— Trzy czwarte personelu medycznego i techników wie coÅ›, co mogÅ‚oby siÄ™ przydać wrogowi — przerwaÅ‚ mu ostro O’Mara...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- resów, na które na le ¿y prze kie ro waæ wia do moœæ, plik fil tru mo¿e za wie raæ te sty za - war to œci przy chodz¹cej wia do mo œci, tak by na przyk³ad wia do...
- Komnata znajdowała się na samym szczycie najwyższej wieży fortecy Przeoczenie na południe od Pułapki Cienia, miasta położonego na południowym krańcu...
- Tego dnia wrócił z wędrówki po mieście mnich, który doniósł, że trzy kilometry w dół autostrady urządzony został obóz dla uchodźców...
- - Nuria Monfort powiedziała mi, że pracownik kostnicy zadzwonił do wydawnictwa trzy dni później, kiedy ciało zostało już pogrzebane w zbiorowym grobie...
- Kto wie, jak działa na proste katolickie umysły eksponowana w mediach świetność beatyfikacji i kanonizacji, jak bardzo wyraża się w kanonizacjach określona...
- 168Oprócz witaminy E, podawanej pacjentom trzy razy dziennie, drHaeger poleci³ im uprawiaæ gimnastykê i zdecydowanie zabroni³palenia...
- entgegengetreten wird, und gar mit Erfolg, dann muß, wie gesagt, wenigstens dieser angezweifelt und herunter {451 Energielosigkeit des Bürgertums}...
- długopis Bic, trzy dziesięciocentówki, kwit parkingowy z LAX, żółtąsamoprzylepną karteczkę z adresem na Washington Boulevard...
- Przyszła odpowiedź z Infortechu, gdzie przez ostatnie trzy lata pracowała Kathy Voskuhl...
- CEL PRACY Celem pracy była ocena poziomu wiedzy z zakresu udzie- lania pierwszej pomocy uczniów szkół ponadgimnazjalnych (liceum i technikum) oraz...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
— OdlecÄ… zatem niezależnie od tego, czy sÄ… Diagnostykami, kompu-
terowcami czy młodszymi sanitariuszami. Względy bezpieczeństwa. Nie będą mieli najmniejsze-
go wyboru. Ponadto część lekarzy uzna za swój obowiązek towarzyszyć pacjentom w podróży ze
względów medycznych. Jeśli zaś chodzi o tych, którzy postanowią zostać, niewiele mogę zrobić. Są zdrowi na umyśle i dorośli, mają więc prawo decydować o sobie.
— Aha — mruknÄ…Å‚ Conway.
146
— Zanim pan komuÅ› zarzuci szaleÅ„stwo, proszÄ™ mi odpowiedzieć na jedno pytanie. Pan zostaje?
— Noo. . .
O’Mara przerwał połączenie.
Conway przez dłuższą chwilę patrzył na słuchawkę, zanim ją odłożył. Nie zdecydował się jesz-
cze do końca, czy zostać czy nie. Wiedział, że nie ma skłonności bohaterskich, i chciałby odlecieć, lecz nie zamierzał opuszczać przyjaciół, a Murchison, Prilicla i inni jeszcze zostawali. Conway bałby się zgadywać, co też by sobie o nim pomyśleli, gdyby uciekł.
Zapewne wszyscy sądzili, że on też zostaje, lecz ze skromności o tym nie wspomina, Conway
zaś po prostu się bał, tylko hipokryzja nie pozwalała mu się do tego przyznać. . .
Nagle samokrytyczne myśli spłoszył ostry głos pułkownika Skemptona:
— Doktorze, przybyÅ‚ kelgiaÅ„ski statek szpitalny. I jeszcze illensaÅ„ski frachtowiec. Za dziesięć minut cumujÄ… przy lukach pięć i siedemnaÅ›cie.
— Dobrze — odparÅ‚ Conway i wyszedÅ‚, a wÅ‚aÅ›ciwie niemal wybiegÅ‚ z biura, kierujÄ…c siÄ™ do izby
przyjęć.
