Kolejna seria narzutów miała być ostatnią w meczu...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Przez cały dzień odpoczywał po ostatniej misji, zanim wezwano go już nie do małego gabinetu kapitana Dumery'ego, ale na spotkanie z samym generałem Gorem...
- Po drugie: gdyby nawet państwa zachodniej Europy naprawdę robiły to samo, co kolejne rządy Polski (a nie robią, o czym za chwilę), to są to państwa bogate i jeśli...
- Szczegowa relacja o ostatnich godzinach Hitlera w bunkrze w dniu 30 kwietnia 1945 roku pochodzi od jego kierowcy Ericha Kempki...
- - Jeśli zmusimy je do dalszej jazdy, wpadną w panikę!Przesyłając uspokajające impulsy, usiłowałem utrzymać zwierzęta pod kontrolą przez ostatnie pół...
- Picker) Lista obsługująca Implementuje listę, umożliwiającą zmianę kolejności brak przeciąganie elementów przez przeciąganie...
- Śledzili oni również kilka czynników, z którymi ich nastrój mógł być skorelowany, na przykład ilość snu ostatniej nocy oraz pogodę...
- Wszystkie te przeobrażenia dokonywały się w ciągu bardzo długiego okresu, warto tu jednak zaznaczyć, że pomimo wielkich cywilizacyjnych postępów ostatnich...
- A za chwilę Paris miała poprowadzić Park Lane przez parcours - pod okiem Jane Lennox, która zamierzała opuścić tonący statek Jade’a...
- Melanię to wszystko razem więcej śmieszyło, niż irytowało, Felicja była wściekła, miała własne poglądy na nakrycie stołu i nie przywykła, żeby nią ktoś...
- Ale od tego moe zalee los miliardw ludzi na Ziemi i kolejnych miliardw w caej Galaktyce...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Miejsce pałkarza zajął Kowboj. Hank zebrał wszystkie siły i posłał szybką prosto w niego. Kowboj próbował odskoczyć, lecz zrobił to za wolno i piłka ugodziła go w bok, wydając przy tym paskudny odgłos, jaki wydaje dojrzały melon spadający na cegły. Meksykanin przeraźliwie krzyknął i ułamek sekundy później cisnął w Hanka pałką, która obracając się niczym wielki tomahawk, ze świstem przecięła powietrze. Celował między oczy, lecz spudłował, gdyż kij odbił się od ziemi i ugodził Hanka w goleń. Spruill wrzasnął, zaklął i rzucił się na Kowboja jak rozszalały byk.
Pozostali też się rzucili. Tata z pola wewnętrznego. Pan Spruill spod drzewa przy silosie. Ja nie drgnąłem. Stałem na jedynce, zbyt przerażony, żeby zrobić choćby jeden krok. Wszyscy głośno krzyczeli i pędzili w stronę bazy domowej.
Ale Kowboj się nie cofnął. Lśniący od potu, przez sekundę stał zupełnie nieruchomo, prężąc mięśnie i odsłaniając zęby. Kiedy szarżujący byk znalazł się krok przed nim, błyskawicznie sięgnął do kieszeni i wyjął nóż. Machnął nim i z drzewca wyskoczyło stalowe ostrze, lśniące, długie i bez wątpienia bardzo ostre. Rozległ się metaliczny trzask, który pobrzmiewał mi w uszach przez wiele lat.
Kowboj podniósł nóż, tak żeby wszyscy go zobaczyli, i Hank gwałtownie wyhamował.
- Rzuć to! - wrzasnął, stojąc półtora metra przed nim.
Kowboj kiwnął na niego palcem lewej ręki. Podejdź bliżej, chojraku. Chodź, na co czekasz?
Widok noża wszystkich zamurował i przez kilka sekund na podwórzu panowała cisza. Nikt się nie poruszył. Słychać było tylko nasze głośne oddechy. Hank patrzył na nóż, na ostrze, które zdawało się wydłużać. Nie ulegało wątpliwości, że Kowboj go przedtem używał, że wie, jak to robić, i że gdyby Spruill podszedł krok bliżej, z przyjemnością obciąłby mu głowę.
Między nimi stanął tata z pałką, a u boku Kowboja wyrósł Miguel.
