- Och, to byłem ja, generale Calrissian - odparł android tonem małego dziecka...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W pewien sposób cieszyła się, że Egwene oraz jej przyjaciółek tu nie ma, cieszyła się, że nie może widzieć ich twarzy, a na nich, być może, piętna...
- Komnata znajdowała się na samym szczycie najwyższej wieży fortecy Przeoczenie na południe od Pułapki Cienia, miasta położonego na południowym krańcu...
- - Niedobitki Shaido wycofują się na północ - oznajmiła ponuro Amys - a coraz ich więcej przekracza Mur Smoka, jednak Rand al'Thor najwyraźniej o nich...
- Chociaż trenowałem i trenowałem godzinami, nie przypuszczałem, że dwanaście zaledwie minut walki może trwać tak bardzo długo...
- Nie miał czasu myśleć teraz o więźniu, bo gdy kilku ludzi zabrało się do rozbierania martwych kompanów, kłócąc się przy tym o łupy, reszta zaczęła...
- Nałgała mu coś o jednym jedynym weekendzie w łóżku z narzeczonym, który poszedł do wojska i zginął, co potem okazało się szczerą prawdą, gdyż...
- Brezovsky wstał i zwrócił się do adwokata: - Niestety, będziemy zmuszeni zatrzymać pana Lebovitza, bo może okazać się bardzo ważnym świadkiem...
- Wyniki te przeczą dosyć silnie zakorzenionemu w psychologii przekonaniu, że albo stosujemy racjonalne, czyli zaradcze sposoby przezwyciężania...
- Zresztą Rena i tak wolała słuchać o smokach, które były tematem dostatecznie bezpiecznym, nawet gdyby ktoś podsłuchiwał...
- Chwycił termos kleszczami i uważając, by nie uronić najdrobniejszej kropelki, przelał jego zawartość do plastikowego wiadra...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Przystanął obok szafki z maskami do oddychania i wyciągnął torbę z pakietem medycznym, a z niej wyjął ostrożnie smacznie śpiące niemowlę. - Jestem absolutnie pewien, że w ciągu najbliższych kilku godzin panicz Ben nawet się nie rozpłacze.
ROZDZIAŁ
54
Oba zawory odległej śluzy były otwarte, a przez otwór wpadało jaskrawe światło wyłaniającego się zza wschodzącej tarczy Myrkra błękitnego słońca. Jego blask zalewał upiorną bladobłękitną poświatą porośnięte milionami wężowych kolumn uprawne pole. Idąc powoli jeden za drugim, niczym procesja ciemnych widm, mistrz przemian i eskortujący go wojownicy podążali w kierunku świetlistego otworu. Królowej voxynów nie było widać, ale Jacen wiedział, że samicę prowadzi dwóch idących na czele pomocników mistrza.
- Tu się coś nie zgadza - wychrypiał cicho Tesar. - Tamta śluza nie może być otwarta.
- Lepiej poszukać wyjaśnienia niż przeczyć czemuś, co widać jasno jak na dłoni - odparła Tenel Ka. - Po drugiej stronie tamtej śluzy musi istnieć atmosfera, a nie próżnia.
- Tak, ale co jeszcze? - zapytała Vergere. - Powinniście znać odpowiedź i na to pytanie, nie sądzicie?
- A może ty na nie odpowiesz? - odezwał się Ganner.
Vergere rozłożyła ręce i wzruszyła upierzonymi ramionami, a Jacen znów spojrzał na procesję Yuuzhan Vongów. Wypełnił umysł podejrzliwością i przerażeniem, a potem uwolnił myśli i wysłał do królowej voxynów ósmy raz, odkąd opuścili opustoszałą kolonię owadów.
Bestia zareagowała jeszcze szybciej niż poprzednio. Odwróciła się jak ukłuta i rzuciła na idących za nią wojowników. Zapewne powaliła najbliższego ciosem kolczastego ogona, gdyż zignorowała go i plunęła w drugiego strugą żrącej mazi. Przeskoczyła jego ciało i zaatakowała następnego. Kiedy go powaliła, zdążyła jeszcze zabić czwartego, zanim mistrz przemian i dwaj pozostali przy życiu pomocnicy pochwycili wodze i zdołali poskromić szalejące zwierzę.
Jacen wycofał myśli z mózgu królowej i voxyn zaczął się uspokajać. Kiedy mistrz przemian mógł się już zbliżyć bez obawy o życie, podszedł, zaczął gładzić potwora po pysku i coś mówić uspokajającym tonem Jacen wiedział, że już niedługo odwaga Yuuzhanina przyniesie straszliwe skutki, ale na razie nie chciał, żeby bestia go zabijała. Pozostali wojownicy i tak sprawiali wrażenie wystraszonych, a śmierć poskramiacza tylko zmusiłaby ich do wezwania posiłków.
W końcu mistrz przemian cofnął się i dał znak pomocnikom, że mogą uwolnić groźne zwierzę. Yuuzhanie już wcześniej przekonali się na własnej skórze, że królowa nie chce iść, jeżeli ktoś nie prowadzi jej za wodze. Było to wynikiem kolejnych niepokojących myśli przesyłanych przez Jacena do jej mózgu. Kiedy voxyn zaczął zdradzać chęć wyruszenia w dalszą drogę bez zabijania kogokolwiek, Yuuzhan Vongowie chyba odetchnęli z ulgą. Pozostawili rannych i zmarłych tam, gdzie upadli, i zniknęli w otwartym włazie śluzy.
- Pozostało tylko czterech - odezwała się Vergere, wstając z miejsca, w którym się ukrywali. - Dobra robota, Jacenie Solo.
Jacen nie podziękował dziwacznej małej istocie. Nie znosił zabijania, ale jeszcze bardziej wzdragał się na myśl, że musi namawiać zwierzę, aby go w tym wyręczało. Musiał jednak dotrzymać słowa, jakie dał Anakinowi, a także odszukać siostrę. Nadal nie wyczuwał jej za pośrednictwem Mocy. Jedyną nadzieją osiągnięcia obu celów było zachęcanie voxyna, żeby pofolgował naturalnemu krwiożerczemu instynktowi. Kiwnął głową Tesarowi, który także zerwał się na nogi. Barabel nakazał wszystkim ukryć się w rowie o ścianach porośniętych koloniami grzybów, w obawie, aby nie zauważyli ich yuuzhańscy zbieracze. Wielu przechadzało się po porośniętym wężami polu, poszukując dojrzałych, z których mogliby zrobić amphistaffy albo pałki tsaisi.