czuwał, kiedy zaatakowano ich na Bpfassh; strach o bezpieczeństwo Leii i bliźniąt, które w sobie nosiła - jego syna i córki...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Jeśli rodzice nie dadzą dziecku doświadczyć miłości, jeśli nie ujawnią swoim zachowaniem, że samo jego istnienie jest dla nich radością, dziecko odwróci od...
- 187moemy przyj jako zasad, e kady kraj wymieniony wrd owych affines lea na zewntrz granic tego pastwa, jako jego bok" (tatu] Kierujc si t zasad,...
- się krew we mnie rozgrzeje, zapomnę, żeś kobietą i piękną! Zaprawdę, mogę ujrzeć tylko szpiega, co tym dla mnie wstrętniejszy, że jego panem Rzymianin!...
- resów, na które na le ¿y prze kie ro waæ wia do moœæ, plik fil tru mo¿e za wie raæ te sty za - war to œci przy chodz¹cej wia do mo œci, tak by na przyk³ad wia do...
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziała Morgiana i jej dłoń zacisnęła się na jego ręce, ale zadziwił...
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- I nagle, jakby zmysły postradał, porwał się z siedzenia i chwyciwszy w obie ręce chudego dryblasa, co kawę roznosił i węgle do fajek, począł głową jego tłuc o...
- 08 Przynocie wic owoc godny nawrcenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bg moe wywie synw Abrahamowi...
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- klientów spośród ogółu klientów jego sklepu...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Ci, jak im tam...
- Noghri - podsunęła księżniczka.
- Ci Noghri przez kilka ostatnich miesięcy strzelali do ciebie przy każdej nadarzającej się okazji. Pamiętasz Bpfassh i
tego podrabianego “Sokoła”, do którego chcieli nas podstępnie zwabić? A jeszcze wcześniej atak na Bimmisaari - niewiele
brakowało, a porwaliby nas ze środka targowiska. Gdyby nie Luke i Chewie, z pewnością by im się to udało. Leio, z tymi
gośćmi nie ma żartów! A ty chcesz teraz sama polecieć na ich planetę?! Równie dobrze mogłabyś się od razu oddać w ręce
Imperium i oszczędzić sobie zachodu.
- Nie leciałabym tam, gdybym tak myślała - upierała się księżniczka. - Khabarakh wie, że jestem córką Dartha Vadera,
a z jakiegoś powodu jest to dla Noghrich ogromnie ważne. Może dzięki temu zdołam ich przeciągnąć na naszą stronę. W
każdym razie muszę spróbować.
- Czy to znowu jakiś idiotyczny pomysł w stylu Jedi? - prychnął Solo. - Luke też zawsze postępował bardzo szlachet-
nie i zawsze pakował się przez to w tarapaty.
Leia położyła mu rękę na ramieniu.
- Han... wiem, że to ryzykowne - powiedziała cicho. - Ale być może to jedyna szansa, by wreszcie z tym skończyć.
Noghri potrzebują pomocy - Khabarakh sam to przyznał. Jeśli zdołam im tę pomoc zapewnić, jeśli potrafię ich przekonać,
by przeszli na naszą stronę, to będziemy mieli o jednego wroga mniej. - Zawahała się na chwilę. - Nie mogę wiecznie ucie-
kać.
- A co z dziećmi? - Poczuł niezdrową satysfakcję, widząc grymas bólu na jej twarzy.
- Wiem - rzuciła. Dotknęła ręką brzucha i poczuła, że przebiegł ją dreszcz. - Ale jakie mamy inne wyjście? Zamknąć
je w wieży i otoczyć kordonem Wookiech? Nigdy nie zaznają normalnego życia, dopóki Noghri będą próbowali je nam
odebrać.
Solo zacisnął zęby. A więc ona wie. Dotychczas nie był tego pewien, ale teraz się o tym przekonał. Leia wie, że przez
cały ten czas chodziło o jej nie narodzone dzieci. I mimo to wciąż chce się spotkać z siepaczami Imperium.
Przez dłuższą chwilę przyglądał się żonie uważnie; wpatrywał się w twarz kobiety, którą w ciągu tych kilku lat tak
bardzo pokochał. Pamięć podsunęła mu obrazy z przeszłości. Przypomniał sobie determinację na jej młodej twarzy, kiedy
w samym środku zażartej bitwy chwyciła blaster Luke'a i jednym celnym strzałem otworzyła im drogę ucieczki ze zgnia-
tarki śmieci na Gwieździe Śmierci; jej delikatny głos, który podczas śmiertelnego niebezpieczeństwa w pałacu Jabby po-
magał mu otrząsnąć się z pohibernacyjnej ślepoty, osłabienia i dezorientacji; a także determinację na jej dojrzalszej już i
poważniejszej twarzy, kiedy ranna i obolała leżała przed bunkrem na Endorze, a jednak zdołała zebrać siły i z chłodnym
spokojem zastrzeliła dwóch atakujących Hana od tyłu szturmowców.
Przypomniał sobie także bolesną prawdę, którą sobie wtedy uświadomił: bez względu na to, jak bardzo będzie się sta-
rał, nigdy nie zdoła jej ochronić przed wszystkimi czyhającymi na nią niebezpieczeństwami. Bo niezależnie od tego, jak
bardzo będzie ją kochał, i ile z siebie da, jej to nigdy nie wystarczy. Leia ogarniała troską nie tylko jego, nie tylko siebie
samą, ale wszystkie istoty w całej galaktyce.
I próba odebrania jej tych marzeń - siłą czy perswazją - pozbawiłaby ją cząstki jej duszy. A więc cząstki tego, co tak
bardzo kochał.
- Czy mógłbym przynajmniej polecieć z tobą? - spytał cicho.
Z wdzięcznością pogładziła go dłonią po policzku i uśmiechnęła się przez łzy, które nagle napłynęły jej do oczu.
- Obiecałam, że zjawię się tam sama - szepnęła drżącym głosem. - Nie martw się, nic mi się nie stanie.
- Jasne. - Han gwałtownie zerwał się z miejsca. - Cóż, skoro musisz lecieć, to leć. Chodź, pomogę ci przygotować do
drogi “Sokoła”.
- “Sokoła”? - zdziwiła się. - Ale przecież mówiłeś, że wybierasz się na Nową Kowię?
- Wezmę statek Landa - zawołał przez ramię, zmierzając w stronę drzwi. - I tak muszę mu go jakoś oddać.
- Ale...
- Żadnych dyskusji - uciął. - Jeśli ten twój Noghri planuje coś jeszcze oprócz zwykłej rozmowy, to będziesz bezpiecz-
niejsza na “Sokole” niż na “Ślicznotce”. - Otworzył drzwi i wyszedł do sekretariatu.