kreację
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- <method> <ejbâname>Product</ejbâname> <methodâname>findByCategory</methodâname>...
- Dlaczego Race miałby się z tego wykręcić? Niech pozna też ujemne strony kobiecego towarzystwa, nie tylko te dodatnie...
- dobry znak, że wreszcie wystartowali...
- Niemniej obawiałem się wyjść z lasu — choć skądinąd było oczywiste, że prędzej albo później wyjść muszę...
- kobieta jezuickich mezzo termine, najpodejrzańszych kompromisów, strzeżonych pozorów, lawirujących zręcznie sekretnych miłostek...
- 29 Usłyszawszy te słowa Mojżesz uciekł i zamieszkał jako cudzoziemiec w ziemi Madian, gdzie urodziło mu się dwóch synów...
- Wyjaśniła Ellie, jak to było z białą, weselną suknią, że rodzina tak tego chciała, i ile radości sprawiają jej te metry jedwabnych koronek i długi, lśniący...
- zatem jako cywil, prowadząc niewielką nielegalną agencję egzorcystyczną zajmującą się wypędzaniem mniejszych diablików z dusz zdradzających się...
- jeśli jest to tylko ,,odcisk energii" we wszechświecie)...
- Wyszedłem w deszcz i, zanim dotarłem do urzędu pocztowego, zmokłem do- kumentnie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Będzie druhną i bardzo to przeżywa.
– Wesele? Czyje wesele? – wtrącił zupełnie oszołomiony Selwyn.
– Lea, oczywiście. Leo żeni się dziś wieczorem. Czy nie dostałeś zaproszenia? Nie doręczono ci go do
domu?
– Podajcie mi krzesło, prędko – powiedział Selwyn błagalnie. – Leo, czy naprawdę zamierzasz
popełnić takie głupstwo w tak młodym wieku? Czy jesteś pewien swojej dojrzałości?
– Sześć stóp wzrostu można interpretować rozmaicie – uśmiechnął się od ucha do ucha Leo. – Ale nie
przejmuj się, przyjacielu. Nie jest tak źle, jak myślisz. Wybrałem godną szacunku, uczciwą dziewczynę.
Trzy tygodnie temu napisaliśmy ci o tym w liście tak klarownie i delikatnie, jak tylko było możliwe.
– Wyruszyłem przed miesiącem. Do dziś włóczyłem się odwiedzając starych kolegów z college'u. Nie
dostałem więc listu. Dobra, już mi lepiej. Nie, siostrzyczko, nie musisz mnie wachlować. A wracając do
tematu: któż jest twoją wybranką, bracie?
– Alice Graham – odpowiedziała pani Grant, mająca zwyczaj mówienia za swoje dzieci, z których
żadne nie odziedziczyło rodowego nosa Carstonów.
– Alice Graham? Ten dzieciak?! – wypalił ogromnie zaskoczony Selwyn.
37
– Proszę, proszę, Sel – warknął Leo – być może my tu w Croyden nie jesteśmy szczególnie
postępowi, ale w miejscu nie stoimy również. Dziewczynki zwykle dorastają gdzieś między dziesiątym a
dwudziestym rokiem życia. Wy, starzy kawalerowie, myślicie, że nikt nigdy nie dorośleje. Skąd w takim
razie siwizna na twoich skroniach?
– Cóż, wiem, że posiwiałem, ale nie sądziłem, że pierwszą osobą, która mi to wytknie, będzie mój
rodzony brat. Teraz, gdy to przemyślałem, przyznaję, że Alice pewnie musiała nieco spoważnieć. A czy
wygląda choć trochę lepiej niż kiedyś?
– Alice to czarująca dziewczyna – powiedziała pani Grant impulsywnie. – Jest piękna, a poza tym
czuła i rozsądna, a te cechy nieczęsto spotyka się razem. Wszyscy jesteśmy bardzo zadowoleni z wyboru
Lea. Ale naprawdę trzeba się pospieszyć. Wesele rozpoczyna się o siódmej, a jest już czwarta.
