Małgorzata roześmiała się...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- ““Zabij go, Tanneguy!”“ A teraz - de Giac roześmiał się konwulsyjnie - teraz ten człowiek, pod którego władzą było tyle prowincji, że można by nimi...
- Roześmiała się swobodnie i wesoło odpowiedziała: – Tę troskę możesz odrzucić...
- Małgorzata odwiesiła słuchawkę i jednocześnie w sąsiednim pokoju rozległo się drewniane kuśtykanie i coś zaczęło dobijać się do drzwi...
- Josua roześmiał się i nachylił do Isgrimnura...
- - Nawet z tobą, Małgorzato...
- teresowała tylko matka, która wydała ją na ten świat i opuściła przed laty...
- Osoby o tej wibracji sprawiają wrażenie wyniosłych, zimnych i pełnych rezerwy...
- Następnie Heydrich zwrócił się do mnie: Niech mi pan powie, Schellenberg, ten Josef Muller miał chyba kiedyś coś wspólnego z pana wydziałem...
- - A, właśnie, doktor Cester...
- Test Khalida wypadł obciążająco...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Aga, nawet pokonana przez upał, nie mogła sobie odmówić drobnych złośliwości.
Zawsze musisz wepchnąć choćby maleńką szpileczkę. Nakłuwanie to twoja specjalność.Raczej jedyna radość. Życie mnie ostatnio nie rozpieszcza.A dlaczego miałoby rozpieszczać?O tym nie pomyślałam.A tak naprawdę, czego ty Aga ode mnie chcesz?
246
247
- Czy ja wiem... - zastanawiała się tamta. - Czy mnie nie należysię chociaż godzinka twego towarzystwa? Cały czas tylko znikasz.Bogdan też.
Małgorzata zachmurzyła się. -Tak się ułożyło.
-Jutro stąd wyjeżdżamy, może się coś zmieni - powiedziała Agnieszka z nadzieją.
-Nic się nie zmieni. Pojadą za nami.
Jesteś pewna?Jestem pewna.No to klops, myślałam, że spędzę z wami przynajmniej trochęczasu w tym tajemniczym miejscu, do którego chce nas zabrać Kłapouch,ale widzę, że nic z tego.Masz Marcina.Za dużo powiedziane. Baśka pewnie w tej chwili obmyśla strój naurocze, wieczorne spotkanie. Przez żołądek do serca. W programie lody,bita śmietana, galaretka i kto wie co jeszcze. Niedługo zostanie mi dotowarzystwa jedynie Bożenka i śpiący na ręczniku Kłapouch. - Agawestchnęła przeciągle.Nic na to nie poradzę,Jasne. W dodatku nie rozumiesz stanu mojego ducha. Ty przecieżlubisz romantyczne, samotne spacery nad morzem. A ja jestem człowiekiem absolutnie towarzyskim. Bez dobrego dyskutanta wysycham jakwyrzucona na piasek meduza.Mówiła to żartobliwym tonem, ale Małgorzata wiedziała, że jest w jej słowach odrobina goryczy. Obok nich grupka młodzieży grała w siatkówkę. Bawili się świetnie i widać było, że są zgraną, zaprzyjaźnioną paczką. Tak miało być także na ich obozie - wspólna zabawa, wygłupy, wieczory przy gitarze... Nic z tego nie wyszło. A przecież w pociągu już się coś zaczynało. Byli razem - Bogdan, bliźniacy, Aga, Marcin i ona. Reszta z czasem dołączyłaby do tej grupki, bo tak zawsze było, gdy pojawiał się gdzieś Bogdan. Wokół niego i jego gitary koncentrowało się życie każdej wyprawy. Gdyby nie tamto spotkanie przy kiosku z napojami... To była właśnie ta chwila, która zdecydowała, że wszystko potoczyło się inaczej, jedna chwila - śmiech Anny, ruch, jakim przerzuciła na ramię długie, kasztanowe włosy, i jej pierwsze słowa...Małgorzata wstała.Muszę już iść - powiedziała. W oczach koleżanki dostrzegła odrobinę pretensji. - Muszę, Aga. Obiecałam.Jasne - odpowiedziała tamta. - Idź.Została pod drzewem, zła na cały świat, a zwłaszcza na Margot j Bodka, którzy