- Jeśli zmusimy je do dalszej jazdy, wpadną w panikę!Przesyłając uspokajające impulsy, usiłowałem utrzymać zwierzęta pod kontrolą przez ostatnie pół...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- ¬-------------------{ACTI_Misc00_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc00_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest zniszczenie nieprzyjaciela!¬-------------------{ACTI_Misc01_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc01_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest zniszczenie wikszo[ci oddziaBów wroga!¬-------------------{ACTI_Misc02_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc02_Text_01_Text1}Masz za zadanie doprowadzi swoich ludzi do fortu!¬-------------------{ACTI_Misc03_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc03_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest przejcie kontroli nad t lokacj!¬-------------------{ACTI_Misc04_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc04_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest zajcie tej osady!¬-------------------{ACTI_Misc05_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc05_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest zajcie miasta!¬-------------------{ACTI_Misc06_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc06_Text_01_Text1}Masz za zadanie odnalez i zabi tego czBowieka!¬-------------------{ACTI_Misc07_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc07_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest obrona tej lokacji!¬-------------------{ACTI_Misc08_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc08_Text_01_Text1}Twoim zadaniem jest obrona miasta!¬-------------------{ACTI_Misc09_Text_01_Title} Zadanie{ACTI_Misc09_Text_01_Text1}PLACEHOLDER¬***********************************************************¬* *¬* CAMPAIGN ADVICE *¬* *¬***********************************************************¬-------------------{Prologue_ROME_ITALY_MUST_BE_UNIFIED_Text_01_Text1b_Title} Mapa kampanii{Prologue_ROME_ITALY_MUST_BE_UNIFIED_Text_01_Text1b_Text1}Oto tereny wokóB Rzymu
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- Istotne jest, iż te dokumenty obejmują okres wykraczający poza ramyczasowe działania obecnego Parlamentu, a tym samym poza okres sprawowania władzy przez...
- Chciałabym mękę waszej pracy pić przez rurkę, jak komar krew hipopotama - o ile to możli-we w ogóle - i przemieniać na moje idejki, takie piękne, takie motylki,...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- ver appetebat, cum Hannibal exhibernis movit; c) cum explicati-vum lub coincidens = gdy, skoro,przez to, ¿e (z tym¿e trybem i cza-sem, jaki jest w zdaniu...
- Odwróci³ siê ty³em do œwiat³a reflektora i os³aniaj¹c oczy przed blaskiem bij¹cym mu spod nóg, spróbowa³ zajrzeæ w kryszta³ow¹ g³êbinê jak przez lód, który skuwa jezioro...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- 2asmienia jednostki czy dominacji nad ni¹, lecz w celu ochrony praw zagro¿onych przez inne instytucje spo³eczne: Jednym z najtrudniejszych aspektów spo³ecznego...
- uśmierzyć bizony, gdy klatki przez dłuższy czas pozostaną odkryte?Tymczasem orszak zbliżył się do pierwszej klatki, przy której trzymało...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Zeskoczyliśmy na ziemię i stałem pomiędzy końmi, trzymając ręce na spoconych szyjach, całą siłą woli starając się uniemożliwić im ucieczkę. Później umysł Kemoca dołączył do mojego, udzielając mi dodatkowego wsparcia, i oba wierzchowce, choć nadal parskały, przewracały oczami, toczyły pianę i drżały jak liść osiki, stały w miejscu.
Skoncentrowawszy się na tym zadaniu, nie wiedziałem, co się wokoło działo, toteż zaskoczył mnie jaskrawy błysk ognia na niebie. W chwilę potem rozległ się pomruk w niczym nie przypominający normalnego grzmotu. I nie zrodził się on w niebie, lecz w głębi ziemi, która zadrżała nam pod stopami. Konie zarżały głośno, ale nie próbowały uciekać. Zbliżyły się do mnie, ja zaś trzymałem się ich kurczowo, znajdując w nich jedyne oparcie w świecie, który oszalał.
Tamte nikłe, rozsiane tu i ówdzie ogniki, strzeliły w górę, śląc ku niebu ostrza bladej poświaty. Znów błyskawica z trzaskiem przeorała niebo, a odpowiedział jej pomruk z głębi ziemi. Przez dłuższą chwilę panowała martwa cisza, po czym wokół nas i nad nami rozpętała się potworna nawałnica.
Ziemia zakołysała się, jak gdyby jakieś fale zdążały pod jej twardą powierzchnią ku wyżynom na południu Estcarpu. Wiatr, który nie wiał przez cały dzień, teraz rozhulał się, smagając drzewa i krzewy, zamienione w niesamowite świece, wydzierając nam powietrze z nozdrzy. Nie sposób było się oprzeć, w tej strasznej burzy zatracało się własną osobowość. Mogliśmy tylko trwać i mieć nadzieję, bardzo słabą nadzieję, że zdołamy przeżyć szaleństwo żywiołów - ziemi, ognia, powietrza i wody. Albowiem zaczął również padać deszcz. Ale czy godziło się nazywać deszczem te chłostające nas bicze wodne?
Jeżeli napór burzy niemal odjął nam zmysły, to co musiało się dziać w górach, gdzie doszła ona do punktu kulminacyjnego? Tamtej nocy góry ruszyły się z posad, zagubiły w wielkich ziemnych falach, które pochłonęły zbocza, zamieniły nizinę w wyżynę, a wyżynę w nizinę, odwróciły wszystko poprzez wstrząsy, obsunięcia i wszelkie inne gwałtowne reakcje. Stworzona przez naturę bariera między Estcarpem a Karstenem, broniona przez nas latami, została skręcona, wciśnięta i przekształcona dzięki działaniu siły, której początek dała ludzka wola i której nic nie było w stanie powstrzymać.
Złączeni umysłami, trzymając się za ręce, Kemoc i ja staliśmy się jedną istotą. Później w niewielkim tylko stopniu zdołaliśmy odtworzyć wydarzenia tamtej straszliwej nocy. Naprawdę zbliżał się koniec świata - bardzo prędko utraciliśmy wzrok i słuch, pozostał nam jedynie dotyk. Ze wszystkich sił koncentrowaliśmy się na ostatnim działającym zmyśle, gdyż obawialiśmy się, że wraz z nim zniknie wszystko, również i to, co czyniło nas takimi, jakimi byliśmy.
I wreszcie nastąpił koniec - chociaż nie ośmielilibyśmy się żywić nadziei, że kiedykolwiek nadejdzie. Wprawdzie ołowiane chmury nadal przesłaniały niebo, lecz pojawiło się światło, równie szare jak blask zamienionych w świece drzew. Nie była to jednak niesamowita poświata burzowa, ale światło dnia. Kemoc, ja i konie nadal tkwiliśmy na drodze, jakbyśmy zamarzli na kamień pośród oszalałej natury. Ziemia trwała nieruchomo pod naszymi stopami, świat odzyskał niewielką część dawnej normalności, nasze umysły mogły więc powoli wypełznąć z kryjówek, które wyżłobiły w swym wnętrzu.
O dziwo, wokół nas było niewiele zniszczeń. Kilka złamanych gałęzi, nawierzchnia drogi mokra i świecąca. Spojrzeliśmy jednocześnie na południe. Tam gęste chmury nadal przesłaniały niebo, szare światło nie rozjaśniało ciemności i wydawało mi się, że raz za razem dostrzegam iskierkę błyskawicy.