Tej nocy, kiedy khal Drogo przyszedł do jej namiotu, Dany czekała na niego...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie majÄ… w miarÄ™ rozwiniÄ™ty przemysÅ‚ – dodaÅ‚ po chwili – bÄ™dziemy musieli sprawić sobie trochÄ™ odtylcowych...
- Kiedy robisz to…82… IDE robi to83Skąd się biorą programy84IDE pomaga Ci kodować86Kiedy zmieniasz coś w IDE, zmieniasz...
- Szli w zupełnej ciszy, w milczeniu pokonywali zalaną martwym światłem drogę, a kiedy po forsownym marszu doszli do Hali Pisanej, zatrzymali się bez...
- Kiedy Canan przejął zarządzanie codziennymi operacjami magazynu, Lovejoy jeszcze bardziej skupił swą uwagą na rekrutacji, sprowadzając ostatecznie jeszcze...
- Ed siedział właśnie przy biurku w rogu swojego salonu sprzedaży żując pierwsze tego dnia cygaro, kiedy zobaczył dwóch mężczyzn w roboczych koszulach i...
- «Dlaczego wiÄ™c oÅ›miela siÄ™ podejść do kapÅ‚ana za pierwszym razem, kiedy jest caÅ‚kiem nieczysty, a za drugim razem – zbliżyć siÄ™ nawet do...
- Skacz, dziecko, skacz! Od kiedy moja córka Zara umiała już bez pomocy stanąć na stole, na którym zmieniano jej pieluszki, bawię się z nią w...
- nizujących poglądach na temat oczyszczenia i poznania prawdy? Istotnie, kiedy czytamy o tym, co według Pseudo- Dionizego znaczy oczyszczenie napotykamy w...
- Nie masz te¿,nie masz ¿adnego w tym cudu,Kiedy raz na dno,pod ob³oki drugiLataj¹c,musi nadweredziæ fugi;Wpadszy w najg³êbsze na ostatek...
- Dokładnie w tym samym momencie pociąg silnie zarzucił i Harry rozpaczliwie jął wymachiwać rękoma, kiedy potworna ziejąca w dole czerń ruszyła mu na spotkanie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Zatrzymał się w wejściu i spojrzał na nią zdumiony. Wstała powoli i pozwoliła, by jej jedwabna szata opadła na ziemię. - Dzisiaj musimy wyjść na zewnątrz, panie - powiedziała. Dothrakowie wierzyli, że wszystkie rzeczy ważne w życiu człowieka powinny dokonywać się pod gołym niebem.
Khal Drogo wyszedł za nią w blask księżyca, pobrzękując delikatnie dzwoneczkami we włosach. Dany poprowadziła go do dużej kępy miękkiej trawy oddalonej o kilka jardów od jej namiotu. Kiedy chciał ją odwrócić, położyła mu dłoń na piersi. - Nie - powiedziała. - Dzisiaj chcę patrzeć na ciebie.
W sercu khalasar nie ma miejsca na intymną samotność. Dany wyczuwała spojrzenia innych, kiedy go rozbierała. Słyszała ściszone głosy, kiedy robiła to, czego nauczyła ją Doreah. Niczym się nie przejmowała. Czy nie była Khaleesi! Liczyły się tylko jego spojrzenia, dlatego kiedy usiadła na nim, zobaczyła coś, czego nigdy dotąd nie widziała. Ujeżdżała go z taką samą namiętnością i gwałtownością, z jaką jeździła na swojej srebrzystej klaczy, a kiedy nadeszła chwila jego przyjemności, wymówił głośno jej imię.
Byli już na drugim końcu Morza Dothraków, kiedy Jhiqui musnęła dłonią miękką wypukłość brzucha Dany i powiedziała: - Khaleesi, nosisz dziecko.
- Wiem - odpowiedziała jej Dany.
Był to czternasty dzień jej imienia.
Bran
W dole na dziedzińcu Rickon biegał z wilkami.
Bran obserwował go z siedzenia w oknie. Gdziekolwiek by się chłopiec ruszył, Szary Wicher był tam pierwszy. Zabiegał mu drogę, wtedy Rickon, pokrzykując radośnie, zawracał i biegł w inną stronę. Kudłacz biegał tuż przy jego nodze, kłapiąc zębami, gdy tylko pozostałe wilki podchodziły zbyt blisko. Futro mu ściemniało i teraz był cały czarny, a jego oczy miały kolor zielonego ognia. Na końcu biegł Lato. Sierść miał srebrzystoszarą, a oczy żółte, zawsze czujne. Był mniejszy od Szarego Wichru. Bran uważał, że jego wilk był najmądrzejszy z całej wilczej rodziny. Słyszał śmiech Rickona, który pędził po ubitej ziemi na swoich małych nóżkach.