przedłożyli ledwie poznaną dziewczynę nad starą przyjaźń. Agę zwykle otaczał wianuszek wielbicieli jej dowcipu, toteż nie mogła teraz pogodzić się z samotnością. Czy nikt już nie ceni sobie dobrej rozmowy? - spytała siebie, bo nie było nawet komu zadać tego pytania. Przed namiotami było pusto. Część obozowiczów leżała na plaży, a część schroniła się przed upałem w pobliskich kafejkach i siedziała teraz przy lodach i zimnych napojach. Aga z niechęcią pomyślała, że nie ma z kim iść do kawiarni. Wzięła więc z namiotu ręcznik i ruszyła nad morze.Bliźniakom samotność nie groziła. Zawsze i wszędzie byli razem. Teraz rozsiedli się w najbliższej kafejce i pili colę z lodem. Cieszyli się nawet, że w pobliżu nie ma nikogo znajomego.- Wszystkie rybki na patelni - rzucił Fred. - Co za spokój. Odpocznąmi mięśnie twarzy.Albert nie miał humoru po scysji z Baśką, więc się nie odzywał.- Taaaak! - kontynuował Fred. - Chłód, cisza i samotność wedwóch... *Urwał nagle, bo do ich stolika zbliżały się właśnie dwie smagłolice i hoże dziewczyny. Albert zrobił minę śliniącego się debila, co je wystraszyło. Usiadły daleko i ukradkim obserwowały poczynania bliźniaków.Dziewczyn się boisz czy co? - zainteresował się Fred. - Myślisz,że każda przerabia na pasztet? - Zaśmiał się. Albert wzruszył ramionami.~0 wilku mowa, a wilk tuż! - dodał Fred. W drzwiach stały Kaśka i Baśka- - Może one nas śledzą?Chciałbyś, co? - mruknął ponuro Albert. Fred spojrzał zdziwiony°a brata, ale widok wycofujących się dziewczyn i jemu popsuł humor.- Widzisz, poszły sobie. Pewnie, kto chciałby siedzieć przy robalu?-Mówisz o mnie?
248
249
- Nie, o Ramzesie III, zwanym glizdą afrykańską!
Fred przez chwilę nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Rozgryzał słowa brata, ruszając przy tym brwiami i wysilając się, jakby rzeczywiście odczytywał jakieś starożytne hieroglify. Wreszcie dał spokój i tylko wpatrywał się w brata z wyrzutem.
No, co się tak patrzysz? - zaatakował go Albert. - To nie ma sensu.Co nie ma sensu? - Fred w dalszym ciągu nie wiedział, o co Albertowi chodzi.Wszystko! I to, że jesteśmy ciągle razem, i to, że umiemy tylkorozprasowywać i żartować, i to... - Albert urwał zgryziony zupełnie.-I co?- Coś. Sam jeszcze nie wiem. Wszystko! Rozumiesz? Wszystko!Ale Fred nie rozumiał. Widział tylko, że z bratem działo się cośdziwnego.
- Może zaszkodziło ci słońce? - spytał z nadzieją, ale Albert pokręcił głową. Milczeli przygnębieni, popijając chłodny napój.
fvaśka i Baśka znalazły tymczasem następną kawiarenkę i usiadły w miejscu, gdzie było najchłodniej. Zamówiły olbrzymie porcje lodów i patrzyły przez otwarte okna w kierunku plaży,
- Dwa głupie i rozciągliwe robale - podsumowała Baśka spotkaniez bliźniakami.
Rozciągliwe, owszem, ale nie głupie. Chyba przesadzasz.Baśka popatrzyła na koleżankę z politowaniem.Słyszałaś o syjamskich bliźniętach? - spytała.Owszem.- To ci powiem, że oni robią wrażenie, jakby byli połączeni gdzieśw okolicach rozumu. Pewnie dlatego sąnierozdzielni. Widziałaś któregoś pojedynczo? - Kaśka zamyśliła się głęboko, ale jakoś nie mogła sobie przypomnieć takiego faktu. - A widzisz! - triumfowała Baśka. -Zawsze są razem! - W jej oczach zaświeciły diabelskie ogniki. Doszła downiosku, że czas odsłonić przed Kaśką dalsze szczegóły misternego planu pognębienia braci. - Ciekawe, jak by się zachowywali, gdyby tak ichrozdzielić? Co ty na to?