Otworzył szklane drzwi i podał legioniście przepustkę wejściową...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- żelazne okucia drzwi, to, przypadłszy do gromady, stojącej w ponurem milczeniu, zaskowy- czała chrapliwie ostatkami sił i ostatkami...
- 197 Ziemniaki duszone z boczkiem w^| dzonym i suszonymi [liwkami8-10 ziemniaków, 150 g boczku, 10 suszony! [liwek, 1-2 cebule, 1 szklanka wywaru misneg lub wody, 50 g sBoniny, listek laurowy, pieprz, slZiemniaki pokroi na cz[ci
- kaporą za twój najmniejszy paznokietek! Wysłuchawszy mnie dziewczyna wybuchnęła śmiechem łotrzycy, zatrzasnęła mi drzwi przed samym nosem,...
- Małgorzata odwiesiła słuchawkę i jednocześnie w sąsiednim pokoju rozległo się drewniane kuśtykanie i coś zaczęło dobijać się do drzwi...
- Programy s¹ przypisane do kategorii, dla których tworzone s¹ zasady zapory ogniowej: n Jeœli zapora ogniowa wyœledzi, ¿e program próbuje otworzyæ...
- więcej niż 50 g dziennie) oraz zsiadłe mleko (ni e więcej niż l szklankę dziennie)...
- Gdy Helikopter podszedł do drzwi Michela i zapukał, Hans zerknął znad studzienki...
- Zanim zdążył to przemyśleć, odepchnęli go wybiegający zza drzwi strażnicy...
- Podszedł do drzwi przedziału, schylił się i powąchał dziurkę od klucza...
- Odbili się od drzwi i ścinając schody na skos, dopadli motocykla...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Potem przeciÄ…Å‚ na ukos przedsionek, minÄ…Å‚
pannicę w okularach, która ciągle przystawiała pieczęcie, przeszedł obok administratora w kaszkieciku, który nadal kłócił się z kimś przez telefon, i u wylotu korytarza pokazał drugiemu legioniście przepustkę wewnętrzną. Legionista skinął mu głową: można powiedzieć, że się znali, bo ostatnio Maksym bywał tu codziennie.
Poszedł długim korytarzem bez drzwi i skręcił w lewo. Tam był dopiero drugi raz. Pierwszym razem przez pomyłkę. (Czego pan szanowny tutaj szuka właściwie? - Właściwie szukam pokoju numer szesnaście, kapralu. - Pan szanowny się pomylił, to w następnym korytarzu. - Ach tak? Przepraszam bardzo, kapralu...) Podał kapralowi wewnętrzną przepustkę i zerknął na dwóch potężnych żandarmów, stojących nieruchomo po obu stronach drzwi. Potem spojrzał na same drzwi, przez które miał wejść. "Oddział przewozów specjalnych". Kapral uważnie oglądał przepustkę, a następnie, nie odrywając się od tego zajęcia, nacisnął
jakiś guzik na ścianie. Za drzwiami rozległ się dzwonek. Teraz oficer siedzący obok zielonej portiery przygotował się. Albo dwóch oficerów się przygotowało. Albo nawet trzech... Czekają, aż wejdą i jeżeli przestraszę się i wyskoczę z powrotem, powita mnie kapral, żandarmi i legioniści strzegący drzwi bez tabliczki, za którymi pewnie siedzi mnóstwo innych żołnierzy.
Kapral zwrócił przepustkę i powiedział:
--- Proszę przygotować dokumenty.
Maksym wydostał różowy kartonik otworzył drzwi i znalazł się w pokoju.
Tak jest.
Nie jeden pokój. Trzy. W amfiladzie. Dopiero na końcu trzeciego zielona portiera. Dywanowy chodnik do samej portiery. Co najmniej trzydzieści metrów.
Nie dwóch oficerów. Nawet nie trzech. Sześciu!
Dwóch ubranych w szare wojskowe mundury w pierwszym pokoju. Już wycelowali automaty.
Dwóch w żandarmskiej czerni w drugim pokoju. Jeszcze nie wycelowali, ale zaraz to zrobią.
Dwóch cywilów po obu stronach zielonej portiery w trzecim pokoju. Jeden obrócił głowę i patrzył gdzieś w bok...
No, Mak!
Runął do przodu. Wyszło coś w rodzaju trójskoku z miejsca. Zdążył jeszcze pomyśleć: żeby tylko nie zerwać ścięgien! Stwardniałe powietrze uderzyło w twarz.
Zielona portiera.
Cywil z lewej patrzy w bok, szyja odkryta. Kantem dłoni.
Cywil z prawej prawdopodobnie mruga. Nieruchome powieki opuszczone do połowy. Z wierzchu w ciemię i do windy.
W windzie ciemno. Gdzie przycisk? Massaraksz, gdzie ten przycisk?
Wolno, dudniąco załomotał automat i od razu drugi. No cóż, doskonała reakcja. Tu-tut... Tu-tut... Tu-tut... Ale to na razie w drzwi, w to miejsce gdzie mnie zobaczyli. Nie pojęli jeszcze, co się właściwie stało. Zwykły odruch.
Przycisk!
W poprzek portiery skośnie, z góry na dół przesuwa się cień. To pada któryś z cywilów.
Massaraksz, jest! W najwidoczniejszym miejscu...
Nacisnął guzik i kabina ruszyła w dół. Winda była pospieszna i poruszała się dosyć szybko. Zabolała noga odskoczna. Czyżby jednak naderwał?... Zresztą teraz to już nie jest ważne... Massaraksz, przecież się przebiłem!
Kabina zatrzymał się, Maksym wyskoczył i natychmiast w szybie zahuczało, zabrzęczało, poleciały drzazgi.
Z góry w dach kabiny strzelano z trzech luf. Dobra, dobra, strzelajcie... Zaraz zrozumiecie, że nie trzeba strzelać, że należy podciągnąć windę z powrotem i zjechać nią na dół...
Rozejrzał się. Massaraksz, znowu nie tak!... Trzy wejścia zamiast jednego. Trzy zupełnie jednakowe tunele... Aha, po prostu generatory czynne na przemian. Jeden pracuje, dwa w konserwacji. Który teraz działa? Tak. Chyba ten...
Rzucił się do środkowego tunelu. Za plecami ryknęła winda. Nie, nie, nie, już za późno... Nie zdążycie, nie ta szybkość... Chociaż tunel, prawdę mówiąc, długi, a noga boli... No, jest zakręt, teraz mi już nic nie możecie zrobić... Dobiegł do generatorów pomrukujących basowo na stalowej płycie, zatrzymał się i kilka sekund odpoczywał z opuszczonymi rękami. No tak, trzy czwarte roboty już zrobiłem. Nawet siedem ósmych.
Pozostał drobiazg, połowa jednej trzydziestej czwartej... Teraz oni zjadą windą, wejdą do tunelu, nic pewnie nie wiedzą i promieniowanie depresyjne pogoni ich z powrotem. Co się jeszcze może stać? Rzucą do korytarza granat gazowy. Wątpliwe, skąd by go wzięli? Ale alarm pewnie już podnieśli. Płomienni mogliby oczywiście wyłączyć barierę depresyjną, ale nie, nie zdecydują się na to. Nie zdecydują się i nie zdążą.