Oddech zamarł Randowi w gardle...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- oddechu przekazywało się rękom, wargom, głowie, z fryzury opadał na czoło już nie jeden 25 loczek jak zawsze, a dwa...
- Czwarty oddech: Uświadom sobie w tym momencie całe swoje ciało...
- Pahner wziął głęboki oddech i spojrzał na wielkiego Mardukanina...
- Zdławiony głos uwiązł mu w gardle; machnął rękoma w powietrzu i uderzył plecami o podłogę mostku całkowicie tracąc oddech...
- Podniosła papierosa do ust i przypaliła go, ufając, że ten gest zaświadczy przed obydwoma mężczyznami o jej spokoju...
- xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxc
- - Jesteśmy małżeństwem...
- używane przez spamerów...
- d 7) , wiÂŚc ostatecznie mam y x 6 (mo d 7)...
- przekupywać księży...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nie człowiek. Tych czarnych szat, w kolorze ciemniejszym niż czerń, nigdy nie nosił żaden człowiek. Wiatr szarpał skrajem płaszcza przyciśniętego ciałem do drzwi - ale nie zawsze tak się działo, sam wiedział najlepiej, normalnie wiatr nie dotykał nawet tych szat - w bladej, bezkrwistej twarzy nie było żadnych oczu.
- Myrddraal - wyszeptał i dźwięk jego głosu jakby uwolnił pozostałych. Na powrót zaczęli się poruszać i oddychać.
- Kto... - zaczął Mat, ale musiał przerwać, by przełknąć ślinę. - Kto mógł zrobić coś takiego Pomorowi?
Pod koniec głos mu się załamał.
- Nie wiem - powiedział Ingtar. - Nie mam pojęcia.
Rozejrzał się wokoło, przypatrując twarzom, czy też może licząc obecnych, aby upewnić się, że nikt nie zaginął.
- I nie sądzę, abyśmy mogli dowiedzieć się tego tutaj. Jedziemy. Na koń! Hurin znajdź ślad wychodzący z wioski.
- Tak, mój panie. Tak. Z przyjemnością. Tędy, mój panie. Wciąż kierują się na wschód.
Odjechali, zostawiając martwego Myrddraala tam, gdzie wisiał, wiatr rozwiewał jego czarny płaszcz. Hurin pierwszy minął mur, nie czekając aż Ingtar wysunie się na czoło, a Rand był tuż za nim.
ROZDZIAŁ 11
BŁYSKI WZORU
Po raz pierwszy lngtar zarządził koniec dziennej marszruty, kiedy jeszcze słońce złociło się wysoko nad horyzontem. Mocni Shienaranie zaczynali odczuwać efekty tego, co zobaczyli w wiosce. Jeszcze nigdy dotąd nie zatrzymywali się tak wcześnie, a przyszłe obozowisko wyglądało na miejsce, którego będzie można łatwo bronić. Była to głęboka kotlina, niemalże doskonale okrągła i wystarczająco obszerna, by pomieścić wygodnie wszystkich mężczyzn i konie. Niespotykany gąszcz karłowatych dębów i skórzanych drzew pokrywał zewnętrzne stoki. Samo obrzeże kotliny było wystarczająco wysokie, aby skryć obozowisko, nawet bez porastających je drzew. Wzniesienie mogło być w tym płaskim kraju niemalże uznane za wzgórze.
Gdy zsiedli z koni, Rand usłyszał, co Uno rzekł do Ragam.
- Wszystko, co ci, do czorta, mogę powiedzieć, to że ją, do cholery, widziałem, niech sczeznę. Było to tuż przedtem zanim znaleźliśmy Półczłowieka, niech go liże kozioł. To ta sama cholerna kobieta, co przy tym cholernym promie. Była tam, a potem przeklętej nie było. Możesz mówić, co ci się podoba, ale uważaj jak ty, cholera, to mówisz, albo cię sam obedrę z przeklętej skóry i spalę ten przez kozła lizany łachman, ty mlekopijco o owczych bebechach.
Rand zamarł z jedną nogą na ziemi, a drugą jeszcze w strzemieniu.
"Ta sam kobieta? Ale przy promie nie było żadnej kobiety, tylko firanki powiewające na wietrze. I przecież nie mogła dostać się do tej wioski przed nami, jeśli wcześniej była gdzieś indziej".
Wioska...
Trwożnie uciekł od tej myśli. Bardziej nawet niż przygwożdżonego do drzwi Pomora zapomnieć pragnął tę izbę, muchy i ludzi, którzy byli i nie byli. Półczłowiek był rzeczywisty - każdy to widział - ale izba...
"Może w końcu popadam w szaleństwo".
Żałował, że Moiraine nie ma tutaj, że nie może z nią porozmawiać.
"Tęsknić za Aes Sedai? Jesteś głupcem. Jesteś z dala od tego i tam pozostań. Ale czy naprawdę jestem? Co tam się stało?"
- Konie juczne i zapasy do środka - zarządził Ingtar, gdy lansjerzy zaczęli rozbijać obóz. - Wytrzyjcie konie, potem osiodłajcie je znowu, na wypadek gdybyśmy musieli szybko ruszać. Każdy śpi obok swego wierzchowca i nie rozpalamy na noc ognia. Warty zmieniają się co dwie godziny. Uno, chcę, żebyś wysłał zwiadowców, niech pójdą tak daleko, jak tylko mogą dojechać, by wrócić przed zmrokiem. Chcę wiedzieć, co się tam dzieje.
"Czuje to - pomyślał Rand. - Że to nie tylko jacyś Sprzymierzeńcy Ciemności, kilka trolloków i ewentualnie Pomor".
Jacyś Sprzymierzeńcy Ciemności, kilka trolloków i może Pomor! Nawet kilka dni temu nie było to przecież żadne "jacyś". Nawet na Ziemiach Granicznych, nawet na odległość dnia jazdy od Ugoru, Sprzymierzeńcy Ciemności, trolloki i Myrddraal wystarczyliby za nocny koszmar. Zanim zobaczył Myrddraala rozpiętego na drzwiach. "Co w całym, Światłością oświecanym, świecie mogło tego dokonać? Co, w Światłością nie oświecanym?" Co to było zanim wszedł do izby, gdzie rodzina jadła kolację, a śmiech ich nagle zamarł? "Musiałem sobie to wyobrazić. Musiałem". Nawet we własnym umyśle nie brzmiało to zbyt przekonująco. Przecież nie wyobraził sobie wiatru na szczycie wieży, ani Amyrlin mówiącej...
- Rand! - Podskoczył, gdy Ingtar przemówił mu nad uchem. - Przez całą noc masz zamiar stać z jedną nogą w strzemieniu?
Rand postawił drugą nogę na ziemi.
- Ingtar, co się zdarzyło tam, w tej wiosce?
- Trolloki ich zabrały. Tak samo jak ludzi przy promie. Oto, co się zdarzyło. Ten Pomor..."
Ingtar wzruszył ramionami i spojrzał w dół na płaski, owinięty w brezent tobołek, duży i kanciasty, który trzymał w ramionach. Spoglądał na niego, jakby widział tam jakieś tajemnice, których wolałby raczej nie odkrywać.