Odbili się od drzwi i ścinając schody na skos, dopadli motocykla...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- żelazne okucia drzwi, to, przypadłszy do gromady, stojącej w ponurem milczeniu, zaskowy- czała chrapliwie ostatkami sił i ostatkami...
- kaporą za twój najmniejszy paznokietek! Wysłuchawszy mnie dziewczyna wybuchnęła śmiechem łotrzycy, zatrzasnęła mi drzwi przed samym nosem,...
- innymi nie otworzono już drzwi tego dnia, bo pani była zdrożona, a przy tym musiała się za-jąć panem Nowowiejskim...
- Małgorzata odwiesiła słuchawkę i jednocześnie w sąsiednim pokoju rozległo się drewniane kuśtykanie i coś zaczęło dobijać się do drzwi...
- Gdy Helikopter podszedł do drzwi Michela i zapukał, Hans zerknął znad studzienki...
- Zanim zdążył to przemyśleć, odepchnęli go wybiegający zza drzwi strażnicy...
- Otworzył szklane drzwi i podał legioniście przepustkę wejściową...
- Podszedł do drzwi przedziału, schylił się i powąchał dziurkę od klucza...
- - Czy to były grube drzwi? - zapytał Sparhawk ze zdumieniem...
- Nagle drzwi się otwarły, a na ulicę wybiegło dziecko...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
— Wskakuj — zaprosił go Andrew i za trzecim podejściem zapalił ariela, który otoczył ich
niebieskim dymem.
Doktor wdrapał się niezgrabnie na tylne siedzenie, a ksiąŜę wepchnął jedną z dwóch butelek bordo, które wyniósł z kuchni, do kieszeni Andrew.
— Przeciwko zimnu — wyjaśnił.
— Jest pan księciem wśród ludzi.
Andrew dodał gazu i ariel wykonał ostry zakręt.
— UwaŜajcie na Michaeła! — krzyknęła Centaine.
— Moja kapusta! — jęknęła Anna, gdy Andrew wybrał drogę na skróty przez jej ogródek.
— A bas les Boches! — ryknął ksiąŜę i pociągnął ostatni łyk z butelki, zanim Centaine zdąŜyła ją skonfiskować i uwolnić go od kluczy do piwnicy.
Na końcu długiej alei dojazdowej do pałacyku Andrew musiał przyhamować i dostosować się do
skromniejszej szybkości małej procesji, która jechała mulistą drogą od strony wzgórz.
Wózki rzeźników, jak wszyscy nazywali sanitarki polowe, były obładowane ofiarami świeŜo
wznowionego bombardowania. Sanitarki przedzierały się przez błotniste kałuŜe, a rzędy płóciennych noszy ułoŜonych na otwartych tyłach wozów kołysały się i podskakiwały przy kaŜdej przeszkodzie.
Krew płynąca z ran Ŝołnierzy ułoŜonych na wyŜszych poziomach przesiąkała przez materiał i
skapywała na rannych leŜących poniŜej.
WzdłuŜ trawnika bezładnie posuwała się grupa lŜej rannych, bez karabinów, wspierając się
wzajemnie na sobie, z opatrunkami załoŜonymi pośpiesznie na rany, z twarzami pustymi od bólu i
obojętnymi oczami, a mundurami wymazanymi błotem.
Doktor, który właśnie zaczynał trzeźwieć, zsunął się z tylnego siedzenia i wybrał kilku powaŜniej rannych Ŝołnierzy z grupy maszerujących. Dwóch posadzono na tylnym siedzeniu, jednego na baku
paliwa przed Andrew i zmieszczono jeszcze trzech do przyczepy obok Michaeła. Doktor biegł obok
przeładowanego ariela, przepychając go przez głębsze kałuŜe i był juŜ zupełnie trzeźwy, gdy dwa
kilometry dalej dojechali do szpitala VAD [(Voluntary Aid Detachment) Ochotnicze Towarzystwo
Niesienia Pomocy Rannym.], który znajdował się w rzędzie domków u wejścia do wioski Mort
Homme. Tutaj pomógł swoim nowym pacjentom wysiąść z przyczepy i zwrócił się do lorda
Killigerrana.
— Dzięki, potrzebowałem chwili wytchnienia. — Spojrzał na Michaeła, który nadal leŜał
nieprzytomny w przyczepie. — Spójrz na niego. Nikt nie pociągnie długo w ten sposób.
— Michael jest tylko trochę zmęczony, to wszystko. Doktor potrząsnął przecząco głową.
— Zmęczenie wojenne — powiedział. — Szok po strzelaninie. Nie rozumiemy jeszcze tego za
dobrze, ale zdaje się, Ŝe istnieje pewna granica tego, co ci biedacy mogą znieść. Jak długo latał bez przerwy, trzy miesiące?