– Mamo, czy mogłabyś posłać kogoś po mój bagaż na stację? – poprosił Selwyn. – Na szczęście
wziąłem nowy garnitur, inaczej nie odważyłbym się pójść na przyjęcie.
– Dobrze, a teraz wyłączam się – rzekła pani Grant. – Mężu, zabierz stąd Selwyna, bym nie musiała
tracić czasu na pogaduszki.
W bibliotece ojciec i syn spojrzeli na siebie z radością.
– Tato, to prawdziwe błogosławieństwo widzieć cię w tak dobrej formie. Jestem trochę oszołomiony
tymi wszystkimi zmianami. Berta dorosła, a Leo o krok od ślubu! I to z Alice Graham, o której na razie
nie mogę myśleć inaczej, jak o długonogim, czarnookim, figlarnym chochliku. Mówiąc szczerze, tato, nie
mam ochoty iść na wesele do Wish–ton–wish. Jestem pewien, że ty też. Nigdy nie lubiłeś niepotrzebnego
zamieszania. Czy nie uda się jakoś wykręcić?
Uśmiechnęli się do siebie, przywołując miłe wspomnienia wielu nudnych, rodzinnych uroczystości,
od których się razem „wykręcili". Ale pan Grant zaprzeczył ruchem głowy.
– Nie tym razem, kochany. Są na świecie rzeczy, od których obyczajny człowiek nie może się
wymówić, a jedną z nich jest ślub jego własnego syna. Może jest to kłopotliwe, ale muszę przez to
przejść. Zrozumiesz jak to jest, gdy sam będziesz miał rodzinę. A przy okazji, dlaczego jeszcze nie
założyłeś własnego gniazda? Dlaczego do tej pory nie zostałem zmuszony do uciążliwego i
niewygodnego obowiązku asystowania na twym ślubie?
Selwyn zaśmiał się z nikłą nutką goryczy w głosie, a czułe ucho ojca natychmiast ją wychwyciło.
– Byłem zbyt zajęty studiowaniem prawa, ojcze. Nie miałem czasu rozglądać się za żoną.
Pan Grant potrząsnął siwą głową.
– To nie jest prawdziwy powód, synu. Przysłowie mówi: Na świecie jest żona dla każdego
mężczyzny; więc jeśli ktoś nie znalazł jej przez trzydzieści pięć lat, to musi być po temu jakiś prawdziwy
powód. Wiesz, nie chcę ci prawić kazań, ale mam nadzieję, że to o czym wspomniałeś, to tylko jedna z
przeszkód, nie najważniejsza i nie wynikająca z jakiegoś samolubstwa czy oziębłości. Być może jeszcze
znajdziesz swoją panią Grant. Jeżeli zamierzasz szukać, dam ci małą radę. Twoja matka to wspaniała
kobieta, Selwynie, wspaniała kobieta. Nie ma gospodyni lepszej od niej, a z finansami radzi sobie
doskonale – lepiej niż ktokolwiek inny. Jest dobrą żoną i matką. Gdybym był młody, zalecałbym się do
niej i ponownie z nią ożenił; tak bym zrobił. Ale pamiętaj, synu, kiedy ty będziesz wybierał sobie żonę,
weź tę z małym, ładnym i zupełnie pospolitym nosem, a nie z nosem arystokratycznym. Nigdy nie żeń się
z kobietą, która ma „rodowy” nos.
Dziwnym zbiegiem okoliczności kobieta o rodowym nosie weszła właśnie do biblioteki i
rozpromieniła się w macierzyńskim uśmiechu, widząc ich razem.
– W jadalni czeka mała przekąska, a gdy zjecie, musicie się przebrać. I przyczesz porządnie włosy,
dobrze, kochanie? – zwróciła się do męża. – Selwynie, zielony pokój już przygotowany. Jutro
porozmawiamy spokojnie, ale dziś będę zbyt zajęta, by pamiętać, że gdzieś tam się kręcisz. Jak
dostaniemy się wszyscy do Wish–ton–wish? Leo i Berta jadą bryczką zaprzężoną w kucyki. Trzecia
osoba już się tam nie zmieści. Będziesz musiał tłoczyć się ze mną i ojcem w powozie.