Tym razem wszystkie trzy stanowiska były zajęte: przy dwóch siedzieli Nidiańczycy, przy trze-
cim dyżurny porucznik Korpusu. Conway ustawił się lekko z tyłu za Nidiańczykami, w miejscu,
147
z którego mógł śledzić oba zestawy ekranów. Zacisnął kciuki w nadziei, że może jednak poradzi sobie jakoś z tym, co wydawało się niewykonalne.
Kelgiański statek już zacumował przy piątce. Był to jeden z najnowszych międzygwiezdnych
liniowców, który został przekształcony w jednostkę szpitalną. Częściowa przebudowa nie została jeszcze ukończona, ale technicy Szpitala wchodzili już na pokład wraz z robotami. Zjawił się też starszy personel oddziału, który miał się zająć rozlokowaniem pacjentów. W tym samym czasie
chorzy byli przygotowywani do przenosin. Pospiesznie i bez większej troski o całość ścian oddziału rozmontowywano sprzęt potrzebny przy leczeniu. Mniejsze urządzenia wrzucano na samobieżne
nosze i zaraz odsyłano na statek.
Operacja była na pozór prosta. Na pokładzie statku panowało odpowiadające Kelgianom ciśnie-
nie i ciążenie, można było zatem obyć się bez sprzętu adaptacyjnego. Jednostka była też na tyle duża, by pomieścili się wszyscy i zostało jeszcze sporo miejsca. Conway mógł dzięki temu szybko ewakuować wszystkie poziomy DBLF i na dokładkę pozbyć się jeszcze paru Tralthańczyków. Niemniej nawet tak nieskomplikowane przenosiny musiały potrwać co najmniej sześć godzin. Conway
spojrzał na drugie stanowisko.
Tutaj obraz był pod wieloma względami podobny. Illensański statek był idealny dla istot PVSJ, jednak jako mniejszy, i to frachtowiec, miał niezbyt liczną załogę, toteż przygotowań do przyjęcia 148
pacjentów na pokład jeszcze nie ukończono. Conway skierował tam dodatkową ekipę i pomyślał, że na tej jednostce na pewno nie upchnie pacjentów trzech kolejnych poziomów. Dobrze będzie, jeśli pomieści ona z sześćdziesięciu PVSJ.
Wciąż się zastanawiał, jak poprawić plan, gdy rozjarzył się ekran nad stanowiskiem porucznika.
— Mamy tralthaÅ„ski ambulans, doktorze — powiedziaÅ‚ Kontroler. — Z peÅ‚nÄ… obsadÄ… i zapasami
dla sześciu FROB-ów, Chalderescolan i jeszcze dwudziestu z ich gatunku. Nie potrzebują żadnej pomocy, gotowi są do natychmiastowego przyjęcia pacjentów.
Mieszkańcy Chalderescola, dwunastometrowe istoty przypominające pancerne ryby, nie mogliby
przeżyć poza wodą dłużej niż kilka sekund. FROB-y natomiast, cechujące się masywną budową
i grubą skórą, pochodziły z planety Hudlar, gdzie panowało olbrzymie ciśnienie i takież ciążenie.
Ściśle rzecz biorąc, Hudlarianie w ogóle nie oddychali. Mało co mogło im zaszkodzić i potrafili bez żadnych osłon pracować nawet w przestrzeni kosmicznej, zatem przelot w basenie dla AUGL nie
był dla nich żadnym problemem.
— Niech cumujÄ… przy luku dwudziestym ósmym — poleciÅ‚ szybko Conway. — Gdy zacznÄ… zaÅ‚a-
dunek, wyślij FROB-y przez sekcję ELNT do głównego basenu AUGL, żeby mogły wejść na pokład
przez ten sam luk. Potem każ załodze przycumować do luku piątego, tam będą czekać następni. . .
149
Ewakuacja nabierała tempa. Pierwszy etap prac adaptacyjnych na pokładzie illensańskiego frach-towca dobiegł końca i wyznaczeni spośród rekonwalescentów chlorodyszni pacjenci oraz ich obsłu-ga medyczna ruszyli hałaśliwie przez żółtawą mgłę do luku. Równocześnie inny ekran ukazywał
długi wąż Kelgian przesuwający się ku wejściu na ich statek. Lekarze i technicy krążyli ciągle tam i z powrotem, przenosząc sprzęt.
Komuś mogłoby się wydać dziwne, że w pierwszej kolejności ewakuowano ozdrowieńców, ale