Poczuł pieczenie w oczach. Pragnął być tam na dole, śmiać się i biegać. Rozzłoszczony tą myślą, Bran otarł dłonią łzy, zanim opadły. Ósmy dzień jego imienia przyszedł i odszedł. Był prawie za duży, żeby płakać.
- To było kłamstwo - powiedział, przypominając sobie swój sen. - Nie potrafię latać. Nie mogę nawet biegać.
- Wszystkie wrony kłamią - przyznała Stara Niania. Siedziała na krześle zajęta wyszywaniem. - Znam pewną opowieść o wronie.
- Nie chcę więcej opowieści - burknął Bran rozdrażniony. Kiedyś lubił Starą Nianię i jej opowieści. Kiedyś, ale teraz było inaczej. Kazali jej siedzieć tutaj przez cały dzień, żeby się nim opiekowała i żeby nie czuł się samotny, ale to tylko pogorszyło sprawę. - Nienawidzę twoich głupich historii.
Staruszka uśmiechnęła się, ukazując bezzębne usta. - Moich historii? Nie, mały panie, nie moich. One po prostu są, przede mną i po mnie, także przed tobą.
Jest bardzo brzydką kobietą, pomyślał Bran przepełniony goryczą, pokurczona i pomarszczona, prawie ślepa, za słaba, żeby chodzić po schodach, z resztką siwych włosów ledwo przykrywających jej pokrytą plamkami i różową głowę. Nikt naprawdę nie wiedział, ile ma lat, ale jego ojciec powiedział, że nazywano ją Starą Nianią, jeszcze kiedy on był dzieckiem. Bez wątpienia była najstarszą osobą w Winterfell, może nawet najstarszą w Siedmiu Królestwach. Niania przybyła do zamku jako mamka Brandona Starka, którego matka umarła w czasie porodu. Był on starszym bratem lorda Rickarda, dziadka Brana, a może jego młodszym bratem albo bratem ojca lorda Rickarda. Czasem Stara Niania mówiła tak, kiedy indziej inaczej, ale we wszystkich opowieściach mały chłopiec umarł w wieku trzech lat z powodu letnich dreszczy. Potem Niania została w zamku ze swoimi dziećmi. Obu synów straciła w wojnie, w której król Robert zdobył tron, jej wnuk zaś zginął na murach Pyke w czasie rebelii Balona Greyjoya. Jej córki dawno temu wyszły za mąż, odeszły z zamku i umarły. Z jej potomków pozostał tylko Hodor, głupkowaty olbrzym, który pracował w stajni. A Stara Niania po prostu żyła, wyszywając i opowiadając swoje historie.
- Nie obchodzi mnie, czyje to są opowieści - powiedział Bran.
- Nienawidzę ich. - Nie chciał opowieści i nie chciał Starej Niani. Pragnął ojca i mamy. Pragnął biegać z Latem. Wspinać się na opuszczone wieże i karmić wrony. Znowu chciał jeździć na swoim kucu. Chciał, żeby wszystko było jak dawniej.
- Znam opowieść o chłopcu, który nienawidził opowieści - powiedziała Stara Niania ze swoim głupawym uśmieszkiem na ustach, nie przestając stukać drutami, co doprowadzało Brana do szału.
Wiedział, że nigdy już nie będzie tak jak dawniej. Wrona nabrała go. Powiedziała mu, że będzie latał, tymczasem obudził się połamany i cały świat się zmienił. Wszyscy go opuścili, ojciec i mama, siostry, nawet jego przyrodni brat, Jon. Ojciec obiecał mu, że pojedzie do Królewskiej Przystani na dużym koniu, ale pojechali sami. Maester Luwin wysłał ptaka z wiadomością do lorda Eddarda, potem też do jego mamy i do Jona na Mur, lecz nie otrzymali żadnej odpowiedzi.
- Widzisz, dziecko, ptaki często giną w drodze - tłumaczył mu maester. - Do Królewskiej Przystani jest daleko, a po drodze czyha wiele jastrzębi. Może nie otrzymali naszych wiadomości. - Lecz Branowi wydawało się, że wszyscy umarli, kiedy on spał… a może to on umarł, inni zaś zapomnieli o nim, odjechali. Jory, ser Rodrik, Vayon Poole, a także Hullen, Harwin, Gruby Tom i jedna czwarta straży.