- Musiała komuś powiedzieć, dokąd się wybiera...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziaÅ‚a Morgiana i jej dÅ‚oÅ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiÅ‚...
- — Siadaj, chÅ‚opaku — powiedziaÅ‚ dowódca...
- – Zgadzam siÄ™ – powiedziaÅ‚a nie ociÄ…gajÄ…c siÄ™ Colette...
- — Tego kuÅ›nierza mogÅ‚abyÅ› lepiej pamiÄ™tać, skoro zetknęłaÅ› siÄ™ z nim osobiÅ›cie — powiedziaÅ‚am z niezadowoleniem i naganÄ…...
- — Chce pan powiedzieć, że rurÄ™ zaÅ‚ożono, kiedy nie byÅ‚o jeszcze krateru ani tego wÄ…wozu? — spytaÅ‚em...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedziaÅ‚ Ulath...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparÅ‚, nie potrafiÄ…c ukryć pobrzmiewajÄ…cej w jego gÅ‚osie konsternacji...
- – PowinniÅ›my siÄ™ stÄ…d wynosić, nim orki zacznÄ… przetrzÄ…sać te ruiny – powiedziaÅ‚a Isaan...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nigdy czegoś takiego nie robi. Zabrała ze sobą służbę, jakieś bagaże, strażniczki?
- Wzięła tylko konia.
- Tylko konia? Nic więcej?
- Przesłuchałyśmy wszystkich domowników. Wzięła tylko wierzchowca. Nie zabrała nawet konia jucznego.
- Dlaczego nikt nie widział, jak odjeżdża? Co z was za strażniczki?
- Widzisz, Lyro - odezwała się któraś - ona zna godziny zmiany warty, a zresztą nikt nie śmiałby jej pytać, co robi we własnym domu.
Lyra zamilkła. Odsunęła się od trapu, schodząc z drogi zaciekawionym marynarzom, którzy zaczynali już wyładowywać ich bagaże. Obserwującej ją Raederle przypomniała się spokojna, piękna twarz morgoli wjeżdżającej na górę do uniwersytetu, spojrzenie jej złotych oczu, przesuwające się po twarzach zebranych wokół Mistrzów. Przyszło jej do głowy pewne pytanie; Lyra, jakby czytając w jej myślach, ściągnęła brwi i zadała je pierwsza:
- Czy spotkała się z Morgonem z Hed? Feya skinęła głową.
- Wślizgnął się do dworu tak niepostrzeżenie, że prócz morgoli nikt go nie widział; tak samo niepostrzeżenie odszedł, ale... po jego odejściu prysnął spokój Herun.
- Czy morgola zostawiła jakieś instrukcje? - spytała beznamiętnym tonem Lyra. Tristan usiadła ciężko przy trapie i ukryła twarz w dłoniach. Feya ponownie kiwnęła głową i przełknęła z trudem ślinę.
- Kazała strzec granic północnej i zachodniej, i nie wpuszczać do Herun harfisty Najwyższego. Nikomu nie wolno udzielić mu schronienia ani jakiejkolwiek pomocy; każdy, kto zobaczy go w Herun, ma o tym natychmiast donieść strażniczkom albo samej morgoli. Podała nam powód. Rozesłała gońców, żeby zapoznali z jej wolą wszystkich mieszkańców Herun. A potem opuściła Miasto Korony.
Lyra oderwała wzrok od jej twarzy i spojrzała ponad dachami skupiska szarych, obdrapanych magazynów na graniczne wzgórza, okryte kobiercem świeżej, jasnej zieleni i pławiące się w promieniach późnowiosennego słońca.
- Deth - szepnęła. Trika odchrząknęła.
- Pomyślałyśmy sobie, że pojechała go szukać. Lyro, nie rozumiem... żadna z nas nie rozumie, jak on mógł dopuścić się tego strasznego czynu, o który oskarża go Naznaczony Gwiazdkami; jak mógł okłamywać morgolę. To się w głowie nie mieści. Jak mógł... jak mógł nie kochać morgoli?
- Nie wiadomo, czy jej nie kochał - powiedziała powoli Lyra. Przechwyciła spojrzenie Raederle i dodała: - Morgola osądziła go tak jak Danan, jak Har: nie wysłuchawszy go uprzednio, odmawiając mu prawa do obrony, które przysługuje przecież każdemu szaraczkowi z bagiennych miasteczek Herun.
- Ja też nie rozumiem jego postępowania - odezwała się Raederle. - Ale w rozmowie ze mną przyznał się do winy. I nie bronił się. Nie miał nic na swoje usprawiedliwienie.
- Nie pojmuję - powiedziała Lyra - dlaczego nikt, nawet Morgon, nie pomyślał o tym, że Deth, podobnie jak czarodzieje, mógł się znajdować w mocy Ghisteslwchlohma, i ten zmusił go, by, zamiast do Najwyższego, przyprowadził Morgona do niego.
- Lyro, Ghisteslwchlohm jest... - Raederle urwała. Odniosła wrażenie, że chociaż stoją od siebie na wyciągnięcie ręki, to dzieli je ogromna odległość. Wyczuła wyczekiwanie strażniczek, podjęła więc z rezygnacją: - Sugerujesz, że Założyciel jest potężniejszy od Najwyższego, że wbrew woli Najwyższego zmusił jego harfistę do sprzeniewierzenia się swemu panu. A jeśli znam Detha, to nikt, może nawet sam Najwyższy, nie jest w stanie go zmusić do zrobienia czegoś, czego on zrobić nie chce.
- A więc i ty uważasz go za winnego - mruknęła Lyra.
- On sam siebie obwinia! Myślisz, że łatwo mi w to uwierzyć? Okłamywał wszystkich, zdradził Naznaczonego Gwiazdkami, morgolę i Najwyższego. A tamtej nocy na bezdrożach, widząc, że trzęsę się z zimna, oddał mi swoją opończę. Tyle tylko wiem. - Spojrzała bezradnie w ciemne, zamyślone oczy Lyry. - Spytaj go. Nie spoczniesz, póki tego nie zrobisz, prawda? Znajdź go i spytaj. Wiesz, gdzie jest: na bezdrożach i zmierza do Lungold. I wiesz, że również Morgon tam się kieruje.
Na twarzy Lyry odmalowała się niepewność. Nie odzywając się, usiadła obok Tristan przy trapie.
Milczenie, jakie zapadło, przerwała po chwili Goh.
- Morgola nie zostawiła rozkazów zobowiązujących nas do pozostania w Herun. Na bezdroża lepiej nie zapuszczać się w pojedynkę.
- A co będzie, jeśli ona, prowadząc poszukiwania poza granicami Herun, spotka go samego... - Lyra zrobiła głęboki wdech, tak jakby szykowała się do wydania jakiegoś rozkazu, ale zaraz zacisnęła usta.