Następnego ranka Frankie zapragnęła światła dzienne i towarzystwa...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Przykładowo, poniższe wyrażenie:Dim targetNumber As Integer = CType("12", Integer)jest odpowiednikiem następującego wyrażenia:Dim...
- object mcal_fetch_current_stream_event ( int stream) Zwraca bieżącą strukturę zdarzenia ze strumienia w postaci obiektu zawierający następujące...
- jako zakładnik, wszedł do miasta i postanowił go wykraść i zbiec do Judei; następnie korzystając z tego, że Kasjusz musiał spiesznie podążać przeciwko...
- zabiegał u Kazimierza, aby po zgonie wspólnego bratanka Leszka, którego kilkuletnia choroba wróżyła bliską śmierć, jego następcą na stolicy Mazowsza...
- Następcą swym ustanowił ucznia swego Godarda; ale niemądry książę Światopełk oddał biskupstwo Wichinowi, Niemcowi, który już za życia św...
- pomóc mojemu znajomemu? Mo¿e, nie daj Bo¿e, jeszcze mu zaszkodzê?Ufam, ¿e pewn¹ pomoc¹ i zachêt¹ dla Czytelnika bêd¹ nastêpuj¹cestwierdzenia:* Wcale nie...
- Następnie Heydrich zwrócił się do mnie: Niech mi pan powie, Schellenberg, ten Josef Muller miał chyba kiedyś coś wspólnego z pana wydziałem...
- - Jakie będzie zatem twoje następne posunięcie?- Myślę, że w celu uzyskania pozostałych informacji posłużę się numerami ubezpieczeń społecznych -...
- Gdy zbliżył się do następnego ogniska, mogłem już zobaczyć, że czarna szata to mnisi habit, przewiązany białym sznurem, a raniący przywykłe do mroku...
- Szli w zupełnej ciszy, w milczeniu pokonywali zalaną martwym światłem drogę, a kiedy po forsownym marszu doszli do Hali Pisanej, zatrzymali się bez...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Gospodyni przyszła posiedzieć z nią chwilę. W rozmowie znalazły wielu wspólnych znajomych i pod koniec dnia Frankie z poczuciem winy stwierdziła, że są zaprzyjaźnione.
Pani Bassington–ffrench opowiadaÅ‚a jej o mężu i ma synku, Tommym. WyglÄ…daÅ‚o na to, że jest kobietÄ… prostolinijnÄ…, przywiÄ…zanÄ… do domu, choć, jak wydawaÅ‚o siÄ™ Frankie z jakiegoÅ› powodu nie byÅ‚a w peÅ‚ni szczęśliwa. W jej z pozoru pogodnych oczach chwilami pojawiaÅ‚ siÄ™ nieokreÅ›lony lÄ™k.
Na trzeci dzień Frankie poznała pana domu. Był to mężczyzna potężny, o obwisłych policzkach, uprzejmy, ale sprawiający wrażenie trochę nieobecnego. Większość czasu spędzał zamknięty w swoim gabinecie. Frankie doszła do wniosku, że kocha swoją żonę, chociaż prawie zupełnie nie przejmuje sprawami.
Tommy, maÅ‚y siedmiolatek, wyglÄ…daÅ‚ na dzieciaka zdrowego i psotnego. Sylvia Bassington–ffrench w sposób widoczny go uwielbiaÅ‚a.
— Jak tu miÅ‚o u paÅ„stwa — rzekÅ‚a Frankie z westchnieniem. WyciÄ…gnęła siÄ™ na leżaku w ogrodzie. — Może to z powodu tego urazu gÅ‚owy, ale wcale nie chce mi siÄ™ stÄ…d ruszać. MiaÅ‚abym ochotÄ™ wylegiwać siÄ™ tu caÅ‚ymi dniami.
