Przekonała Kane'a, by ją zabrał z Arellarti, nie mając jeszcze żadnego jasnego planu czy zamiaru - prócz czmychnięcia, ucieczki od złowrogiej poświaty...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — ProÅ›ba o pomoc, która czekaÅ‚a tysiÄ…c lat, może poczekać jeszcze kilka godzin — albo dni — prychnęła Jonja...
- – PrÄ™dko skoczym? – Jeszcze czas! – odrzekÅ‚ pan MichaÅ‚...
- Mimo to w żyÅ‚ach elfa pÅ‚ynęła adrenalina wywoÅ‚ana Å‚owami – górskim szlakiem poniżej uciekaÅ‚ tuzin orków – a jeszcze bardziej...
- było dosyć, bo oprócz dwojga głównie zainteresowanych trzeba było jeszcze mieć wzgląd na zdanie rodziców i na to, co świat powie...
- I CZELADNIK A on, wicie, jeszcze jedno, wicie, ma cierpienie, towarzyszu mistrzu: on się kocha w naszym tym perwersyjnym aniołku tylko temu, co ona jest...
- Nasza skóra była ciepła, mózg pracował, serce tłoczyło krew w żyły, byliśmy tacy jak dawniej, jak jeszcze wczoraj, nie utraciliśmy nagle ramienia, nie...
- — Co ty tam masz na ekranie? — zapytaÅ‚a Gale, za sprawÄ… widocznej konsternacji Joanny jeszcze bardziej zaciekawiona...
- — Chce pan powiedzieć, że rurÄ™ zaÅ‚ożono, kiedy nie byÅ‚o jeszcze krateru ani tego wÄ…wozu? — spytaÅ‚em...
- — A czy byÅ‚o jeszcze co jeść na rzece? — zapytaÅ‚ szakal...
- aby jednak spe³ni³y one swoj¹ profilaktyczn¹ rolê, powinny byæ podane dziecku jeszcze w okresie bezobjawowym, czyli na 2-3 tygodnie przed sezonem pylenia...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Teres chciała tylko przedostać się do świata poza tymi zamglonymi rozlewiskami, świata ludzi, prawdziwego światła słonecznego i twardego gruntu. Świata, gdzie wieki temu dzika dziewczyna siliła się opanować sztuki wojenne, o których śpiewały ballady minstreli, i nigdy nie śniła nawet, że może pogrążyć się w czarnych dziedzinach starszej Ziemi, której legendy wspominano w tajemniczych poematach. Niech tylko Kane zabierze ją z powrotem do jej świata, wtedy będzie nadzieja ucieczki przed tym trawiącym ją lękiem. Nie było innej szansy na ucieczkę z Arellarti z jego bestialskimi strażnikami i Kranor-Rill, otaczającym miasto jak zatruta fosa. Ale jak wymknąć się Kane'owi? Przez głowę przelatywały jej setki fantastycznych możliwości. Ale oprócz przemożnej chęci ucieczki, Teres nie mogła się na nic zdecydować.
Swą szansę dostrzegła, gdy pochłaniający ich podczas przechodzenia między planami czasu i przestrzeni wir wypluł ją na tym poszarpanym kopcu, chwiejącą się na nogach i mrugającą oczami od gwałtownego wstrząsu. Potrzeba ucieczki spowodowała, że jej działania były prawie odruchowe. Przewróciła Kane'a, gdy chwiali się razem, i uderzyła jego głową o skłon skały. I co teraz?
Drżącą ręką wyciągnęła sztylet Kane'a. Rękojeść chłodziła jej dłoń; klinga była jak promyk rozpalonego do białości światła. Teraz, gdy leżał bez zmysłów, mogła go zabić. Tchórzliwy sposób zadania śmierci tak potężnemu wojownikowi, ale nie było nadziei, by mogła go pokonać w równej walce. I z pewnością należało go zabić. Niezależnie od jej uczucia dla tego człowieka - bo był człowiekiem, choć jego myśli i motywy mogły się zdawać nieludzkie - nie można było zaprzeczyć, że jego działania są zdradzieckie, ani temu, że zamierzał przywołać obce zło pochodzące z gwiazd świecących nad Ziemią u jej świtu. Jeśli ta groza ma zostać powstrzymana, on musi umrzeć. Prawda, że kilkakrotnie ocalił jej życie; prawda, że wierzyła, iż go kocha, a on odpowiadał jej miłością. Porównując to z bezmiernymi cierpieniami, które jego szaleńcze sny mają sprowadzić na ludzkość... Musi umrzeć, a jej ręka może wymierzyć cios. Legendarni bohaterowie, którym pragnęła dorównać, nie zawahaliby się. Tylko Jasny Ommem wie, jakich zbrodni ten człowiek się dopuszczał, jeśli w jego aluzjach do nieśmiertelności kryła się prawda. Lepiej, by kochająca ręka trzymała nóż i uderzyła w serce, przynosząc mu szybką, czystą śmierć, nim się obudzi.
Huragan sprzecznych myśli i uczuć. Ale minęły ledwie sekundy, a opuściła nóż, nieznośnym ciężarem sprawiający ból w ręce, jakby trzymała go przez całą wieczność. Niemal pogardzając własną słabością zrozumiała, że nie potrafi w taki sposób zabić Kane'a.
Na jego dłoni pierścień płonął blaskiem posępnym i nienaturalnym w promieniach słońca. Zdawał się ją śledzić. Być może tak i było. Parsknąwszy niewesołym śmiechem, Teres ujrzała rozwiązanie swego dylematu. Bez pierścienia Kane nic zrobić nie może. Jeśli go zniszczy, siła Kane'a zniknie, a jego czarne intrygi rozsypią się jak piasek. Zapewne nigdy jej nie wybaczy, ale lepiej żyć z przekleństwem jego nienawiści niż z plamą jego krwi.
Skurczonymi palcami dotknęła pierścienia, chwytając go zdecydowanie, jak żmiję za gardło. Jej odkrycie ubiegłej nocy nie było koszmarnym złudzeniem: w świetle dziennym widziała, że metal pierścienia łączy się z ciałem jego środkowego palca. Na próbę pociągnęła za pierścień. Nawet nie drgnął.
Nieważne. Jeśli pierścień nie chce opuścić palca, palec może opuścić dłoń. Makabryczna robota, ale w tych straszliwych okolicznościach palec był bardzo drobną stratą. Szybko, nim się ocknie.
Zebrawszy odwagę Teres przycisnęła kolanem lewą rękę Kane'a do ziemi i wyprostowała jego środkowy palec. Klejnot błyszczał jak niewyobrażalny ogień, uwięziony w głębinach zielonego morza. Przyłożyła ostrą jak brzytwa klingę do podstawy palca i zaczęła naciskać.
Teres wrzasnęła. Nóż wypadł dymiąc z jej bezwładnej ręki z ostrzem poczerniałym i nadtopionym w miejscu, które się zagłębiło w skórę Kane'a. W chwili nacięcia spazm piorunującego bólu popłynął klingą i uderzył jak niewidzialna błyskawica wzdłuż jej ręki. Upadła na plecy oszołomiona i chora z szarpiącego bólu.