Czy Król Eahlstan jest częścią mojej historii? - zastanawiał się Simon...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- − obciążenie częściowe − przód 0,22 MPa − tył 0,22 MPa − obciążenie całkowite − przód 0,25 MPa −...
- - Za jakże licznych Żydów, szpicli i donosicieli w służbie carów Historia odnotowała całe „legiony” antypolskich Żydów, szpicli i donosicieli...
- Czy to ojczyzna moze byc kiedyniekiedy, byc i nie byc na przemian? Ojczyzna moze byc tylko kraj stanowiacy nieprzerwalnie teren historyczny narodu, i to teren centralny...
- Punktem wyjcia w analizie wspomnianego splotu uwarunkowa jest zmiana pozycji kobiety tn skujtek jej aktywizacji zawodowej poza dolmem i przejcia czci ciairw...
- części doradców odrzucających z założenia jakiekolwiek argumenty wskazujące na specyfikę krajów posocjalistycznych (jako grupy) oraz wielkie różnice...
- Cała czwórka spędziła wieczór, pracując w części konferencyjnej apartamentu Donovana i Kate, przy jedzeniu przyniesionym przez obsługę...
- Z początku wcale o nich nie myślał, potem, gdy mu coraz częściej wpadały w oczy lub pod rękę, zaczął doświadczać wyrzutów sumienia...
- Mahskevic nie podniósł nawet wzroku znad swych korzennych roślin, choć przerwał wyrywanie chwastów na dość długo, by zastanowić się nad tą propozycją...
- Za czym Tristan ukląkł i odarł ze skóry jelenia, nim go poćwiartował; następnie pociął zwierzę na części, zostawiając, jak się godzi, kręgosłup...
- prac¹ rodziny i szko³y, sta³ siê w Polsce tak powszechnie stosowany, ¿e nikomu nie przychodzi do g³owy zastanowiæ siê, o co tutaj w³aciwie chodzi...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Czy to chciał mi powiedzieć Mor genes, przekazując mi tę obrączkę? Największą tajemnicę Ligi Pergaminu: że nie John, ale założyciel Ligi zabił smoka?
Simon byłby więc posłańcem Eahlstana poprzez pięć wieków. Miałby do udźwignięcia ogromny ciężar honoru i odpowiedzialności, o którym nie chciał teraz myśleć, bogactwo, gdyby przeżył, subtelną tajemnicę, która mogłaby zmienić życie prawie wszystkich znanych mu osób.
Ale Leleth pokazała mu też coś innego. Pokazała mu Inelukiego ze Smutkiem w dłoni. A całe zło Inelukiego skupiało się na...
Na wieży! - W jednej chwili powrócił do rzeczywistości. - Muszę zanieść tam Biały Gwóźdź - Marnuję czas!
Simon jeszcze raz spojrzał na kamienną twarz Eahlstana. Skłonił się przed założycielem Ligi, jakby to był jego senior, znajdując dziwną przyjemność w niesamowitości całej tej sceny, po czym odwrócił się od tronu i poszedł cicho w stronę drzwi.
Na ścianach przedpokoju nie było arrasów, przez co pozostały widoczne drzwi do ustępu. Simon wspiął się po schodach i wyszedł na zewnątrz przez okno w ustępie; nerwowe podniecenie walczyło w nim ze strachem. Na murach mogło być pełno uzbrojonych ludzi, ale oni zapomnieli o Simonie Duchu, który zna każdy kąt. Nie, nie Simonie Duchu, Sir Seomanie, Heraldzie Wielkich Tajemnic!
Zimny wiatr natarł na niego jak taran, nieomal zrzucając go z kamiennej półki. Śnieg zacinał prawie poziomo, kłując w twarz i oczy, tak że Simon mało co widział. Zmrużywszy oczy, złapał się mocno okiennego otworu. Ściana za oknem miała grubość kroku. Dziesięć łokci pod nim walczyli żołnierze. Ale kto walczył? Czy były to ryki olbrzymów, czy tylko odgłosy burzy? Wydawało mu się, że dostrzega ogromne, białe postacie, lecz nie przyglądał się zbyt długo temu, co go czekało, gdyby spadł z muru.
