Ze swojej strony wcale nie musiała niczego udawać...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Z drugiej strony ciekawym przykadem rnorodnoci motywacji, ktrymi kieroway si stare" i nowe" siy polityczne w ustalaniu ordynacji moe by ordynacja...
- Nie mogłem pojąć, jak to się stało, gdy nagle z przeciwnej strony wypadł na mnie mój ordynans i zasypawszy mnie gradem płynących z serca powinszowań wyłożył mi...
- — Ale musisz przyznać, że naprawdę pochodzi z innej planety — dokończyła Trillian, pojawiając się w polu widzenia z drugiej strony mostka...
- jaki zwiedzać będzie Paryż, gdy z jednej strony Sekwany zostaną tylko szczątki z Tuileriów, brama Saint-Denis, Magdalena, pałac Inwalidów etc...
- Z drugiej strony, przynajmniej jeden bystry obserwator, John Kenneth Galbraith, wyraził pogląd, że być może Nixon zwyciężył pomimo stosowania tych środków...
- Stworzenia zazwyczaj żywiły się energią Ciemnej Strony, która przepływała przez Bane’a, ale konstruowanie holocronu wymagało, żeby Mistrz ukierunkował...
- Gdy misjonarze, wielorybnicy, plantatorzy trzciny cukrowej i inni intruzi coraz bardziej wnikali na Wyspy Hawajskie (nie napotykając na opór ze strony...
- uciecha dla dzieciaków te afiszowe polemiki! Z jednej strony padały słowa: „tromtadracja, warchoły” – z drugiej: „serwilizm,...
- że jest tam taki, prawda? To wcale nie jest żaden z tych kościołów, nie są to nawet wspólne ruchy ludzi, to jest bardzo ważne, drodzy bracia, bardzo ważne...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wnioskując ze sposobu, w jaki obie kobiety szły cicho za nią, one również nie musiały.
Korytarze Wieży rzadko bywały zatłoczone, teraz jednak wydawały się zupełnie opustoszałe. Od czasu do czasu, przez kilka chwil czyjaś sylwetka zamajaczyła przed nimi albo w świetle bocznych korytarzy, lecz niezależnie od tego, czy była to Aes Sedai, służąca czy Strażnik, wszyscy się śpieszyli, nazbyt zajęci swoimi sprawami, by zwracać. uwagę na kogoś jeszcze. Sama Wieża była również cicha.
Pokonały skrzyżowanie szerokich korytarzy, gdzie ciemne kleksy zaschniętej krwi upstrzyły bladą zieleń płytek posadzki. Dwie wielkie plamy rozciągały się rozmazane, jakby ciała wleczono na bok.
Siuan zatrzymała się, popatrzyła.
- Co się stało? - zapytała. - Powiedz mi, Min!
Leane ścisnęła rękojeść swego noża i rozglądała się dookoła, jakby w oczekiwaniu na atak.
- Walczyli - odrzekła Min z wahaniem. Miała nadzieję, że te dwie kobiety znajdą się już poza terenami Wieży, być może nawet poza miastem, kiedy będzie musiała im o wszystkim opowiedzieć. Popchnęła je obok tych ciemnych plam i nie pozwoliła się oglądać za siebie. - Wszystko zaczęło się wczoraj, zaraz po waszym uwięzieniu, a skończyło nie dalej jak dwie godziny temu. Zresztą jeszcze nie całkiem.
- Masz na myśli Gaidinów? - wykrzyknęła Leane. Strażnicy walczyli ze sobą?
- Strażnicy, gwardziści, wszyscy naraz. Zaczęło się, kiedy jacyś ludzie, którzy utrzymywali, że są mularzami... było ich dwustu lub trzystu... spróbowali zdobyć samą Wieżę po tym, jak ogłoszono, że zostałyście aresztowane.
Siuan jęknęła.
- Danelle! Powinnam była się domyślić, że kryło się za tym coś więcej niż tylko brak uwagi. - Jej twarz wykrzywiała się z każdą chwilą coraz bardziej, aż Min pomyślała, że tamta wybuchnie łzami. - Artur Hawkwing nie potrafił tego zrobić, ale nam się udało.
Niezależnie od tego, czy rzeczywiście miała zaraz się rozpłakać, jej głos zabrzmiał silnie.
- Światłości, wybacz nam, zniszczyłyśmy Wieżę.
