Kane popatrzył na koc z rozbawieniem...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Popatrzył na mnie, niemal widziałem trybiki obracające się pod jego czaszką i nagle twarz mu pobielała, oko rozwarło się szeroko, a czoło zrosiły krople potu...
- Córka barona popatrzyła na nią pytającym wzrokiem i usiadła na krześle przy stole, gdyż nie miała siły utrzymać się na nogach...
- Gdy tak popatrywałem obojętnie na skąpaną księżycowym blaskiem panoramę, wzrok mój przykuła pewna niezwykłość w naturze i układzie jednego elementu...
- Popatrzył na sierżant, potem na Despreaux, i doszedł do wniosku, że największą szansę przeżycia daje mu przyznanie się do wszystkiego...
- Przekonała Kane'a, by ją zabrał z Arellarti, nie mając jeszcze żadnego jasnego planu czy zamiaru - prócz czmychnięcia, ucieczki od złowrogiej poświaty...
- Kane ostrożnie zbliżył się do obozowiska...
- Przy wejściu stała Cecile wymachując torebką i przyglądała mu się z wyraznym rozbawieniem...
- Przyszedł Bliss z zawiniętymi w koc manatkami Willa...
- Was all a bit hazy after that, but remember seeing Magda and Jeremy laughing together in a corner and catching her afterwards...
- Choć znacznie bardziej pasowało określenie: odmiennej...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
108
- Szybko łapiesz. Dobra, chyba jest coś, co ci muszę powiedzieć, bo Pam twierdzi, że za parę dni będzie o tym mówić całe miasto.
Przez chwilę milczał.
- Nie bardzo ci się to spodoba, ale niewiele mogę już na to poradzić. Pamiętasz, jak ci mówiłem, że Fenton mnie wyrzucił, jak byłem chłopakiem, bo zadawałem się z jego córką?
- Tak - powiedziała cicho.
- Myślałem zawsze, że ktoś na nas doniósł Fentonowi, ale dzisiaj Pam powiedziała, że to ona. - Wziął głęboki oddech i spojrzał na Houston prowokująco. - Powiedziała staremu, że spodziewa się mojego dziecka i chce za mnie wyjść. Fenton, ten drań, wysłał ją z miasta i kazał wyjść za jakiegoś starego faceta, któremu był winien pieniądze, a mnie powiedział, że Pamela nie chce mnie więcej widzieć.
- Dlatego tak nienawidzisz pana Fentona?
Popatrzył jej w oczy.
- Nie, nie dlatego. Tego wszystkiego dowiedziałem się dzisiaj. W tej całej historii chodzi o to, że Pam wróciła do Chandler na stałe ze swoim trzynastoletnim synem, który okazuje się też być moim. A ona twierdzi, że jest taki do mnie podobny, że zaraz zaczną się jakieś ploty.
Houston odpowiedziała dopiero po jakimś czasie.
- Jeżeli niedługo będą wszyscy o tym wiedzieć, to nie jest to prawdziwy sekret.
- Dla mnie to był sekret jeszcze parę godzin temu - powiedział ze złością. - Nie miałem pojęcia, że mam gdzieś dziecko.
Houston potrafiła być czasem tak samo uparta jak on.
- Pytałam o prawdziwy sekret, a nie o coś, o czym za tydzień wszyscy będą wiedzieć i omawiać przy herbatce. Chcę wiedzieć o tobie coś, o czym nawet Edan nie wie.
- A dlaczego chcesz o mnie tyle wiedzieć? Dlaczego nie możesz tego po prostu zostawić i spać ze mną?
- Bo cię pokochałam i chcę cię poznać.
- Kobiety zawsze mówią, że kochają. Dwa tygodnie temu kochałaś Westfielda. Cholera!
Dobra, powiem ci coś, chociaż to nie twój interes, ale na pewno chętnie tego posłuchasz.
Dziś rano Pam przyszła do mnie i powiedziała, że wciąż mnie kocha i chciała, żebym z nią wyjechał, ale ją odstawiłem.
- Dla mnie? - szepnęła Houston.
- To nie z tobą się ożeniłem? O mały włos bym się nie ożenił przez tę idiotkę, twoją siostrę.
- Czy coś się wydarzyło między tobą a Blair, że tak na siebie napadacie?
- Jeden sekret na jeden dzień ślubu - powiedział. - Chcesz jeszcze jeden, musisz na niego zapracować. Najlepszy sposób, żeby zapracować, to zdjąć jedzenie z łóżka, zrzucić ten koc z siebie i poprzytulać się do mnie.
