Na znak wdzięczności Mara pomachała artylerzystom...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- JOWISZ W ZNAKU RAKAZnaczenie oraz pełny wpływ Jowisza w znaku Raka, daje się zauważyć dopiero w środku życia, ponieważ pozycja taka, gdy chodzi o znak Raka,...
- Król Azis milczał bardzo długo, tylko drgania nagłe biegły przez jego twarz na znak, że bije serce królewskie i że się lęka...
- którym nabarziey iasnowidzący nic by nie dopatrzył ani nie pochwycił nie znaiąc iego żeny, taką miał w sobie przystoyność, wdzięczną postawę y...
- W końcu z wdzięcznością usiadła na podsuniętym krześle i weszła w rolę bezradnej wdowy...
- Tomas dał znak Galainowi, aby ten poszedł za nim...
- dobry znak, że wreszcie wystartowali...
- - Powinieneś być głęboko wdzięczny, George, za tę szczyptę realizmu...
- spodziewanymi strzałami artylerzystów atakowanej fregaty...
- - ‶Co robisz, gdy w samochodzie pęknie ci szyba? - zanuciła pod nosem, leżąc na warstwie sosnowych igieł...
- shaking); hence, a yoke (as essentially a bent pole):--bar,be moved, staff, yoke...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Byli tak dobrze zamaskowani na dachu pobliskiego wieżowca, że nie zauważyła ich, dopóki nie posłużyła się Mocą. Luke przywołał X-skrzydłowiec do brzegu i wyciągnął donośnie ćwierkającego R2-D2 z gniazda astrome-chanicznego robota. Jeżeli nie liczyć osmalonej powierzchni, automat nie sprawiał wrażenia uszkodzonego. Serie protestujących pisków stanowiły najlepszy dowód, że ani ogień, ani woda nie wyrządziły żadnej szkody jego podzespołom.
Nagle nad głowami obojga Skywalkerów nastąpiła ogromna eksplozja. Wybuch zaćmił na kilka chwil nawet blask słońca i ozdobił niebo długimi jęzorami białego ognia. Luke i Mara unieśli głowy i czekali, aż malejąca intensywność blasku pozwoli im dostrzec opadające na powierzchnię planety wirujące w locie szczątki gwiezdnego okrętu. Nie potrafiliby powiedzieć, czy to liniowiec Yuuzhan Vongów, czy Nowej Republiki. Czując coraz większe przygnębienie, Mara ujęła męża pod rękę i oparła się na jego ramieniu.
- Luke, jak z tego wybrniemy? - zapytała. Zanim się katapultowali, zauważyli, że wszystkie szlaki powietrzne Coruscant są albo nieprawdopodobnie zatłoczone, albo zablokowane ruinami zniszczonych wieżowców. Nawet gdyby zdołali dotrzeć do kosmoportu, nie znaleźliby żadnego statku, którym dałoby się wznieść się w przestworza. - Będziemy mieli szczęście, jeżeli w ogóle wystartujemy, a co dopiero marzyć o ratowaniu Bena.
Luke objÄ…Å‚ jÄ… ramieniem.
- Zaufaj Mocy, Maro - powiedział.
- Na nic więcej cię nie stać? - zapytała z goryczą. - Czy wiara w Moc ocaliła od śmierci Anakina?
- Może Anakin oddał życie, aby nas ocalić - odparł łagodnie Skywalker. Uklęknął przed R2-D2 i rękawem kombinezonu przetarł kratkę osłaniającą mikrofon. - Nie jesteśmy sami, Maro - ciągnął po chwili. -Jeżeli Artoo połączy nas z kanałem wojskowym, może ktoś nam pomoże.
- Może... - Mara odwróciła głowę i pohamowała wzbierające w jej sercu ciemne emocje. Nie chciała winić Hana ani Leii za niebezpieczeństwa, na jakie narazili jej syna, ale nie mogła oprzeć się wrażeniu, że jednak zawinili. - Pospiesz się, Skywalkerze - powiedziała.
- Już mam - odezwał się Luke. - Artoo... Zachwycony robot radośnie zaświergotał.
- Jesteś pewien? - Luke zaczął suszyć kratkę mikrofonu robota. -Naprawdę udało ci się odnaleźć Leię?
- Zapewniam was, że to jeszcze nie koniec - zaczęła Leia swoje przemówienie, z pewnością ostatnie w historii Coruscant przed opanowaniem planety przez najeźdźców. - Przed dwoma laty na naszą galaktykę napadli Yuuzhan Vongowie. Gdyby przybyli w pokojowych zamiarach, powitalibyśmy ich z radością. Oni jednak nie pojawili się jako przyjaciele ani partnerzy, ale jako złodzieje i najeźdźcy. Zobaczyli miłującą pokój galaktykę i uznali siłę naszych przekonań za słabość oręża, a mądrość zawieranych kompromisów za bojaźliwość tchórzy. Niesprowokowani, zaatakowali bez litości. Wymordowali miliardy naszych obywateli, podbili wiele światów i złożyli w krwawej ofierze miliony istot, żeby zaspokoić żądzę krwi wyimaginowanych bogów. Sądzili, że łatwo nas pokonają, gdyż przypuszczali, że poddamy się bez walki.
Przeliczyli się w rachubach. Podjęliśmy walkę w przestworzach Dubrilliona i Ithora, Czarnego Bantha i Korelii. Walczyliśmy cały czas, kiedy najeźdźcy parli od Odległych Rubieży do samego Jądra galaktyki. Straciliśmy wielu dobrych przyjaciół i najbliższych członków rodzin, a wśród nich mojego syna Anakina i wiernego druha mojego męża, Chew-baccę. Teraz zaś przyszło nam toczyć walkę w przestworzach Coruscant. Wciąż jeszcze ją prowadzimy.
Już niedługo nieprzyjaciele wylądują na dachach naszych wieżowców, wedrą się do naszych mieszkań i zapuszczana najniższe piętra podziemi naszej metropolii. Tym, którzy zdołają się ewakuować, i wszystkim innym, którzy zostaną, mam do przekazania te same słowa, które wysłałabym swoim bliźniętom, walczącym w tej chwili głęboko na tyłach wrogów: bijcie się dalej.