Köster raz jeszcze usiłował wytłumaczyć, że wóz jest nasz...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — ProÅ›ba o pomoc, która czekaÅ‚a tysiÄ…c lat, może poczekać jeszcze kilka godzin — albo dni — prychnęła Jonja...
- – PrÄ™dko skoczym? – Jeszcze czas! – odrzekÅ‚ pan MichaÅ‚...
- Mimo to w żyÅ‚ach elfa pÅ‚ynęła adrenalina wywoÅ‚ana Å‚owami – górskim szlakiem poniżej uciekaÅ‚ tuzin orków – a jeszcze bardziej...
- Aviendha ubrała się, ale upłynęło sporo czasu, zanim usiadła, i jeszcze więcej, zanim Elayne zdołała ją przekonać, że nie powinny zawiązywać spisku...
- było dosyć, bo oprócz dwojga głównie zainteresowanych trzeba było jeszcze mieć wzgląd na zdanie rodziców i na to, co świat powie...
- I CZELADNIK A on, wicie, jeszcze jedno, wicie, ma cierpienie, towarzyszu mistrzu: on się kocha w naszym tym perwersyjnym aniołku tylko temu, co ona jest...
- Nasza skóra była ciepła, mózg pracował, serce tłoczyło krew w żyły, byliśmy tacy jak dawniej, jak jeszcze wczoraj, nie utraciliśmy nagle ramienia, nie...
- — Co ty tam masz na ekranie? — zapytaÅ‚a Gale, za sprawÄ… widocznej konsternacji Joanny jeszcze bardziej zaciekawiona...
- — Chce pan powiedzieć, że rurÄ™ zaÅ‚ożono, kiedy nie byÅ‚o jeszcze krateru ani tego wÄ…wozu? — spytaÅ‚em...
- — A czy byÅ‚o jeszcze co jeść na rzece? — zapytaÅ‚ szakal...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Zaproponował, że zawiezie Vogta do sanatorium, żeby mógł to sprawdzić. Ale tamten wykrzywił się
tylko pogardliwie. Lenz i ja podeszliśmy bliżej.
- Chcecie znaleźć się także w szpitalu, co? - pytał właśnie Vogt.
Köster nie odpowiedział, tylko zbliżył się do wozu. Pozostali trzej Vogtowie przybrali zaczepną postawę. Stali teraz zbici w gromadkę.
- Dajcie no linkę - rzucił do nas Köster.
- Te, frajer - warknÄ…Å‚ najstarszy Vogt.
- Przykro mi, ale wóz zabierzemy - powiedział Köster.
My obaj przysunęliśmy się bliżej, z rękami w kieszeniach. Köster pochylił się nad samochodem. W tej samej chwili Vogt odrzucił go silnym kopnięciem. Ale Otto spodziewał się ataku; chwycił Vogta za nogę i przewrócił go na ziemię. Potem zerwał
się i wymierzył cios w żołądek najbliżej stojącemu spośród braci, który zabierał się właśnie do podnoszenia wozu lewarem. Drugi Vogt zachwiał się i przewrócił na ziemię. W następnej sekundzie my obaj skoczyliśmy na pozostałych dwóch.
Poczułem uderzenie kułakiem w twarz. Nie było ono groźne, ale zaczęła mi ciec krew z nosa, chybiłem ciosu, gdyż ręka ześliznęła mi się po tłustym podbródku napastnika, znów dostałem, tym razem w oko, i potknąłem się tak nieszczęśliwie, że Vogt uderzeniem w żołądek przygwoździł mnie do ziemi. Przyciskał mnie do asfaltu, chwyciwszy moją szyję jak w kleszcze. Napiąłem mięśnie, żeby uniknąć uduszenia się, i próbowałem skulić się i przekręcić tak, by móc odepchnąć Vogta nogami lub kopnąć go w brzuch. Ale Lenz walczył ze swoim Vogtem nad moimi nogami i nie mogłem się uwolnić z kleszczy. Trudno mi było oddychać mimo napięcia mięśni szyi, gdyż nie mogłem zaczerpnąć powietrza przez krwawiący nos. Stopniowo zaczynałem widzieć wszystko jak przez szybę, twarz Vogta drgała mi przed oczami, czarny cień obejmował mi głowę. Ostatnim spojrzeniem pochwyciłem sylwetkę Juppa: klęczał w rowie, spokojnie i uważnie śledził moje drgawki i kiedy nastąpił moment spokoju, uważał, że nadeszła chwila działania; walnął Vogta młotkiem w przegub ręki. Po drugim uderzeniu Vogt puścił moją szyję i zamachnął się z ziemi na Juppa, który cofnął się o pół metra i z całym spokojem wymierzył trzeci cios, w palce, a potem w głowę Vogta. Wydostałem się na wierzch, runąłem na Vogta i z kolei ja zacząłem go dusić. W tej chwili rozległ się zwierzęcy ryk, a potem skomlenie:
- Puszczaj! Puszczaj!
Był to najstarszy Vogt. Köster wykręcił mu ramię na plecy. Vogt przewrócił
się głową naprzód, a Köster klęczał teraz na nim i wykręcał mu coraz silniej ramię, pchając je zarazem kolanem w kierunku karku. Vogt wył, ale Köster wiedział, że jeśli
mamy mieć spokój z jego strony, to musimy go gruntownie rozłożyć. Jednym ruchem wywichnął mu ramię i wtedy go dopiero puścił. Vogt leżał chwilę na ziemi.
Rozejrzałem się. Jeden z braci stał jeszcze, ale krzyki brata zupełnie go obezwładniły.
- Jazda stąd, inaczej zaczniemy na nowo - powiedział Köster.
Na pożegnanie raz jeszcze huknąłem głową mojego Vogta o ziemię, potem go puściłem. Lenz stał już obok Köstera. Miał rozdartą marynarkę, z kącika ust sączyła mu się krew. Walka była chyba nie rozstrzygnięta, bo jego Vogt wprawdzie również krwawił, ale stał także o własnych siłach. Klęska najstarszego Vogta rozstrzygnęła sprawę. Bracia nie odezwali się już do nas. Pomogli najstarszemu wstać i poszli ku swojemu wozowi. Ten, który wyszedł cało z bitki, wrócił jeszcze po lewarek.
Spoglądał z ukosa na Köstera jak na diabła wcielonego. Potem mercedes zawarczał i odjechał.
Nagle kowal wyrósł jak spod ziemi.
- No, teraz mają dosyć - stwierdził. - Dawno im się coś podobnego, nie wydarzyło. Ten najstarszy to już siedział za usiłowanie zabójstwa.