Oczy dziwnej kobiety zmrużyły się, gdy Delly to powiedziała...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziała Morgiana i jej dłoń zacisnęła się na jego ręce, ale zadziwił...
- — Siadaj, chłopaku — powiedział dowódca...
- – Zgadzam się – powiedziała nie ociągając się Colette...
- — Tego kuśnierza mogłabyś lepiej pamiętać, skoro zetknęłaś się z nim osobiście — powiedziałam z niezadowoleniem i naganą...
- — Chce pan powiedzieć, że rurę założono, kiedy nie było jeszcze krateru ani tego wąwozu? — spytałem...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedział Ulath...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparł, nie potrafiąc ukryć pobrzmiewającej w jego głosie konsternacji...
- – Powinniśmy się stąd wynosić, nim orki zaczną przetrząsać te ruiny – powiedziała Isaan...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wyraźnie nie podobało jej się, że Delly może uzyskać jakąkolwiek kontrolę nad sytuacją.
– Pobawicie się później – powiedziała do swych trzech towarzyszy, po czym obróciła głowę, przyglądając się każdemu po kolei. – A teraz idźcie zebrać jakieś łupy. Nie chcielibyście stanąć przed szefową bez łupów, co?
Osiłek trzymający Delly naprężył się na te słowa, lecz nie puścił jej. Jego towarzysze zaczęli się jednak miotać, potykając się prawie o siebie, gdy próbowali zaspokoić żądania swojej szefowej.
– Proszę – Delly powiedziała do kobiety. – Nie jestem dla was zagrożeniem i nie wyrządzę żadnych kłopotów. Tylko nie skrzywdźcie mego dziecka. Jesteś kobietą, więc wiesz.
– Zamknij pysk – obca przerwała jej gwałtownie.
– Zjemy obie! – wrzasnął olbrzym trzymający Delly, biorąc za wskazówkę lekceważący ton kobiety.
Kobieta podeszła o krok, z podniesioną dłonią, a Delly wzdrygnęła się. Jednak to uderzenie przeszło obok niej, trafiając w zaskoczonego osiłka. Kobieta cofnęła się, znów przyglądając się Delly.
– Zajmiemy się dzieckiem – rzekła spokojnie.
– Proszę – błagała Delly.
– Co do ciebie, jesteś skończona i wiesz o tym – ciągnęła kobieta, ignorując ją. – Ale jeśli powiesz nam, gdzie są najlepsze łupy, to może zlitujemy się nad tą małą. Może nawet sama ją wezmę.
Delly bardzo starała się nie skrzywić na tę straszną myśl. Uśmiech obcej poszerzył się, gdy nachyliła się bliżej i przyjrzała dziecku.
– W końcu nie może nas wydać straży, prawda?
Delly wiedziała, że powinna powiedzieć w tym momencie coś konstruktywnego, wiedziała że powinna przedrzeć się przez przerażenie oraz szaleństwo tego wszystkiego i poprowadzić kobietę w kierunku najlepszym dla Colson. Okazało się to jednak dla niej zbyt wielkim wysiłkiem. Miała oszałamiającą świadomość, że wkrótce zginie, że jej córka jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie i że nie mogła nic z tym zrobić. Jąkała się i zacinała, w końcu nic nie mówiąc.
Kobieta zacisnęła pięść i uderzyła Delly mocno prosto w twarz. Gdy Delly zatoczyła się, obca wyrwała jej Colson z ramion.
Upadając Delly sięgnęła po nią, próbując złapać dziecko z powrotem, lecz wielki zbir wbił jej w pierś ciężkie przedramię, przyspieszając jej upadek. Wylądowała ciężko na plecach, a osiłek nie tracił czasu wdrapując się na nią.
Hałas z boku zapewnił jej tymczasową ulgę, wszystkie oczy skierowały się ku jednemu z pozostałych osiłków, stojącemu w środku sterty potłuczonej zastawy stołowej – bardzo kosztownej zastawy stołowej.
– Znajdź coś, żeby to przenieść, głupcze! – kobieta wrzasnęła na niego. Rozejrzała się po pokoju, zatrzymując w końcu wzrok na jednej z ciężkich, długich zasłon, po czym wskazała stworowi, by się pospieszył.
Wydając z siebie zrezygnowane westchnięcie, podeszła i kopnęła mocno w żebra osiłka, który wciąż znajdował się na Delly.
– Zabij tylko tę wiedźmę i skończ z tym – powiedziała. Osiłek podniósł na nią wzrok, butny jak nigdy, i potrząsnął głową.
Ku przestrachowi Delly, kobieta jedynie machnęła ręką na paskudne stworzenie, poddając się.
Delly zamknęła oczy i próbowała wyzwolić umysł z ciała.
Zbir, który upuścił naczynia, pobiegł na drugą stronę pokoju po zasłonę i zerwał ją jednym silnym pociągnięciem. Osiłek zaczął zawracać, lecz zatrzymał się, obserwując dziwną rzeźbę stojącą za zdjętą zasłoną. Była to naturalnej wielkości sylwetka elfa, odziana w strój poszukiwacza przygód i najwyraźniej wykonana z jakiegoś ciemnego materiału, czarnego kamienia lub drewna. Stała z zamkniętymi oczyma i dwoma ozdobnymi sejmitarami skrzyżowanymi na piersi.
– Huh? – powiedział osiłek.
– Huh? – powtórzył, wyciągając powoli rękę, by dotknąć gładkiej skóry.
Oczy otworzyły się, przeszywające, lawendowe oczy, które zmroziły olbrzyma w miejscu, które wydawały się mówić mu bez cienia wątpliwości, że jego czas na tym świecie szybko dobiegał końca.
* * *
Tak błyskawicznie, że stwór nawet tego nie zarejestrował, „statua” rzuciła się do działania, tnąc sejmitarami z prawej i z lewej. Drow obrócił się, nabierając pędu do jeszcze potężniejszych cięć. Podwójne cięcie, jeden sejmitar biegnący za drugim, otworzyło oszołomionego półogra od barku do biodra. Szybki krok ustawił drowa tuż przy padającym osiłku. Odwrócił praworęczny chwyt, wbił jedno z zaklętych ostrzy głęboko w grzbiet stwora, przecinając mu kręgosłup, po czym wykonał półobrót i podciął bestii ścięgna – u obu nóg – precyzyjnym i druzgocącym cięciem drugiej klingi.
Drizzt odsunął się, gdy umierający półogr zwalił się na podłogę.