- Nie wiem, czy zniosę taką torturę - odpowiedziała, nerwowo odsuwając jedzenie i jednocześnie ściągając z siebie koc.
- Lubię posłuszne kobiety - powiedział, wyciągając do niej ręce.
- Byłam uczona posłuszeństwa - szepnęła.
109
- Jak pamiętam, mnie jeszcze ani razu nie posłuchałaś... może tylko tutaj. Do diabła, Houston, nigdy nie przypuszczałem, że będziesz taka. Jesteś bardziej podobna do siostry, niż myślałem.
Oderwała się od niego.
- Ty też uważałeś, że jestem lodowatą księżniczką?
- Kotku, co powstaje, jak przyłożysz gorące do lodu?
- Woda?
- Para. - Przyciągnął ją do siebie, okrywając zarazem swoim ciałem.
Uczucie bliskości, dotyku jego skóry było fantastyczne. Ostrzegano ją, że noc poślubną zapamięta z powodu bólu, ale dla niej była radosna. Może dlatego, że wyraźnie odczuwała aprobatę Kane’a zamiast krytyki, jak w przypadku innych mężczyzn.
Przymknęła oczy i poddała się cudownemu nastrojowi przyciemnionego pokoju, ciepła ognia i dużych, silnych męskich dłoni, odkrywających na jej ciele miejsca, o których istnieniu nie miała dotąd pojęcia.
Kiedy spojrzała na niego, zobaczyła na jego twarzy łagodność, jakiej nigdy tam nie było.
- Kane - szepnęła.
- Jestem tu, kotku, i nigdzie nie idę - odpowiedział i znów zaczął ją pieścić.
Przymknęła oczy i czuła jego ręce, obejmujące jej biodra i mocne uda na swoich nogach.
Uniósł jej pośladki, żeby była bliżej i przyciągnął do siebie tak bardzo, że stali się jednością, łącząc się w tym akcie.
Po chwili oparł ją o drewnianą ścianę chaty, a jego ruchy były coraz szybsze, pełne narastającej pasji. Houston odrzuciła głowę, głośno wyrażając uczucie rozkoszy, aż w końcu krzyknęła.
Po długiej, długiej chwili, ułożył ją znów na łóżku, przytulając się tak mocno, że ledwo mogła oddychać.
- A to krzykaczka! - mruknął. - Kto by przypuszczał, że dama może być taką krzykaczka?
Zmęczona Houston zasnęła w jego ramionach, nim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć.
110
17
Kane obudził się nazajutrz, gdy było już zupełnie jasno. Przez dłuższą chwilę patrzył na przytuloną do niego nagą Houston i uśmiechał się.
Położył rękę na odkrytym tyłeczku.
- Czas wstawać i przyszykować mi śniadanie.
- Zadzwoń dzwoneczkiem stojącym na stole, to przyjdzie pokojówka - mruknęła, wtulając się głębiej w jego ciepłą pierś.
Uniósł brew, popatrzył na nią i powiedział:
- O, dzień dobry, panie Gates. Witam cię, Leander. Miło was widzieć.
Houston zareagowała natychmiast. Usiadła na łóżku wyprostowana, okrywając się prześcieradłem po samą szyję. Zaraz jednak zorientowała się, że Kane żartował.
- Co za głupi dowcip!
Zaczął się śmiać, a śmiał się tak zaraźliwie, że i ona nie mogła się powstrzymać.
- Chyba już nie muszę przejmować się Westfieldem - stwierdził, po czym wstał i zaczął
grzebać w zapasach. Gdy pochwycił jej wzrok, zostawił jedzenie i wyciągnął do niej rękę.
Podniosła się z łóżka, a on przycisnął ją do siebie. - Nie miałem zamiaru siedzieć tu tyle czasu, ale może zostalibyśmy tu kilka dni sami, coś jak miesiąc miodowy, tyle że nie w Paryżu ani niczym podobnym.
- Byłam w Paryżu - szepnęła, ocierając się o niego. - I mogę szczerze powiedzieć, że tu jest lepiej. A co to mówiłeś o śniadaniu?
Kane odsunął żonę i popatrzył na nią z wyrazem niedowierzania.
- Jednej rzeczy nauczyłem się jako dziecko: zabawki są bardzo cenne i nie wolno ich zniszczyć pierwszego dnia.
- A ja jestem dla ciebie zabawkÄ…?