- Rzuć to - powtórzył Hank. - Walcz jak mężczyzna.
- Zamknijcie się! - warknął tata, grożąc im kijem. - Nikt nie będzie z nikim walczył.
Pan Spruill chwycił Hanka za ramię.
- Chodź - powiedział. - Idziemy.
Tata spojrzał na Miguela.
- Zaprowadźcie go do stodoły - rozkazał.
Meksykanie powoli otoczyli kolegę, odciągając go od Spruillów. W końcu Kowboj odwrócił się i odszedł, jednak noża nie schował. Oczywiście Hank nie drgnął z miejsca. Stał tak i patrzył za nimi, jakby chciał tym dowieść, że wygrał pojedynek.
- Zabiję go - warknął.
- Dość już zabijania - odparł tata. - Idź stąd. I trzymaj się z dala od stodoły.
- Chodź, Hank - powtórzył pan Spruill, i Trot, Tally, Bo oraz Dale powoli ruszyli w stronę podwórza od drogi.
Hank odszedł dopiero wtedy, kiedy Meksykanie zniknęli nam z oczu.
- Zabiję - wymamrotał na tyle głośno, żeby usłyszał go tata.
Zebrałem piłki i rękawice, wziąłem pałkę i potruchtałem za babcią i rodzicami.
ROZDZIAŁ 12
Tego samego dnia przed wieczorem zagadnęła mnie Tally. Przyszła aż za dom i wyglądało na to, że w miarę upływu czasu Spruillowie wykazują coraz większe zainteresowanie zwiedzaniem okolicy.
W ręku trzymała małą torbę. Była na bosaka, w tej samej obcisłej sukience, którą miała na sobie, kiedy zobaczyłem ją pierwszy raz.
- Luke, zrobisz coś dla mnie? - spytała słodkim głosem. Zaczerwieniłem się. Nie miałem pojęcia, czego może ode mnie chcieć, lecz wiedziałem, że spełnię każde jej życzenie.
- Ale co?
- Twoja babcia powiedziała mojej mamie, że jest tu gdzieś strumień, w którym można się wykąpać. Wiesz, jak tam dojść?
- Pewnie. To Siler’s Creek. Niecały kilometr w tę stronę. -Wyciągnąłem rękę. - Na północ.
- Są tam węże?
Roześmiałem się, jakby ktoś przejmował się zwykłymi wężami.
- Najwyżej wodne. Mokasynów nie ma.
- A woda jest czysta czy mulista?
- Powinna być czysta. Od niedzieli nie padało.
Rozejrzała się, żeby sprawdzić, czy nikt nas nie podsłuchuje i spytała:
- Poszedłbyś ze mną?
Serce mi zamarło, zaschło mi w ustach.
- Ale po co? - wykrztusiłem.
Uśmiechnęła się i wywróciła oczami.
- Nie wiem - zagruchała. - Popilnowałbyś, żeby nikt mnie nie podglądał.
Mogła powiedzieć: „Bo nie wiem, gdzie to jest” albo: „Bo się boję węży”. Mogła powiedzieć cokolwiek, co nie miało nic wspólnego z kąpielą i podglądaniem.
Mogła, ale nie powiedziała.
- Boisz się? - spytałem.
- Trochę.
Weszliśmy na polną drogę, a kiedy dom i stodoła zniknęły nam z oczu, skręciliśmy w wąską ścieżkę, którą na wiosnę dowoziliśmy nasiona na pole. Gdy zostaliśmy sami, Tally zaczęła mówić. Nie miałem zielonego pojęcia, jak ją zabawić, dlatego z ulgą spostrzegłem, że wie, jak się w takiej sytuacji znaleźć.
- Przykro mi z powodu Hanka. Przez niego zawsze są kłopoty.
- Widziałaś tę bójkę?
- Którą?
- Tę w mieście.
- Nie. Strasznie było?
- No. Bardzo ich pobił. Tłukł ich nawet wtedy, kiedy już leżeli.
Tally przystanęła, przystanąłem i ja. Podeszła bliżej. Oboje ciężko oddychaliśmy.
- Powiedz prawdę, Luke. Czy to on chwycił ten kij?