niczego się Jimowi nie przyda...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- –Niczego–warknął Buko–nie będzie się odkładać ad cras...
- — Trzy czwarte personelu medycznego i techników wie coś, co mogłoby się przydać wrogowi — przerwał mu ostro O’Mara...
- Ze swojej strony wcale nie musiała niczego udawać...
- come out of western Wisconsin...
- Sama pewnie by się im oparła, ale inni dyplomaci dawali fatalny przykład...
- rzeczywistością tego bytu, który dla owego [poznawania] sam pozostaje nieznany, choć każdorazowo obecny...
- Aleksander Smith OtóĹś juĹś teraz potrafisz zapamiętywać, jak nigdy przedtem...
- Tuż przed obiadem Shannon otrzymał wiadomość z Pithead, że Carizan znajduje się w drodze na Jowisza Pięć przez bazę Main na Ganimedesie...
- niedopuszczenia do zajęcia Lwowa przez konarmię generała Budionnego...
- Nie masz też,nie masz żadnego w tym cudu,Kiedy raz na dno,pod obłoki drugiLatając,musi nadweredzić fugi;Wpadszy w najgłębsze na ostatek...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
– Przyda mu się – odparł. – To ja powinienem spytać, co ty wygadujesz. Lepiej przyznaj się
od razu, że nie masz o tych rzeczach zielonego pojęcia. Jim musi mieć drabinkę; wszyscy
więźniowie zawsze mają drabinki.
– A co on z nią będzie robił?
– Co z nią będzie robił? A w łóżku to jej nie może schować? Wszyscy więźniowie tak robią,
więc on też musi. Ty, Huck, jakoś nic nie chcesz robić przepisowo, ciągle byś tylko wszystko
zmieniał i zaczynał od nowa. Ale nawet gdyby Jim nie miał żadnego pożytku z drabinki, to czy
nie zostanie ona w jego łóżku jako poszlaka? Czy ty sobie wyobrażasz, że nie będą im potrzebne
poszlaki? Naturalnie, że będą. I ty chciałbyś im żadnych nie zostawić? To byłaby dopiero ładna
heca, nie ma co! Nigdy o czymś takim nie słyszałem.
– Hm, jeżeli są takie przepisy – odparłem – i Jim musi mieć drabinkę, proszę bardzo, niech ją
ma. Ani myślę sprzeciwiać się przepisom. Ale pamiętaj, Tomek, o jednym: jak zaczniemy drzeć
prześcieradła, szkoda gadać – spotka nas coś nieprzyjemnego od ciotki Sally. Ja tam uważam, że
drabinka sznurowa z kory leszczynowej nic nie kosztuje, a nadaje się jako nadzienie do ciasta nie
gorzej niż drabinka ze szmat i równie dobrze można ją schować w sienniku. Jim i tak nie ma
żadnego doświadczenia, więc będzie mu wszystko jedno, jaką...
– Och, głupstwa mówisz, Huk! Gdybym był taki ciemny jak ty, siedziałbym cicho. Czy kto
kiedy słyszał, żeby więzień stanu używał drabinki leszczynowej? Przecież to jest po prostu
komiczne!
– No, już dobrze, dobrze! Zrób, Tomek, po swojemu, ale ja ci radzę, żebyś mi pozwolił
pożyczyć prześcieradło ze sznura, na którym suszy się bielizna.
Tomek pozwolił mi je pożyczyć, ale to go naprowadziło na inną myśl, więc powiada:
– Pożycz też koszulę męską, Huck.
– Po co ci koszula?
– Dla Jima, żeby pisał na niej swój dziennik.
– Czyś ty z dębu spadł, Tomek? Przecież Jim nie umie pisać!
– To co z tego, że nie umie? Czy nie może stawiać znaków na tej koszuli, jeżeli zrobimy mu
pióro ze starej łyżki cynowej albo z kawałka żelaznej obręczy?
231
– Krócej będzie trwało, jak podskubiemy jaką gęś i zrobimy mu pióro dużo lepsze niż z
cynowej łyżki.
– Ach, ty zakuta pało! – zawołał. – Czy ty sobie wyobrażasz, że więźniowie mają w lochu
gęsi, z których mogą wyskubywać pióra? Więźniowie zawsze robią pióra z najtwardszych,
najtrudniejszych do obrobienia kawałków starych mosiężnych lichtarzy czy z czegoś takiego, co
im wpadnie w rękę; a opiłowanie takiego kawałka trwa miesiące, bo muszą to robić pocierając go
o ścianę. Więzień nie użyłby pióra gęsiego, nawet gdyby je miał. To jest nieprzepisowe!
– W takim razie z czego mu zrobimy atrament? – spytałem.
– Są tacy – odparł – co robią atrament z łez i rdzy, ale to przeważnie pospolita zgraja i
kobiety. Ważniejsi więźniowie używają do pisania własnej krwi. Jim może pisać krwią; A jak
zechce wysłać światu w sposób tajemniczy krótką, zwyczajną, pospolitą wiadomość o tym, gdzie
jest uwięziony, będzie mógł to napisać widelcem na odwrocie cynowego talerza, po czym
wyrzuci go za okno.
– Jim nie ma żadnych cynowych talerzy. Karmią go z puszki blaszanej.
– Och, to głupstwo. Dostarczymy mu talerzy.
– A czy ktoś potrafi odczytać te jego gryzmoły?
– To nie ma nic do rzeczy, Huck. Wystarczy, jak Jim napisze coś na talerzu i wyrzuci go za
okno. Wcale nie idzie o to, żeby ktoś mógł odczytać, co na nim jest napisane. W połowie
wypadków w ogóle nie można odcyfrować tego, co więzień napisze na cynowym talerzu czy
czymś takim.
– To po co więzień niszczy talerze? – spytałem.
– Zlituj się, Huck! Przecież te talerze nie są jego własnością.
– Ale są czyjąś własnością, nie?
– Powiedzmy, że są. Co to może więźnia obchodzić, czyje... —
Przerwał, bo usłyszeliśmy róg wzywający na śniadanie, więc poszliśmy do domu.
Gdzieś w rannych godzinach udało mi się pożyczyć spomiędzy suszącej się bielizny
prześcieradło i białą koszulę. Znalazłem stary worek i włożyliśmy do niego te rzeczy, a potem
wyjęliśmy z kryjówki nasze próchno i też wpakowaliśmy je do środka. Nazywałem to
„pożyczaniem”, ponieważ tatko zawsze używał tego słowa. Ale Tomek powiedział, że to nie