Zdławiony głos uwiązł mu w gardle; machnął rękoma w powietrzu i uderzył plecami o podłogę mostku całkowicie tracąc oddech...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- − obciążenie częściowe − przód 0,22 MPa − tył 0,22 MPa − obciążenie całkowite − przód 0,25 MPa −...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Dorcas wpięła sobie we włosy stokrotkę; kiedy jednak szliśmy wzdłuż kamiennych ścian (ja owinięty szczelnie w mój płaszcz, a tym samym całkowicie...
- Uważnie przeczytaj, przemyśl i zapamiętaj na całe życie ten oto główny wniosek: Natura stworzyła człowieka w taki sposób, że sprawuje on całkowitą...
- podobnie jak Ksenofonta, upadek obyczajów i ca³kowita niefrasobliwoœæ,w jakiej pogr¹¿a siê demokracja...
- oddechu przekazywało się rękom, wargom, głowie, z fryzury opadał na czoło już nie jeden 25 loczek jak zawsze, a dwa...
- Dokładnie w tym samym momencie pociąg silnie zarzucił i Harry rozpaczliwie jął wymachiwać rękoma, kiedy potworna ziejąca w dole czerń ruszyła mu na spotkanie...
- — ZostaÅ„! — dobiegÅ‚ go dziwnie normalny gÅ‚os Trzeciego...
- Czwarty oddech: Uświadom sobie w tym momencie całe swoje ciało...
- Pahner wziął głęboki oddech i spojrzał na wielkiego Mardukanina...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Davies w nieprzytomnym pośpiechu rzucił się w dół, lecz zanim zdążył zbiec z trapu, został wyrzucony w powietrze. Z całej siły uderzył w admirała i teraz leżał w poprzek jego nóg. Szeroko rozrzucił ręce. Nie poruszał się.
Tyndall z wysiłkiem chwytał powietrze obolałymi płucami. Powracał do przytomności. Instynktownie próbował usiąść, lecz złamana ręka nie wytrzymała ciężaru ciała. Nie mógł również poruszać nogami, były całkowicie bezwładne, jakby sparaliżowane. Mgła zniknęła, oślepiające kolorowe błyski - zielone, czerwone i białe - iskrzyły się na ciemniejącym niebie. Pociski oświetlające? Czyżby nieprzyjaciel używał pocisków nowego typu? Niejasno, z wielkim wysiłkiem woli zdał sobie sprawę, że między tymi jaskrawymi błyskami a straszliwym bólem głowy musi być jakieś powiązanie. Dotknął nadgarstka prawej dłoni. Powieki miał nadal zaciśnięte. Nagle wszystko zniknęło.
- Czy pan cały? Proszę się nie ruszać. Zaraz pana zabierzemy.
Niski, rozkazujący głos huczał tuż nad głową admirała. Tyndall skulił się, z rozpaczą potrząsnął głową... Mówił Turner, a przecież Turner zginął.
To tak wygląda śmierć? - myślał tępo. - Cóż za przerażający, niepojęty świat ciemności, a jednocześnie oślepiających blasków. Ciemno-jasny świat bólu i bezsilności, i głosów nie z tego świata? Nagle powieki zadrgały i oczy otwarły się bez udziału jego woli. Nie dalej niż stopę od niego klęczał chudy, zawsze podobny do pirata komandor.
- Turner! Turner! - Wyciągnął rękę, aby sprawdzić swe nadzieje i nie bacząc na ból, zacisnął ją na całkiem materialnym ramieniu komandora. - Turner! Czy to naprawdę pan? Myślałem...
- Tylna wieża, co? - Turner uśmiechnął się dyskretnie. - Nie. Byłem dość daleko. Właśnie szedłem tam i wdrapywałem się na przedni pokład, gdy pierwszy podmuch rzucił mnie na główny pokład... Jak się pan czuje?
- Dzięki Bogu! Dzięki Bogu! Sam nie wiem! Moje nogi... O nieba! Co to?
Oczy patrzyły już normalnie i rozszerzyły się w nagłym zdumieniu. Tuż nad głową Turnera leżał na ukos, jakby mierząc w lewo, olbrzymi pień. Tyndall nie mógł dojrzeć ani jego początku, ani końca. Wyciągnął rękę i czubkami palców dotknął masywnej belki.
- To maszt - wyjaśnił Turner. - Tuż poniżej dolnej rei ściął go ostatni pocisk. Podmuch rzucił go na mostek. Po drodze zwalił wieżę „p-lot", a wydaje się, że pozostawił ślad również na głównej wieży. Obawiam się, że Courtnay nie miał wielkich szans... Davies widział walący się maszt. Stałem tuż w pobliżu. Chłopak był bardzo szybki.
- Davies! - oszołomiony Tyndall całkiem o nim zapomniał. - A tak! Davies! - To pewnie Davies przygniata mu nogi. Wyciągnął szyję i dostrzegł skulone ciało chłopca. Maszt przygniatał jego plecy. - Na miłość boską, komandorze, wyciągnijcie go stamtąd.
- Proszę leżeć spokojnie, dopóki nie przyjdzie Brooks. Daviesowi jest wygodnie...
- Wygodnie! Wygodnie! - Tyndall podniósł głos, nie zważając na milczących ludzi, którzy gromadzili się wokół niego. - Turner! Czyś zwariował? Ten biedak musi cierpieć...
Czynił wysiłki, aby powstać, lecz parę rąk przycisnęło go do pokładu ostrożnie, lecz stanowczo.
- Jemu już jest dobrze - zdumiewająco łagodnie mówił Turner. - Naprawdę. Całkiem dobrze. Davies nic nie czuje. Nic a nic.
Admirał zrozumiał i osunął się bezwładnie na pokład. Zamknął oczy.
Gdy przyszedł Brooks, Tyndall miał oczy nadal zamknięte. Po paru sekundach był już na nogach, oszołomiony, posiniaczony, ale poza tym zdrów. Pomimo sprzeciwu Brooksa zażądał stanowczo, aby odprowadzono go na mostek. Gdy tylko spostrzegł, że Vallery ledwie trzyma się na nogach, lecz stoi na posterunku, przyciskając do ust ręcznik, oczy admirała zabłysły. Bez słowa, ze schyloną głową usiadł w fotelu.
- Radio do dowódcy! Radio do dowódcy! Proszę potwierdzić meldunek.
- Bez przerwy ten idiota? - złośliwie spytał Tyndall. - Dlaczego ktoś...
- Nie było pana zaledwie parę minut - wtrącił Kapok-Kid.
- Parę minut?! - Tyndall ze zdziwieniem wpatrywał się w nawigatora. Rzucił okiem na Brooksa, który opatrywał mu rękę. - Nie ma pan nic lepszego do roboty? - spytał surowo.
- Nie, nie mam - obojętnie odparł Brooks. - Gdy pociski wybuchają w czterech ścianach, lekarz nie ma nic do roboty... prócz wypisywania aktów zejścia - dodał brutalnie.
Vallery i Turner wymienili spojrzenia. Vallery zastanawiał się, czy Brooks zdaje sobie sprawę ze stanu Tyndalla.
- Radio do dowódcy. Radio do dowódcy! „Vectra" ponownie prosi o instrukcje. Pilne! Pilne!