Na podłodze obok jej nóg coś leżało...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Anielskie hufce Giotta z małego, błękitnego sklepienia kościółka w Padwie, a obok nich Hamlet kroczący z uwieńczoną Ofelią, piękne symbole wszelkiego smutku...
- Minąłem pokój znajdujący się obok i poczułem na sobie wzrok pedantycznej Gülizar, nerwowej Gülendam i Gülcihan, która właśnie wróciła, położywszy do...
- Odwrci si tyem do wiata reflektora i osaniajc oczy przed blaskiem bijcym mu spod ng, sprbowa zajrze w krysztaow gbin jak przez ld, ktry skuwa jezioro...
- Tuż obok błysnęło i na plaży niespodziewanie pojawił się mężczyzna ubrany w prostą, czarną bluzę i spodnie...
- runki autorów, ich imiona (obok nazwisk – pseudonimy, kryptonimy, allonimy itp...
- Maria była ciekawa, jaki związek ma krew, która wyciekała spomiędzy jej nóg, z byciem panną, lecz matka nie umiała jej tego wyjaśnić...
- - Dużym błędem jest - zauważył spokojnie dziadek Borejko, wpatrując się z zachwytem w dwa krzepkie ciałka wnuków, tarzających się po podłodze jak małe...
- Poniżej, ledwie widoczne poprzez gęstwinę krzyżujących się promieni, leżało szare morze i otoczone koronką pian skały...
- ELEKTRIM,20040310,6
- Równocześnie kocha ono rodzica-rywala spostrzegając go jako osobę wszechpotężną i wszech-wiedzącą, a więc również o skrytych pragnieniach dziecka...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Sięgnęła ręką i zebrała gęstą, rudą zasłonę swych obciętych włosów. Stało się to tak szybko, że właściwie nie zdążyła sobie zdać sprawy, co się dzieje.
- Tak mi przykro, Catriano - znów szepnęła Alais. W jej j głosie brzmiał szczery żal. Catriana potrząsnęła głową.
- To nic... to mniej niż nic - rzekła. Trudno jej było mówić. - To tylko marność. Jakie to ma znaczenie? - Chyba płakała, Strasznie ją bolały żebra. Sięgnęła ręką do resztek swych włosów, a potem obróciła się nieco w bok, kuląc się za ladą na podłodze sklepu, i ze znużeniem oparła głowę na ramieniu Alais. Ta objęła ramionami szlochającą dziewczynę i mocno ją przytuliła.
Po drugiej stronie lady stara kobieta nuciła coś niemelodyjnie do siebie. Składała i sortowała materiały o wielu kolorach i równie wielu fakturach, pracując przy nikłym popołudniowym świetle przesączającym się na ulice w dzielnicy, gdzie nachylone ku sobie domy prawie całkowicie zasłaniały słońce,
* * *
Baerd leżał w półmroku na brzegu rzeki, wspominając, jak wielki panował tu chłód za ostatniej jego bytności, kiedy w zimowym zmierzchu czekał z Devinem na mającą przypłynać wpław Catrianę.
Zgubił pościg już kilka godzin temu. Bardzo dobrze znał Tregeę. Mieszkał tu z Alessanem po ich powrocie z Quilei z przerwami ponad rok, słusznie uznając tę dziką, górzystą prowincję za dobre miejsce do wykrycia i podsycania wszelkich powoli tlących się płomieni buntu.
Szukali głównie jednego człowieka, którego nie udało im się znaleźć, dowódcy oblężonego Borifortu. Odkryli jednak innych, rozmawiali z nimi i przekonali ich do swej sprawy. W ciągu minionych lat często tu wracali, do samego miasta i do gór jego distrady, odnajdując w surowym, prostym życiu tej prowincji siłę oraz wyraźne poczucie kierunku, co pomagało im przemierzać straszliwie kręte ścieżki ich życia.
Znał labirynt uliczek miasta nieskończenie lepiej od skoszarowanych tu Barbadiorczyków. Wiedział, na które domy można się szybko wdrapać, które dachy są ze sobą połączone, a których należy unikać jako niebezpiecznych ślepych uliczek. W życiu, które prowadzili, taka wiedza była bardzo ważna.
Wydostał się z placu od jego południowej strony, pobiegł na wschód, a potem wspiął się na dach ich starej gospody “Pod Laską Pasterza”, wybijając się do skoku z przylegającego do jej ściany ukośnego daszku nad stertą drewna. Pamiętał, że to samo zrobił przed laty, kiedy uciekał przed nocną strażą po zmroku. Skulił się i szybko przebiegł dwa dachy, a potem przeczołgał się na drugą stronę ulicy po jednym z owych chwiejnych, krytych mostków łączących stojące naprzeciwko siebie domy.
Coraz dalej za sobą słyszał odgłosy pościgu zatrzymywanego przez pozornie przypadkowe przeszkody. Domyślał się, jakie one mogły być: wózek mleczarza z obluzowanym kołem, szybko zebrany tłumek obserwujący uliczną bijatykę, rozbita przy wtaczaniu do zajazdu beczka wina. Znał Tregeę, co oznaczało też znajomość ducha jej mieszkańców.
W krótkim czasie znalazł się daleko od placu targowego, pokonawszy całą odległość po dachach, przemykając lekko niby cień. Mógłby się może nawet i cieszyć tym pościgiem, gdyby nie bał się tak bardzo o Catrianę. Na wyżej położonych, południowych krańcach Tregei domy były wyższe, a ulice szersze. Pamięć go jednak nie zawiodła: wiedział, gdzie skręcić, żeby cały czas wchodzić wyżej, aż dotarł do domu, którego szukał, i wskoczył na jego dach.
Został na nim kilka minut, nasłuchując oznak alarmu z leżącej poniżej ulicy. Słyszał jedynie odgłosy zwykłego popołudniowego ruchu, wyjął więc ze starej kryjówki pod jedynym nadpalonym gontem klucz, otworzył płaską klapę w dachu i bezszelestnie ześliznął się na strych Tremazzo.
Opuścił za sobą klapę i zaczekał, aż oczy przyzwyczają mu się do ciemności. Wyraźnie słyszał głosy dobiegające z leżącej poniżej apteki i szybko wychwycił spośród nich charakterystyczny bas Tremazzo. Upłynęło już dużo czasu, ale pewne rzeczy nigdy się chyba nie zmieniały. Wokół siebie czuł woń mydła i perfum oraz cierpkie lub słodkie zapachy rozmaitych leków. Kiedy mógł już cokolwiek dojrzeć w mroku, znalazł sfatygowane krzesło, które Tremazzo zawsze tu dla nich zostawiał, i usiadł na nim. Już sama ta czynność przywołała wspomnienia sprzed lat. Niektóre rzeczy się nie zmieniły.
W końcu głosy ucichły. Nasłuchując uważnie, Baerd słyszał już tylko charakterystyczny, ciężki krok jednej osoby. Pochylił się i poskrobał w podłogę, tak jak mógłby skrobać szczur na strychu. Szczur, który potrafił skrobnąć trzy razy szybko, a potem jeszcze raz. Trzy razy dla Triady jako całości i jeszcze raz dla samego boga. Tregeę i Tiganę łączyły pradawne więzy z Adaonem i ustalając swój sygnał, postanowili to podkreślić.
Usłyszał, jak kroki pod nim się zatrzymują, a po chwili podejmują miarowy rytm, jakby nic się nie stało. Baerd odchylił się spokojnie na oparcie krzesła.