Oscar Saint-Just jest szefem bezpieki i nieporównanie groźniejszym masowym mor- dercą...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- szczęśliwy i bezpieczny – stwierdza, że jest zadowolony, a nawet bardzo zadowolony ( Jak dobrze)...
- W przypadku immobiliserw bardzo wana jest bezpieczna konstrukcja i uycie wysokiej jakoci komponentw, gdy urzdzenia te wpywaj w sposb bezporedni na...
- Zresztą Rena i tak wolała słuchać o smokach, które były tematem dostatecznie bezpiecznym, nawet gdyby ktoś podsłuchiwał...
- W encyklopediach i sownikach w definicjach bezpieczestwa eksponuje si gwnie te jego desygnaty, ktre wi si z poczuciem zagroenia, brakiem nalenej ochrony...
- czuwał, kiedy zaatakowano ich na Bpfassh; strach o bezpieczeństwo Leii i bliźniąt, które w sobie nosiła - jego syna i córki...
- - Prace przygotowawcze zajmą kilkadziesiąt lat - odezwał się Człowiek, Który Czuwał Nad Bezpieczeństwem Mieszkańców Ziemi...
- Podobnież jak szkoły i sądy, musi policja bezpieczeństwa być również apolityczną...
- bezpiecznym schematem podziału sekretu...
- jaki zwiedzać będzie Paryż, gdy z jednej strony Sekwany zostaną tylko szczątki z Tuileriów, brama Saint-Denis, Magdalena, pałac Inwalidów etc...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Między innymi dlatego właśnie użył go do zaplanowania i wykonania własnego
przewrotu — Oscar wyglądał tak niegroźnie...
Chwilowo McQueen była niegroźna. Jak dotąd ani o krok nie próbowała przekro-
czyć niewidzialnej, ale wyraźnej linii. Od prawie trzech miesięcy należała oficjalnie do
Komitetu, ale bez protestów zaakceptowała oficjalną wersję głoszącą, że jej obrażenia
uniemożliwiają chwilowo faktyczne pełnienie obowiązków. Musiała zdawać sobie spra-
wę, że jest to jedynie oficjalne kłamstwo, gdyż sama najlepiej wiedziała, że choć kosztem
96
97
sporego bólu i niewygody, ale od ponad miesiąca mogłaby normalnie pracować. Jednak
zamiast naciskać, wolała poczekać.
Samo w sobie było to interesujące i wiele mówiące, tym bardziej że nie mogła znać
głównego powodu zwłoki. A była nim konieczność pozbycia się z Haven Cordelii
Ransom i jej chorobliwych uprzedzeń pod adresem wojska w ogóle, a floty w szczegól-
ności. Cordelia i owszem, zgodziła się zarówno oficjalnie, jak i prywatnie poprzeć kan-
dydaturę McQueen. Ba, nawet to zrobiła. Tyle że Pierre znał ją za dobrze i ani na mo-
ment nie dał się zwieść. Nie wierzył, że naprawdę się z tym pogodziła. Nie miał też naj-
mniejszej ochoty na wymianę ognia i otwartą wrogość, do której po prostu musiało
dojść od pierwszego spotkania obu kobiet.
Przynajmniej tak długo, jak długo McQueen nie odnajdzie się w nowych warun-
kach.
Naturalnie tego nie miał zamiaru jej mówić. Przymusowe oczekiwanie potraktował
zaś jako doskonałą okazję do obserwowania jej reakcji i gotowości do zaakceptowa-
nia ograniczeń. W tym przypadku wykazała cierpliwość i posłuszeństwo, trzymając się
wersji oficjalnej tak dalece, że — jak wiedział od Oscara — uzyskała nawet zgodę leka-
rzy, nim poprosiła o to spotkanie.
Co mogło oznaczać jedną z dwóch możliwości: albo bardzo dobrą, albo bardzo złą.
Jej popularność wśród motłochu, zwłaszcza wśród mieszkańców Nouveau Paris, się-
gnęła zenitu, kiedy rozniosło się, kto wybił Lewelerów. Propaganda robiła co mogła, by
prawie całą zasługę przypisać policji i siłom bezpieczeństwa rozmaitych maści. Pierre
zresztą przyznawał, że niektóre z tych formacji walczyły z większą zaciekłością i od-
wagą, niż byłby wcześniej skłonny podejrzewać. Ale zbyt wiele osób znało prawdę, by
dało się ją ukryć przed mieszkańcami stolicy. I dlatego admirał Esther McQueen, która
już była osobą lubianą i niezwykle popularną — w końcu to ona od ponad osiemnastu
standardowych miesięcy skutecznie broniła Trevor Star — teraz stała się bożyszczem
tłumów z racji swej odwagi i uratowania „ludowej rewolucji”. Fakt, że robiąc to, zabiła
przynajmniej tyle samo przyjaciół, krewnych i znajomych owych wiwatujących na jej
cześć co buntownicy, nie miał najmniejszego znaczenia. Na dłuższą metę aprobata ludzi
była niczym i ulegała niezwykłym zmianom, o czym sam najlepiej wiedział, ale chwilo-
wo McQueen była bohaterką i mogła to wykorzystać, żądając na przykład natychmia-
stowego przyjęcia w skład Komitetu, i to na znaczące stanowisko.
Prawdę mówiąc, obawiał się podobnej reakcji, toteż obaj z Oscarem poczynili sto-
sowne, choć utrzymywane w najgłębszej tajemnicy przygotowania. W razie czego jej
stan zdrowia uległby niespodziewanemu, a poważnemu i jak najbardziej realnemu po-
gorszeniu.
Nie okazało się to potrzebne, gdyż McQueen nie skorzystała z okazji. Przyjęła spo-
kojnie podziękowanie Komitetu i zaproponowane członkostwo. Fakt, nie wykazała przy
tym zbytniej skromności, ale także przesadnej arogancji.
98
99
I to właśnie wzbudziło podejrzenia Roba S. Pierre’a.
Było to bowiem idealnie właściwe zachowanie, a więc było pozorem i fał-