Długie westchnienie zdało się sięgać aż dna płuc, ale wraz z nim rozproszył się również gniew.
- Przypuszczam - powiedziała smutno po dłuższej chwili - że powinnam być zadowolona, iż część Wieży poparła mnie, ale niemalże żałuję, że nie stało się inaczej.
Min dokładała wszelkich starań, by na jej twarzy nie odbiło się nic z kłębiących się wewnątrz myśli, ale te przenikliwe błękitne oczy zdolne były wychwycić najlżejsze drgnienie powieki.
- Czy rzeczywiście poparli mnie, Min?
- Niektórzy tak. - Nie miała zamiaru mówić jej, jak niewielu, jeszcze nie. Ale nie mogła pozwolić, by Siuan sądziła, że wciąż dysponuje partyzantami w Wieży. - Elaida nie czekała, by się przekonać, czy Błękitne Ajah cię poprą. W Białej Wieży nie ma już żadnej Błękitnej siostry, przynajmniej żadnej żywej, to wiem na pewno.
- Sheriam? - zapytała z niepokojem Leane. - Anayia?
- Nie wiem, co z nimi. Zielonych również zostało niewiele. Nie w Wieży. Pozostałe Ajah podzieliły się, w taki lub inny sposób. Większość Czerwonych została. Na ile się orientuję, każda, która stanęła w opozycji do Elaidy, albo uciekła, albo została zabita. Siuan... - Dziwnie w jej ustach brzmiało to imię, Leane zresztą wymruczała coś gniewnie pod nosem, ale tytułowanie jej Matką byłoby teraz jawnym szyderstwem. - Siuan, zarzuty, które ci postawiono, głoszą, że wraz z Leane zaaranżowałyście ucieczkę Mazrima Taima. Podczas walk zniknął gdzieś Logain i o to również was obwiniają. Nie nazywają was wprost Sprzymierzeńcami Ciemności... przypuszczam, że stąd byłoby już zbyt blisko do Czarnych Ajah... ale niewiele brakuje. Rozsiewane przez nie informacje można interpretować na wiele sposobów.
- Nawet nie potrafiły się przyznać - powiedziała cicho Siuan - że zamierzają zrobić dokładnie to, za co mnie skazały.
- Sprzymierzeńcy Ciemności? - wymamrotała kompletnie ogłupiała Leane. - Nazywają nas...?
- Dlaczego nie miałby tego robić? - wyszeptała Siuan. - Dlaczego nie miałyby się ośmielić, skoro poważyły się aż na tyle?
Zgarbiły otulone płaszczami plecy i pozwoliły prowadzić się dalej. Min zaś pragnęła tylko, by ich twarze nie zdradzały rozpaczy.
Kiedy zbliżyły się do drzwi wyjściowych, zaczęła oddychać spokojniej. Niedaleko od jednej z zachodnich bram, na zalesionej części terenów Wieży, miała ukryte konie. Wciąż pozostawała kwestia wydostania się na zewnątrz, ale kiedy już dosiądą koni, będzie można przestać myśleć o kolejnej przeszkodzie. Z pewnością straże przy bramach nie zatrzymają trzech samotnych kobiet wyjeżdżających z Wieży. Ciągle sobie to powtarzała, jakby w ten sposób mogła uczynić całą rzecz pewniejszą.
Przed nimi pojawiły się drzwiczki, do których zmierzała - wychodziły na rzadko używaną ścieżkę, dokładnie po przeciwnej stronie miejsca, w którym ten korytarz spotykał się z szerokim westybulem wiodącym wokół całej Wieży - kiedy kątem oka dostrzegła twarz Elaidy, idącej w ich stronę zewnętrznym korytarzem.
Min padła na kolana i skuliła się pod ścianą, spuszczając głowę i chowając twarz w rozcięciu kaptura; serce waliło jej tak mocno, jakby chciało się wyrwać z piersi.
"Jestem tylko zwykłą petentką i nikim więcej. Prostą, zwyczajną kobietą, która nie ma nic wspólnego z wydarzeniami, które się tu dzieją. Och, Światłości, proszę!"
Uniosła głowę tylko na tyle, by móc zerknąć spod krawędzi kaptura, na poły spodziewając się ujrzeć twarz Elaidy z wbitym w nią badawczym wzrokiem.