ni
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Staat ungezählte Millionen Gerichtskosten, denn 90 Prozent aller Beleidigungs- und ähnlichen Prozesse entstanden nur aus Mangel an Verschwiegenheit...
- Grobstein Ruth, Wszystko o raku piersi FAKTY, KTÓRE POWINNAĂ ZNAĂĄ, I PYTANIA, KTÓRE MOËESZ ZADAĂĄ 37 ⢠Skoro usâŹyszaâŹaĂ takĂ diagnoz´,...
- A za chwilę Paris miała poprowadzić Park Lane przez parcours - pod okiem Jane Lennox, która zamierzała opuścić tonący statek Jadeâa...
- Robotę wyznaczono mu na hotelowym podwórku - rąbał, a raczej próbował rąbać drwa na opał...
- Ze swojej strony wcale nie musiała niczego udawać...
- Przez cały dzień odpoczywał po ostatniej misji, zanim wezwano go już nie do małego gabinetu kapitana Dumery'ego, ale na spotkanie z samym generałem Gorem...
- Takiego wszyscy bardzo zawsze lubili, bo choć sam nie podpowiadał, umiał jednak zrobić hałas, wywrócić się z ławką, pomagał na wszystkie sposoby...
- Przykład ten pokazuje, że logika Arystotelesa dotyczy stosunku między pojęciami, w tym przypadku pojęciami âźżywej istotyâ i âźśmiertelnościâ...
- Pawian niespodziewanie szarpnął się gwałtownie na sznurze i rzucił na złodzieja, który ukradł dwie piękne główki sałaty i nikt tego nie zauważył...
- Gdziekolwiek spojrzeć, szerzy się zaraza...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Chłopak nie żyje - oznajmił. - Gdzie może być jego tabliczka identyfikacyjna?
Janko5
Janko5
265
A.C. Crispin
Trylogia Hana Solo – Tom III – Świt rebelii
266
Chewie kiwnął głową i odszedł. Jego wysoka sylwetka zniknęła w tłumie żołnie-
- Szybko, wchodźcie na pokłady wahadłowców! - zawołała Korelianka. - Czekają rzy, krzątających się i tłoczących w przejściach między szturmowymi wahadłowcami tam na was lekarze! Chcą wam pomóc! Mają wszystkie niezbędne leki. Od razu poczu-Rebeliantów a frachtowcami i trampami przemytników.
jecie się o wiele lepiej! Wyleczymy was!
Rozejrzał się w nadziei, że zobaczy Landa, ale ciemnoskóry przyjaciel gdzieś Pielgrzymi zdradzali coraz większy niepokój. Jedna chwila i zacznie się zamiesza-zniknął. Udał się więc do polowego szpitala i zapytał pierwszego napotkanego lekarza, nie - pomyślał Solo. Słowa Brii najwyraźniej nie docierały do ich świadomości.
gdzie leżą ranni Togorianie. Lekarz nie wiedział. Dopiero trzecia zapytana osoba wska-
- Chcemy Uniesienia! - zawołał nagle któryś. W następnej sekundzie okrzyk pod-zała mu właściwe miejsce.
chwycili pozostali. W powietrze uniósł się las raje. Wygrażając pięściami, krzyczeli już Han musiał udać się do innego prowizorycznego szpitala, gdzie opatrywano rany wszyscy: - Chcemy Uniesienia!
istot nie będących ludźmi. Od razu ujrzał wielką, czarną sylwetkę Muuurgha, pochyla-Bria machnęła ręką w kierunku czekających gwiezdnych statków.
jącą się nad noszami. Pospieszył ku niemu.
- Pomożemy wam! - krzyknęła przez megafon. - Wchodźcie na pokłady waha-
- Hej, Muuurghu!
dłowców!
Słysząc znajomy głos, Togorianin odwrócił się gwałtownie. Natychmiast się wy-Nagle tłum krzyczących niewolników zafalował i runął naprzód. Rozgoryczona i prostował i pochwycił Hana w objęcia.
smutna Bria dała znak żołnierzom, którzy zaczęli omiatać gromadę pielgrzymów wiąz-
- Muuurgh jest rad, że widzi Han Solo - powiedział. - Zaraz nas stąd zabierają, a kami ogłuszających strzałów. Nieszczęśnicy padali jak muchy.
Muuurgh nie chciał odlatywać bez pożegnania.