Spojrzał w górę. Spomiędzy plątaniny dachów wyrastała Wieża Zielonego Anioła, niczym ogromne białe drzewo - pan starożytnego lasu. Jej głowę spowijały czarne chmury; niebo rozdarła błyskawica.
Simon spuścił się z półki, a potem posuwał wolno, podpierając się rękami i kolanami. Palce szybko mu zdrętwiały. Przeklął chwilę, w której zgubił rękawice. Przywarł do oblodzonego kamienia, starając się trzymać jak najniżej, by nie zmiótł go porywisty wiatr.
Usiresie na Drzewie! Ten mur nigdy nie był tak długi!
Wydawało mu się, że znalazł się na moście ponad otchłanią piekielną. Z mroku w dole dolatywały przeraźliwe okrzyki bólu i wściekłości, a także inne, mniej określone, niektóre z nich tak długie, że Simon wzdragał się, nieomal spadając w dół. Było przeraźliwie zimno, a wiatr wciąż napierał. Simon nie spuszczał wzroku z wąskiego muru, dopóki nie dotarł do jego końca. Między końcem muru a wieżyczką, która otaczała czwarte piętro Wieży Zielonego Anioła, ziała szeroka przerwa. Przycupnął na krawędzi muru, zbierając siły. Gwałtowny poryw wiatru nieomal go nie przewrócił.
No - mówił sobie. - Robiłeś to setki razy. Ale nie w śnieżycę - buntowała się jego inna część. - Nie wtedy, kiedy w dole znajdowało się pełno żołnierzy, którzy poćwiartowaliby cię na kawałki, zanimbyś się zorientował, czy w ogóle przeżyłeś upadek. - Skrzywił się i wsunął dłonie pod pachy, chcąc je trochę rozgrzać. - Niesiesz tajemnice Ligi - upominał siebie. - Morgenes ci zaufał. Myśl ta była dla niego jak zaklęcie. Dotknął Białego Gwoździa, by się upewnić, że jest bezpieczny - jego łagodna pieśń wzniosła się jak grzbiet głaskanego kota - po czym ostrożnie wstał na nogi. Stał długą chwilę, chwiejąc się i czekając, aż wiatr ucichnie na moment, potem odmówił krótką modlitwę - i skoczył.
Kiedy znajdował się nad środkiem dziury, poryw wiatru zepchnął go nieco w bok. Wylądował za blisko. Zaczął ześlizgiwać się, ale wreszcie zdołał chwycić się krawędzi blanki i zatrzymał się, wisząc w powietrzu. Wiatr szarpał nim, przez co niebo i wieża wydawały się przechylać, jakby za chwilę wszystko miało stanąć na głowie. Czuł, że jego palce ślizgają się na kamieniu, dlatego szybko wsunął w otwór drugą dłoń, lecz nie na wiele się to zdało. Tracił uchwyt, a jego nogi wisiały w powietrzu.
Simon starał się nie zwracać uwagi na ból przenikający wszystkie jego stawy. Czuł się, jakby znowu przywiązano go do koła i rozciągnięto do granic wytrzymałości. Tylko że tym razem mógł ulżyć swojemu cierpieniu. Wystarczy się puścić i wszystko się skończy.
Ale on widział za dużo, za dużo wycierpiał, by pogrążyć się w otchłani.
Zmuszając się do nadludzkiego wysiłku, podciągnął ciało odrobinę w górę. Kiedy znalazł się na tyle wysoko, by podeprzeć się łokciem, puścił się jedną dłonią i poszukał mocniejszego zaczepienia. Wreszcie trafił palcami na szczelinę między kamieniami. Podciągnął się jeszcze wyżej; z jego zaciśniętych ust wydobył się mimowolny okrzyk bólu. Kamień był śliski i Simon najpierw znowu zsunął się niżej, lecz szarpnął się z całej siły, wciskając górną połowę ciała w otwór blanki; na zewnątrz pozostały już tylko jego nogi.