— Nic mu nie będzie. — W głosie Szkota słychać było niemal groźbę. — Da sobie radę.
PołoŜył opiekuńczo rękę na chorym ramieniu Michaeła, przypominając sobie jednocześnie, Ŝe
minęło pół roku, od kiedy przyjaciel był ostatni raz na przepustce.
— Spójrz tylko na niego, ma typowe objawy. Chudy, jakby był zagłodzony — mówił dalej lekarz.
—Cały roztrzęsiony. Jego oczy... załoŜę się, Ŝe czasami zachowuje się w sposób niezrównowaŜony i
nielogiczny, ponure nastroje na przemian z wybuchami entuzjazmu. Zgadza siÄ™?
Andrew skinął niechętnie głową.
— Raz nazywa wroga wstrętnymi wszami i rozwala z karabinu maszynowego Niemców, którzy
uciekli z rozbitego samolotu, a zaraz potem sÄ… dla niego rycerskimi i dzielnymi przeciwnikami. W
zeszłym tygodniu walnął w szczękę nowego pilota, który nazwał Niemców Hunami.
— Brawurowe zachowanie?
Andrew przypomniał sobie dzisiejszy atak na balony, ałe nic nie powiedział.
— Co moŜna zrobić? — spytał beznadziejnie.
Doktor westchnął i wzruszył ramionami, podając mu rękę.
— Do widzenia i Ŝyczę powodzenia, majorze.
Kiedy się odwrócił, zdejmował juŜ kurtkę i podwijał rękawy.
Na początku sadu, tuŜ przed obozem eskadry, Michael wyprostował się w przyczepie i z powagą
sędziego oznajmiającego karę śmierci, stwierdził:
— Będę rzygać.
Andrew zatrzymał motor na poboczu i przytrzymał go za głowę.
— Takie doskonałe bordo— powiedział z rozpaczą. — Nie mówiąc o koniaku — gdyby tylko był
jakiś sposób na uratowanie tych wybornych trunków.
Kiedy Michael skończył, wyprostował się i stwierdził z taką samą powagą:
— Chcę ci powiedzieć, Ŝe się zakochałem — i głowa opadła mu na oparcie, gdy znowu zemdlał.
Andrew wyjął z kieszeni butelkę i wyciągnął zębami korek.
— To z całą pewnością wymaga odpowiedniego toastu. Wypijmy za twoją prawdziwą miłość. —
Podsunął alkohol nieprzytomnemu. — Nie chcesz?
Pociągnął spory łyk i kiedy opuścił flaszkę, zaczął nagle niepowstrzymanie płakać. Starał się
opanować łzy — nie płakał, odkąd skończył sześć lat. Przypomniał sobie słowa młodego lekarza:
„niezrównowaŜone i nielogiczne zachowanie" i łzy jeszcze mocniej popłynęły mu po policzkach. Nie starał się ich nawet otrzeć. Siedział na przednim siodełku motoru i łkał z cichej rozpaczy.
— Michael, chłopie — szepnął. — Co się z nami stanie? Jesteśmy skazani, nie ma dla nas nadziei.
Michael, nie ma dla nas Ŝadnej nadziei — zakrył twarz obiema rękami i szlochał, jakby miało mu
pęknąć serce.
Michaela obudził stukot naczyń na blaszanej tacy, którą Biggs umieścił obok jego polowego łóŜka.
Jęknął, próbując usiąść, ale rany i zmęczenie zmusiły go, aby się połoŜył.
— Biggs, która godzina?
— Pół do ósmej, sir, i mamy piękny wiosenny poranek.
— Biggs, na rany boskie, czemu mnie nie obudziłeś wcześniej? Spóźniłem się na poranny patrol...
— Nie, nie spóźniliśmy się, sir — mruknął pocieszająco Biggs. — Zostaliśmy uziemieni.
— Uziemieni?
— Rozkaz lorda Killigerrana, zostajemy na ziemi do odwołania, sir. — Biggs wsypał cukier do
kubka z kakao i wymieszał. — NajwyŜszy czas, jeśli mogę powiedzieć. Lataliśmy bez przerwy przez
trzydzieści siedem dni.
— Biggs, czemy czuję się tak podle?
— Według lorda Killigerrana zostaliśmy zaatakowani przez butelkę koniaku, sir.
— A przedtem rozbiłem naszego starego latającego Ŝółwia... — Michael zaczął sobie przypominać
wczorajszy dzień.
— Rozniósł go pan po całej Francji, jak masło po chlebie — potwierdził Biggs.
— Ale dostaliśmy je, Biggs!
— Oba dranie, sir.
— Biggs, mam nadzieję, Ŝe dostałeś juŜ pieniądze z zakładów? Nie straciłeś na tym, co?