- Powinieneś być głęboko wdzięczny, George, za tę szczyptę realizmu...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- liacji, ponieważ próbowały realizować oba te cele Załóżmy na początek, że oba efekty powstają dzię- dzięki skoncentrowaniu się na odczuciach...
- - Szczęście osiąga w procesie nieustannie realizowanej pełni życia i niezależne jest od celu, jaki pozwoli zrealizować los; a tam gdzie życie pełne, na miarę...
- Być ojcem więc, to może także stawiać wymagania, podprowadzać pod zadania coraz trudniejsze, ale jednocześnie umożliwiać ich realizację przez stałą...
- Uzasadnienie niezbêdnoœci realizacji zasady wodzostwa dla rozwoju ca³ej ludzkoœci zaczyna Hitler od kwestii niepolitycz-52 Rozdzia³ Vnych, mianowicie od...
- ba, wybrał także tego syna Izaaka i Rebeki, by przez niego realizować swoje obietnice (Rdz 28,3-4...
- Realizator w wozie transmisyjnym nie stracił zimnej krwi i nie pozwolił, aby taniec ognistego robaka wyszedł z kadru dłużej niż na sekundę...
- MERKURY W ZNAKU LWAOsoby urodzone z taką konstelacją są skłonne do wielkich ideałów i podniecenia się im i ich realizacji, jak też do nieprzeciętnych w życiu...
- ka³ w sposób logiczny z form kontaktu i realizacji, które okaza³y siê bardzozbli¿one w wydaniu portugalskim i holenderskim...
- swoj¹ sytuacjê finansow¹ zagwarantuj¹ realizacjê zobowi¹zañ wynikaj¹cychz zabezpieczenia kwoty d³ugu celnego...
- Najgorsze ze wszystkiego jest oczywiście "ja", które jest prawie wszechobecne i prawie nieoporne, choć poprzez swe głębokie zakorzenienie nie do końca...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Właśnie tego wam, akademikom, na co dzień brakuje. A co sądzisz o Giacomo? Włoski odpowiednik angielskiego komandosa?
- Gdzieś go straszliwie pobito, albo torturowano. Może jedno i drugie. Niewątpliwie materiał na komandosa. Ale nie Włoch. Czarnogórzec.
- Czarnogórzec?!
- Tak. Wyobraź sobie, przyjacielu, istnieje coś takiego jak Czarnogóra. - Czasami George popisywał się wyszukanym sarkazmem; miał ten nieszczęsny dar cyzelowany i doskonalony przez długie lata spędzone w murach akademii. - To taka kraina w naszej ojczystej Jugosławii - objaśnił.
- A ta czupryna blond i nieskazitelny włoski?
- Blondyni zdarzają się i w Czarnogórze, a choć włoskim włada świetnie, to lekki akcent mnie nie zmyli.
Petersen ani przez moment w to nie wątpił. Doskonałe ucho George'a do języków, dialektów, akcentów i ich niuansów słynęło w kręgach filologicznych daleko za Bałkanami.
Jedzenie okazało się być więcej niż znośne, a sama knajpka wyglądała całkiem nie najgorzej. Carlosa nie tylko tam znano, jak sam się wyraził, lecz wręcz odnoszono się do niego z rewerencją. Lorraine odzywała się z rzadka i wyłącznie do Carlosa, przy którym siedziała. Ona też, jak się zdawało, urodziła się w Peskarze. Oczywiście ani Alex, ani Sarina z Michaelem nie włączyli się do rozmowy, ale to nie miało znaczenia. Carlos i Petersen prowadzili gładką, swobodną konwersację, lecz i to było mało ważne, bowiem gdy George i Giacomo rozwijali skrzydła, nader często jednocześnie, każda ewentualna luka w rozmowie stawała się czystą niedorzecznością. Obydwaj mówili dużo i o niczym.
W drodze powrotnej na statek musieli znosić nie tylko silniejszy wiatr, ale i mokry śnieg. Carlos, który w gruncie rzeczy pił niewiele, nie trzymał się na nogach tak pewnie, jak mu się zdawało, a może raczej jak życzyłby sobie, by zdawało się innym. Po drugim potknięciu szedł już pod ramię z Lorraine; kto kogo wziął pod rękę, pozostało wyłącznie w sferze domysłów. Kiedy dotarli do trapu, "Colombo" wyraźnie kołysał się na cumach; wysoka fala w porcie zapowiadała fatalne warunki na otwartym morzu.
Ku zaskoczeniu Petersena i jego źle skrywanej irytacji, wręcz złości nawet, wewnątrz kutra czekało na nich pięciu nieznanych facetów. Ich szef, któremu Carlos okazywał niebywały wprost szacunek, miał na imię Alessandro i był wysokim, szczupłym, siwym mężczyzną o haczykowatym nosie, bladych wargach i brwiach w stanie szczątkowym. Trzej z pozostałych czterech mężczyzn - wszyscy o połowę od niego młodsi - zostali przedstawieni jako Franco, Cola i Sepp, co zapewne stanowiło zdrobnienia od Francesco, Nicholas i Giuseppe. Czwarty nazywał się Guido. Podobnie jak ich szef mieli na sobie bliżej nie określone cywilne ubrania i jak on sprawiali wrażenie, że lepiej czuliby się w mundurach. Twarze wszystkich nosiły ten sam zimny, twardy i martwy wyraz. Petersen rzucił George'owi krótkie spojrzenie, odwrócił się i wyszedł z kabiny; nieodłączni towarzysze tuż za nim. Ledwie zaczęli rozmawiać, kiedy w przejściu pojawił się Carlos; szedł w ich stronę.
- Jest pan zdenerwowany, majorze Petersen? - zwrócił się do niego oficjalnie. Niepokój w jego głosie był ledwo zauważalny, ale był.
- Jestem głęboko niezadowolony. To, co mówiłem Michaelowi, to prawda, nigdy nie kwestionować decyzji kapitana. Ale tu mamy zupełnie inną sprawę. Rozumiem, że ci faceci też płyną do Ploće.
Carlos skinął głową.
- A gdzie będą spać?
- Mamy takie pomieszczenie dla pięciu osób na dziobie. Nie sądziłem, że warto wspominać o tych ludziach, majorze...