Han, który sam został kilka razy ogłuszony i doskonale pamiętał późniejsze do-Korelianin popatrzył na Mrrov. Bandaże skrywały pół jej głowy.
znania, współczuł niewolnikom. Prawdę mówiąc, był trochę zaskoczony bezwzględno-
- Co się stało?
ścią Brii. Miał jej za złe, że wydała rozkaz strzelania do niewolników.
- Muuurgh i Mrrov stali na straży lądowiska. Napaść na nas trzej Gamorreanie.
Doszedł jednak do wniosku, że zwracanie jej uwagi albo prawienie morałów nie Zanim Muuurgh rozszarpnął gardło jednego ten dwukrotnie uderzyć Mrrov piką mocy.
miałoby większego sensu. Wahając się, co robić, stał i obserwował, jak automaty wno-
- Och... hej, kolego... strasznie mi przykro... - odezwał się Solo. - Ale nic jej nie szą nieruchome, zwiotczałe ciała niewolników na pokłady wahadłowców. Bria odwró-
będzie, prawda?
ciła głowę i ich spojrzenia się spotkały.
- Straciła oko - odparł Togorianin. - Lekarze twierdzą, że może trzeba amputować Han pomachał ręką, a ona podbiegła do niego. Oboje się objęli. Zadowoleni i jej rękę. Jeszcze nie wiedzieć na pewno. Ale Mrrov przeżyje. Jest dumna, że uwolnić uspokojeni, z całej siły przytulili się do siebie.
pielgrzymów. I że kapłani nie żyją.
- Jarik? - zapytała w końcu Korelianka. Han pokręcił głową.
Han kiwnął głową, nie wiedząc, co mógłby powiedzieć. Przyglądał się, jak do ran-
- Nie żyje - powiedział.
nej Togorianki podchodzi dwóch sanitariuszy z antygrawitacyjnymi noszami. Ostrożnie
- Och, Hanie... tak mi przykro!
przełożyli na nie ranną istotę. Korelianin towarzyszył Muuurghowi do szpitalnego waHan pocałował ją w usta. Dłuższy czas stali objęci pośród powszechnego chaosu.
hadłowca. Chwilę patrzył, jak sanitariusze wnoszą Mrrov po rampie, a potem bez słowa W końcu Bria uwolniła się z uścisku Hana.
uściskał przyjaciela na pożegnanie.
- Najwyższy czas pójść do budynku administracyjnego - oznajmiła. - Musimy Kiedy wahadłowiec wystartował, Han skierował się w stronę wielkiego magazynu przekonać się, co ze skarbcem.
przyprawy. Miał nadzieję, że właśnie tam znajdzie Brie. Ujrzawszy spieszącego dokądś Solo kiwnął głową.
Jace'a Paola, zapytał go, czy nie widział Korelianki. Porucznik wskazał baraki piel-
- Poleciłem Chewiemu, żeby przyleciał tu „Sokołem" - powiedział, spoglądając w grzymów. Han zawrócił i przyspieszył kroku, ale w pół drogi między magazynem a prawo i w lewo. - Kiedy wyląduje, załadujemy wszystkie skarby.
najbliższym barakiem zamarł bez ruchu.
Słońce wzeszło. Po dziedzińcu krzątali się Rebelianci. Choć każdy miał do wyko-Rebelianccy żołnierze wyprowadzili z baraku zdezorientowanych niewolników.
nania ważne zadanie, żołnierze wyglądali, jakby kręcili się bez celu.
Oszołomieni i przerażeni pielgrzymi w każdej chwili mogli wpaść w panikę. Przed nimi
- Gdzie jest Lando? - zainteresował się Han. - Jeszcze przed kilkoma minutami go stała Bria z włączonym megafonem.
tu widziałem. Czyżby poszedł do magazynu po swoją część przyprawy?
- Posłuchajcie! - zawołała. - Wszyscy kapłani nie żyją! Przylecieliśmy tu, żeby
- Chodźmy! - przynagliła go Korelianka.
zwrócić wam wolność!
Han popatrzył na magazyn. Zapewne Lando był w środku i czekał na swoją dolę.
- Zamordowali kapłanów! - krzyknął jakiś starzec i rozpłakał się.
Kiedy w końcu go zauważył, postąpił krok w tamtą stronę. Bria jednak go powstrzyma-Z tłumu niewolników dobiegły jęki i okrzyki.
ła.
- Nie! - powiedziała. - Chodźmy! Nie możemy tracić czasu!
Han zmrużył oczy.