj jej Bo¿e zdrowie!
A pan Zag³oba pochyli³ siê ku Basi i mrukn¹³:
- Po s³aboœci !
I jechali weso³o dalej, pokrzykuj¹c, pewni uczty wieczorem. Pogoda
uczyni³a siê cudna. Trêbacze zagrali po chor¹gwiach, dobosze uderzyli w
kot³y i z wielkim gwarem wjechali wszyscy do Chreptiowa.
KONIEC ROZDZIA£U