- No, takie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- doywotnikiem a zobowizanym takie stosunki, e nie mona wymaga odstron, eby pozostaway nadal w bezporedniej ze sob stycznoci, sd nadanie jednej z...
- bitwie dostał takie straszliwe cięcie mieczem przez twarz, że mu wypłynęło lewe oko i na21resztę życia pozostała głęboka blizna...
- w miarę upływu czasu i rozwoju danej jednostki na czoło wysuwają się takie cechy charakteru, jakrzetelność, dokładność i wiarygodność...
- tego, mając na uwadze przestrzeganie dyscypliny (takie pojęcie nie mieściło się w ich umysłach) ani nawet zachowanie porządku...
- Dariusz Zającswoistą filozofią życia i edukacji, odrzuca koncepcję człowieka, w której funkcjonują takie pojęcia jak m...
- Justyna Horska[JJH] Jestem w Zakonie, gdzie kobiety maj takie same prawa co mczyni...
- innych zmysw u niewidomych, istniay rwnie takie, ktre temuzaprzeczay...
- „duch”, jak nazywano takie dziwne, nie znajdujące potwierdzenia odczyty...
- Te mniejsze są cudowne, takie podrygujące krzaczki...
- Chciałabym mękę waszej pracy pić przez rurkę, jak komar krew hipopotama - o ile to możli-we w ogóle - i przemieniać na moje idejki, takie piękne, takie motylki,...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
.. Przeczyszczające...
- Sraczka! - odgadł zaskoczony Karol po sekundzie milczenia. - Co za cholera...? Jeszcze ich szarpie?
- Sądząc po Rolandzie i Teodorze, już chyba nie, ale bardzo zdechli i nie mają siły wyjść z domu.
W przyczyny osobliwego pogromu Karol chwilowo wnikać nie zamierzał. Zastanawiał się przez całe trzy sekundy.
- Niech ich przywiozą na noszach. Ściągnij im Gwarczyka, Pilczyckiego i Miąsikową. Ostatni termin: trzynasta piętnaście. A sama znajdź mi zaraz brudnopis umowy z CWiP. Brudnopis, nie ostateczną na wersję! Odzwoń natychmiast, jak znajdziesz.
W ten sposób, po ciężkiej nocy personelu, ciężki dzień przeżyła Beatka, aczkolwiek po Gwarczyka, Pilczyckiego i Miąsikową nie trzeba było wysyłać karetki i noszy. Sami przyjechali taksówkami, zażądawszy przedtem, przez telefon, zorganizowania im posiłku w postaci czerstwej bułeczki, sucharków i rumianku. Miąsikowa dodatkowo uparła się przy dwóch bananach.
Myśl, żeby zlekceważyć apel szefa, nikomu nic zaświtała w głowie. Karol nie zagroził wprawdzie żadnymi represjami, ale wiadomo było, że niedbały, leniwy i oporny poleci z miejsca. Karol wymagał ostro, płacił jednakże doskonale, a ponadto pozwalał partycypować w zyskach, co czyniło pracę u niego godną wszelkich starań.
Dzięki energicznej akcji zdołał załatwić w Kopenhadze dwie sprawy, trzecia mu jednak umknęła.
Zły był, jak diabli, nie lubił niepowodzeń, nawet malutkich. Tuż przed odlotem zdążył dowiedzieć się od Beatki, że wszyscy jego pracownicy żyją, dolegliwość im przeszła i nawet pojawili się w firmie pod koniec godzin pracy, pojechał zatem z Okęcia wprost do siebie, wyjaśnienia w kwestii tajemniczej epidemii zostawiając na jutro.
Odrobinę niezadowolona z życia Justynka wróciła właśnie do domu. W przerwie między wykładami dopadła jej niejaka Krysia, w wypiekach, dziko przejęta, żeby wyznać, iż jest zakochana. Na śmierć i życie. Od wczoraj. Wszystko wskazuje na to, że z wzajemnością.
Wielokrotnie Justynka obdarzana była tego rodzaju zwierzeniami, jej dyskrecję znano bowiem powszechnie. Plotkować owszem, plotkowała z takim samym upodobaniem jak wszystkie inne dziewczyny, sekretne zwierzenia natomiast zapadały w nią jak w bezdenną studnię. Nikt nawet nie potrafił rozpoznać, czy o czymś wie, dyplomację pod tym względem posiadała zapewne wrodzoną, dzięki czemu życie uczuciowe prawie wszystkich koleżanek i niektórych kolegów lepiej chyba było jej znane niż przedmiot studiów. Zwierzeń wysłuchiwała chętnie, życzliwie, z uwagą, nie powtarzała niczego, stanowiła zatem coś w rodzaju balsamu dla zbolałych dusz. Dla rozpromienionych również.
Krysia, dotychczas jako tako normalna, zaprezentowała jej nagle wybuch roziskrzonego szczęścia, Justynka przetrzymała to dzielnie, ale od razu odezwał się jej własny pech. Nie ujawniła swoich uczuć, niemniej jednak kolec w sercu pozostał. Może ona sama też by chciała zapłonąć takim uczuciem z wzajemnością...?
No i proszę. Jak płonie, to sama i bez. A jak się coś rysuje... lepiej nie mówić. I nie myśleć,
Zważywszy, iż, wbrew pozorom, trudniej jest czasami nie myśleć niż myśleć, Justynka weszła w progi domu trochę przeciwna światu. Mogła wrócić nieco wcześniej, ale po drodze wstąpiła do paru sklepów właściwie butików, świadoma w pełni, iż na duszne rozterki kobietom najlepiej robią zakupy. Kiedyś podobno kapelusze. Najnieszczęśliwszą istotę płci żeńskiej od samobójstwa odwodziło nabycie nowego kapelusza, z kapeluszami nie będzie się wygłupiać, ale może jakiś inny drobiazg...?
W rezultacie nabyła sobie breloczek do kluczyków w postaci maleńkiej sowy. Sowa, ptak mądrości, kto wie, czy nie pomoże?
Dzięki czemu spotkała się w furtce z wujem.
Widząc pozycję bramy, Karol od razu ustawił się na parkingu, nieco bardziej wściekły. Zarazem jednak myśl, że, mimo przeszkód, dwie sprawy załatwił pozytywnie, łagodziła jego uczucia. Gdyby w wejściu do domu natknął się na Malwinę, furia wzięłaby górę,. ale neutralna Justynka przechyliła szalę na stronę odwrótną. Przeciwko Justynce nie miał nic.
- Co było wczoraj? - spytał lekko i bez najmniejszego nacisku.
Na moment Justynka straciła kontrolę nad sobą i swoją wiedzą.
- Mógłby wuj zawiadamiać, że jedzie do Danii - rzekła z wyrzutem. - Ciocia chciała remulady Na miejscu wuja ja bym kupiła, bo to bardzo dobre do ryb, a u nas prawie nigdzie nie ma. Ja w każdym razie nigdzie nie widziałam.
Na wzmiankę o remuladzie Karol poczuł coś w rodzaju wyrzutów sumienia. No, może nie sumienia, raczej żołądka.
- O, do licha, masz rację - zgodził się z lekkim zakłopotaniem. - Nagle mi wypadło. W Oszołomie nie ma?
- Może bywa, ale chyba rzadko. Nie widziałam. Gdybym pojechała do Danii, kupiłabym czym prędzej. Jak kapelusz.
Karolowi wypowiedź zabrzmiała osobliwie. Zatrzymał się między furtką a drzwiami.
- Zadziwiłaś mnie. Możesz mi wyjaśnić, co ma kapelusz do remulady?