- Moglibyście, Procie, zrobić to nawet i teraz, choćby po to, żeby własne sumienie uspokoić...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- że jest tam taki, prawda? To wcale nie jest żaden z tych kościołów, nie są to nawet wspólne ruchy ludzi, to jest bardzo ważne, drodzy bracia, bardzo ważne...
- Po drugie: gdyby nawet państwa zachodniej Europy naprawdę robiły to samo, co kolejne rządy Polski (a nie robią, o czym za chwilę), to są to państwa bogate i jeśli...
- «Dlaczego wiÄ™c oÅ›miela siÄ™ podejść do kapÅ‚ana za pierwszym razem, kiedy jest caÅ‚kiem nieczysty, a za drugim razem – zbliżyć siÄ™ nawet do...
- Pod ziemią mieliśmy nawet drogowskazy, dzięki czemu obcy wiedzieli gdzie się znajdują, chociaż zapewnianie przybyszom [kadrze i partyzantom] przewodnika było...
- Pani Hunter regularnie co miesi¹c wystawia³a czeki za swój pobyt w klinice; bez mrugniêcia w³asnorêcznie wpisywa³a odpowiednie sumy, mimo ¿e czasami nawet...
- — Wyczuwacie takÄ… ingerencjÄ™ nawet teraz? — Åšnieżynka dotknęła swego Klejnotu...
- szczęśliwy i bezpieczny – stwierdza, że jest zadowolony, a nawet bardzo zadowolony ( Jak dobrze)...
- tetem, szeroką wiedzą i dobrymi po-byłby w stanie rozstrzygnąć dylema-i nawet jeśli czuje jego spadek, to sa-mysłami na rejsy, to nie odniesie...
- Mahskevic nie podniósł nawet wzroku znad swych korzennych roślin, choć przerwał wyrywanie chwastów na dość długo, by zastanowić się nad tą propozycją...
- A jak się to wszystko składało na uwiecznienie monopolu jednej klasy i zdławienie w zarodku każdej innej! Tak silnie wierzono w powagę rodu, że nawet synowie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Zostawię was tu, pójdę do Anity. Jedno wasze słowo i wyjdę.
- To ja wiem, ale co będzie, jeżeli... - Prot zawiesił głos i nie dokończył swojego pytania.
- Jedno szkiełko znalezione przy waszym domu niczego jeszcze nie dowodzi, Procie.
- Wiem, ale ta skrzynia podejrzanie ciężka mi się wydaje.
- Sami musicie zdecydować.
- I to wiem także.
- Więc decydujcie.
- Już od roku to podejrzenie za mną chodzi, ta myśl natrętna, że, nóż widelec, Małgorzata nie po mojej myśli postąpiła... Czasy takie były, mogła uważać, że lepiej niech to u niej będzie, niż wróg ma sponiewierać. A zmarła w ostatnim roku wojny!
Znowu Prot milczał pogrążony w głębokiej zadumie, której nie chciałem mu przerywać. Podniósł wreszcie głowę, spojrzał na mnie siwymi oczyma.
- No, to wyjdź stąd, Janie Sebastianie, sam chcę zostać...
Wyszedłem ze ściśniętym sercem. Trudno mi było zostawić Prota samego, ciężar jego troski czułem niemal na swoich barkach. Przysiadłem obok drzwi, na schodach prowadzących na stryszek. Słyszałem stąd brzęk kluczy, a potem skrzypienie zawiasów. Chociaż niejedno w życiu dane mi było przejść, czułem, że ogarnia mnie wzruszenie. Za tymi drzwiami Prot, mój stary przyjaciel, po wielu latach trzyma w drżących rękach ślubną suknię swojej żony. Być może kładzie ją na krześle, aby wyjąć ze skrzyni małe pantofelki, stroik na głowę. A potem wiano Elżbiety, czy Babetki raczej, obrusy haftowane Małgorzaty rękoma, bieliznę rozszywaną koronkami, które Małgorzata sama robiła. Procie? Jak tego dokonałeś, że przez tyle lat miłość żyje w tobie taka sama jak kiedyś, a może i większa, chociaż dziś kochać możesz jedynie wspomnienia? A może właśnie ich suma jest najważniejsza? Całe życie składa się na nie i sztuka je tak przeżyć, takim być, tak kochać, żeby później niczego nie żałować. Spojrzeć wstecz na to, co ma się już poza sobą, i widzieć samo dobro.
- Dlaczego pan tu siedzi? - głos Babetki wytrącił mnie z zamyślenia.
- Usiądź i ty - zaproponowałem.
- Nie mogą. Obiecałam Anicie, że jej pomogę zrobić twaróg. Lecę. Tomek na mnie czeka w kuchni.
- Ach, tak... - powiedziałem z malusieńką ironią.
- Ach, tak! - powtórzyła tym samym tonem i roześmiała się.
Z mojego pokoju dobiegł odgłos kroków Prota.
- Kto tam jest? - zdziwiła się Babetka.
- Twój dziadek.
- Sam? - położyła rękę na klamce.
- Nie wchodź! - powstrzymałem ją w porę.
- Dlaczego? Co dziadek tam robi?
- Mniejsza z tym. Chce być sam. Patrzyła na mnie badawczo.
- Pan, zdaje się, już wie, jakie tajemnice kryje leśniczówka... - powiedziała wolno.
- Chyba wiem, Babetko.
- A więc, może trzeba, żeby pan wiedział wszystko. Ja na pewno nie pogardzę wianem mojej mamy i uratuję, co się tylko da uratować...
- To pięknie, Babetko! Drzwi mojego pokoju uchyliły się i Prot wysunął głowę.
- Możesz wejść, Janie Sebastianie... ach, ty też tu jesteś, Babetko? Wejdźcie oboje, dobrze się stało.
Stanęliśmy w progu niepewnie. Spojrzałem na skrzynię, była zamknięta, ale obydwie kłódki leżały na stole. W powietrzu czułem wyraźnie specyficzny zapach od lat nie wietrzonego materiału.
- Dziadku... - szepnęła Babetka. - Dlaczego? Przecież miałeś z tym czekać na mnie...
- Stało się inaczej, niż miało się stać, moje dziecko.
- Ale dlaczego?
- Siadajcie!
Usiedliśmy oboje na moim łóżku, Prot przysunął sobie krzesło, jak mógł najbliżej Babetki. Dopiero wtedy dał jej do rąk pożółkłą kopertę.
- Otwórz, jest zaklejona - powiedział. Babetka głośno odczytała napis:
- „Do wnuczki najstarszej".
- Kto to pisał, dziadku?
- Któż mógł pisać, Babetko? - odpowiedział Prot pytaniem na pytanie.