— Nie mam nic przeciwko temu — odparÅ‚a Sylvia spokojnie i niespiesznie, jak to miaÅ‚a w zwyczaju. — NaprawdÄ™ proszÄ™ u nas zostać i nie spieszyć siÄ™ z powrotem do Londynu. Widzi pani — ciÄ…gnęła — to dla mnie ogromna przyjemność mieć towarzystwo. Jest pani taka inteligentna i ciekawie siÄ™ z paniÄ… rozmawia. Podnosi mnie pani na duchu.
A więc trzeba ją podnosić na duchu, przemknęło Frankie przez myśl. Poczuła wstyd.
— MyÅ›lÄ™, że staÅ‚yÅ›my siÄ™ prawdziwymi przyjaciółkami — stwierdziÅ‚a pani domu. Frankie zawstydziÅ‚a siÄ™ jeszcze bardziej. To, co robiÅ‚a, to Å›wiÅ„stwo, okropne Å›wiÅ„stwo. Musi dać temu spokój i wracać do Londynu.
Gospodyni mówiła dalej:
— Jutro wraca mój szwagier. BÄ™dzie ciekawiej. Polubi go pani, jestem pewna. Wszyscy lubiÄ… Rogera.
— Mieszka z paÅ„stwem?
— Wciąż wyjeżdża. Nie usiedzi chwili na miejscu. Mówi o sobie, że jest czarnÄ… owcÄ… w rodzinie, i chyba jest w tym trochÄ™ racji. Nie ma staÅ‚ego zajÄ™cia, prawdÄ™ mówiÄ…c, nie skalaÅ‚ siÄ™ dotÄ…d prawdziwÄ… pracÄ…. Ale niektórzy wÅ‚aÅ›nie tacy sÄ…, zwÅ‚aszcza w starych rodzinach. MajÄ… za to urok osobisty. Roger jest cudownie sympatyczny. Nie wiem, co bym bez niego poczęła wiosnÄ…, kiedy Tommy chorowaÅ‚.
— A co mu dolegaÅ‚o?
— MiaÅ‚ wypadek na huÅ›tawce. ByÅ‚a umocowana do gaÅ‚Ä™zi, Która okazaÅ‚a siÄ™ spróchniaÅ‚a i zÅ‚amaÅ‚a siÄ™. Roger siÄ™ strasznie zdenerwowaÅ‚, bo to on wÅ‚aÅ›nie byÅ‚ wtedy z Tommym, wie pani, bujaÅ‚ go tak, jak dzieciaki lubiÄ…, wysoko, wysoko. BaliÅ›my siÄ™, że to uraz krÄ™gosÅ‚upa, ale wszystko skoÅ„czyÅ‚o siÄ™ dobrze, to byÅ‚y tylko potÅ‚uczenia. Nic mu już nie jest.
— Na to wyglÄ…da — rozeÅ›miaÅ‚a siÄ™ Frankie, sÅ‚yszÄ…c z odda odgÅ‚osy zabawy i radosne okrzyki maÅ‚ego.
— Tak, jest już w Å›wietnej formie. Co za ulga. MaÅ‚y ma pecha. ZeszÅ‚ej zimy omal nie utonÄ…Å‚.
— Co pani powie! — Frankie zastanowiÅ‚a siÄ™. Nie myÅ›laÅ‚a już o wyjeździe. Poczucie winy gdzieÅ› siÄ™ rozpÅ‚ynęło.
Wypadki! Czyżby Roger Bassington–ffrench byÅ‚ w tej dziedzinie specjalistÄ…?
— Jeżeli rzeczywiÅ›cie jest pani pewna, że nie bÄ™dÄ™ sprawiaÅ‚a kÅ‚opotu, z przyjemnoÅ›ciÄ… jeszcze bym zostaÅ‚a. Ale czy mąż pani nie bÄ™dzie miaÅ‚ tego za zÅ‚e? — dodaÅ‚a.
— Henry? — pani Bassington–ffrench wydęła wargi. — nie. Henry nigdy niczego nie ma za zÅ‚e. Ostatnio maÅ‚o co go w ogóle obchodzi.
