– Czy nie należałoby pozbyć się przede wszystkim małżeństwa Barrymore? – Popełniłbyś największy błąd...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Bóg to radość, Bóg to szczęśliwość, Bóg to zdrowie, Bóg to swoboda, Bóg to przyjemność, Bóg to wygoda i wszystko, co najlepsze...
- Elfowie zrobili wiele pierścieni, lecz Sauron potajemnie zrobił Pierścień Jedyny, który miał wszystkimi innymi rządzić...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- Kramy po obu stronach ulic by³y zbudowane wszystkie wed³ug wzoru i nieomal tej samej wielkoœci, a przed ka¿dym sklepem rozpiêty by³ parasol z p³ótna ¿aglowego,...
- „Jakie to miłe, że wszystko, na co tylko mamy ochotę, możemy zanieczyścić pewnymi substancjami, takimi jak: tlen, ozon, azot, argon albo parą czy jakąś biotą...
- Grobstein Ruth, Wszystko o raku piersi FAKTY, KTÓRE POWINNAÂ ZNAå, I PYTANIA, KTÓRE MO˚ESZ ZADAå 37 • Skoro us∏ysza∏aÊ takà diagnoz´,...
- Jak stosować zawarty układA naprzód, co się dotyczy tego wszystkiego, co wyżej wspomnianą umowę ma wprowadzić w zastosowanie; umowę zawierającą, jak...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Jeśli są niewinni, byłaby to okrutna niesprawiedliwość; je-
śli są winni, stracilibyśmy wszelką sposobność dowiedzenia im tego. Nie, nie, zachowamy ich na liście podejrzanych. Oprócz nich jest w zamku, jeśli się nie mylę, stangret, a nadto na bagnistej równinie dwóch dzierżawców. W bezpośrednim sąsiedztwie mieszka nasz przyjaciel, doktor Mortimer, który, moim zdaniem, jest z gruntu uczciwy i jego żona, o której nic nie wiemy. Ponadto jest przyrodnik Stapleton i jego siostra, osoba jakoby bardzo ponętna.
Jest też pan Frankland z Lafter Hall, również osobnik nieznany, i jeszcze dwóch czy trzech sąsiadów. Tych wszystkich ludzi musisz mieć bacznie na oku.
– Zrobię, co tylko będzie w mojej mocy.
– Zabrałeś broń ze sobą?
43
– Zabrałem: sądzę, że może mi się przydać.
– Niewątpliwie. Pamiętaj, żebyś miał rewolwer pod ręką dniem i nocą, ani na chwilę nie zapomnij też o możliwych środkach ostrożności.
Nasi przyjaciele zajęli już przedział pierwszej klasy i czekali na nas na peronie.
– Nie, nie mamy żadnych nowin dla pana – rzekł doktor Mortimer w odpowiedzi na pytanie Sherlocka Holmesa. Mogę tylko zapewnić pana najuroczyściej, że przez ostatnie dwa dni nikt nas nie śledził. Ilekroć wychodziliśmy, oglądaliśmy się bacznie dokoła i szpieg nie uszedłby naszej uwagi.
– Przypuszczam, że panowie byliście nieustannie razem?
– Z wyjątkiem wczorajszego popołudnia. Za każdym pobytem w mieście poświęcam jeden dzień wyłącznie rozrywce; spędziłem go wtedy w muzeum Akademii Chirurgicznej.
– A ja poszedłem do Hyde–Parku popatrzeć na elegancki świat – rzekł Baskerville. – Ale nic nie zaszło, nie mieliśmy żadnej nadzwyczajnej przygody.
– Niemniej postąpiliście panowie bardzo nierozważnie – rzekł poważnym tonem Holmes, potrząsając głową. – Proszę pana usilnie, sir Henryku, niech pan nigdzie nie chodzi sam, jeśli nie chce się pan narazić na wielkie nieszczęście. Znalazł pan drugi but?
– Nie; przepadł na wieki.
– Doprawdy? A to ciekawe... No, do widzenia! – dodał, gdy pociąg zaczął posuwać się z wolna wzdłuż peronu. – Sir Henryku, proszę dobrze sobie zapamiętać zdanie z owej ponurej, starej legendy, którą nam doktor Mortimer przeczytał, zalecające unikanie późniejszego spaceru w pobliżu wąwozu, kiedy panuje moc złego ducha.
Wyjrzałem przez okno wagonu na peron, od którego oddalaliśmy się szybko i dostrzegłem wysoką, imponującą postać Holmesa, stojącą nieruchomo i patrzącą za nami.
Podróż minęła szybko i przyjemnie, czas schodził mi na bliższym zaznajamieniu się z towarzyszami i na zabawie z wyżłem doktora Mortimera.
W ciągu kilku godzin kolor ziemi zmienił się zupełnie, z brunatnej stała się czerwonawa, granit zastąpił glinę, a rudawe krowy pasły się na bujnych łąkach, świadczących o żyźniejszym, jakkolwiek wilgotniejszym gruncie.
Młody Baskerville z zajęciem patrzył przez okno i wydawał okrzyki zachwytu na widok znanych krajobrazów.
– Od wyjazdu z Anglii zwiedziłem kawał świata, ale, wierzaj mi, doktorze – zwrócił się do mnie – nie widziałem nigdzie nic równie pięknego.
– Nie zdarzyło mi się spotkać mieszkańca Devonshire, który by nie był rozkochany w swoim hrabstwie.
– Zależy to w równym stopniu od charakteru danego osobnika, jak i od hrabstwa – rzekł
doktor Mortimer. – Jeden rzut oka wystarczy, by dostrzec u naszego przyjaciela zaokrągloną 44
czaszkę Celta z silnie rozwiniętymi znamionami uczuciowości i przywiązania. Biedny sir Karol miał czaszkę typu bardzo rzadkiego, na wpół galickiego, na wpół irlandzkiego. Wszak pan, sir Henryku, był jeszcze bardzo młody podczas ostatniego pobytu w Baskerville Hall, prawda?
– Miałem niewiele więcej niż trzynaście lat, gdy umarł mój ojciec, a w zamku nigdy nie byłem; mieszkaliśmy bowiem w niewielkiej willi na południowym wybrzeżu Anglii. Stamtąd pojechałem prosto do przyjaciela, który mieszkał w Ameryce. Zapewniam pana, iż okolica ta jest dla mnie równie nowa jak dla doktora Watsona i ciekaw jestem niesłychanie ujrzeć ową bagnistą równinę.
– W istocie? Niedługo będzie pan czekał na spełnienie tego życzenia, bo oto już jej po-czątek – rzekł doktor Mortimer, wskazując przez okno.
Ponad zielonymi łanami pól i skrajem nisko położonego lasu wznosiło się w dali szare, melancholijne wzgórze, z dziwacznym szczytem, zarysowującym się niewyraźnie, niby senne widziadło. Baskerville siedział milcząc, z wzrokiem utkwionym w krajobraz; z jego ruchliwej twarzy wyraźnie czytałem, jak silne wrażenie wywierał na nim widok tej ziemi, gdzie przodkowie byli panami od wieków i niezatartymi śladami zaznaczyli swoje istnienie.
Siedział na wprost mnie, wtulony w kąt wagonu kolejowego, ubrany w popielaty garnitur, mówił akcentem wybitnie amerykańskim, a jednak, gdy spoglądałem na jego energiczną, wyrazistą twarz, silnie odczuwałem, że był prawym potomkiem długiego szeregu mężczyzn silnych i odważnych.