Frankie spojrzała na nią z zainteresowaniem. Szkoda, że lepiej nie znamy, bo może powiedziałaby coś więcej, pomyśl Wydaje się, że w tym domu dzieją się różne dziwne rzeczy.
Zasiedli do podwieczorku. Frankie przyglądała się wnikliwie gospodarzowi. Było w nim coś dziwnego. Na pozór zwyczajny, jowialny, lubiący sporty ziemianin. Ale taki typ nie powinien wiercić się przy stole, z nerwami napiętymi jak postronki, widać na pierwszy rzut oka. Nie powinien chwilami to uciekać myślą tak, że nie sposób z nim nawiązać kontaktu, to znowu docinać złośliwie i sarkastycznie towarzystwu przy stole, było to normalne zachowanie. Za to wieczorem przy kolacji kazał się z zupełnie innej strony: żartował, śmiał się, opowiadał anegdoty, był, jak na niego, wprost błyskotliwy. Zbyt błyskotliwy, pomyślała Frankie. Znów jest nienaturalny. Ma dziwne oczy, budzą lęk.
Jednak to nie Henry Bassington–ffrench jest podejrzany, jego brat, a nie on, byÅ‚ fatalnego dnia w Marchbolt.
Spotkania z Rogerem Frankie oczekiwała z niecierpliwe i zainteresowaniem. Według jej i Bobby’ego koncepcji to on mordercą. Miała się spotkać z zabójcą twarzą w twarz. Ode
lekkie zaniepokojenie. A jeśli on nabierze podejrzeń? A jeśli jakoś powiąże jej obecność tutaj ze zbrodnią w Marchbolt? Nie, to niemożliwe, strach ma wielkie oczy.
Roger Bassington–ffrench przybyÅ‚ nastÄ™pnego dnia. Frankie poznaÅ‚a go dopiero przy podwieczorku. Do tego czasu odpoczywaÅ‚.
Kiedy pojawił się w ogrodzie, gdzie nakryto do herbaty, Sylvia przedstawiła ich z uśmiechem:
— Mój szwagier, a to nasza inwalidka, lady Frances Derwent.
Frankie ujrzała wysokiego, szczupłego mężczyznę po trzydziestce, o miłym spojrzeniu. Chociaż pojęła, co Bobby miał na myśli mówiąc, że jego oblicze prosiło się o monokl i wąsy, większe wrażenie uczynił na niej intensywny błękit jego oczu. Przywitali się.
— SÅ‚yszaÅ‚em, że usiÅ‚owaÅ‚a pani zdemolować nam ogrodzenie.
— MuszÄ™ przyznać, że jestem najgorszym kierowcÄ… na Å›wiecie. A tym razem prowadziÅ‚am jakiegoÅ› okropnego grata. Mój wÅ‚asny wóz oddaÅ‚am wÅ‚aÅ›nie do przeglÄ…du, wiÄ™c musiaÅ‚am coÅ› kupić.
— ZostaÅ‚a wyratowana przez przystojnego mÅ‚odego doktora — dodaÅ‚a Sylvia.
— ByÅ‚ bardzo miÅ‚y — zgodziÅ‚a siÄ™ Frankie.
W tym momencie pojawił się Tommy i z okrzykami radości rzucił się wujowi na szyję.
— Czy przywiozÅ‚eÅ› mi kolejkÄ™ od Homby’ego? ObiecaÅ‚eÅ›! ObiecaÅ‚eÅ›!
— Och, Tommy, to nieÅ‚adnie tak siÄ™ dopraszać! — upomniaÅ‚a CaÅ‚ego Sylvia.
— Daj spokój, Sylvio. NaprawdÄ™ mu obiecaÅ‚em. Mam dla ciebie kolejkÄ™, stary. — SpojrzaÅ‚ przelotnie na bratowÄ…. — Henry nie Przyjdzie na herbatÄ™?