- Jeszcze się nim nie zajęliście? - warknął na asystentów...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — ProÅ›ba o pomoc, która czekaÅ‚a tysiÄ…c lat, może poczekać jeszcze kilka godzin — albo dni — prychnęła Jonja...
- – PrÄ™dko skoczym? – Jeszcze czas! – odrzekÅ‚ pan MichaÅ‚...
- Mimo to w żyÅ‚ach elfa pÅ‚ynęła adrenalina wywoÅ‚ana Å‚owami – górskim szlakiem poniżej uciekaÅ‚ tuzin orków – a jeszcze bardziej...
- Aviendha ubrała się, ale upłynęło sporo czasu, zanim usiadła, i jeszcze więcej, zanim Elayne zdołała ją przekonać, że nie powinny zawiązywać spisku...
- było dosyć, bo oprócz dwojga głównie zainteresowanych trzeba było jeszcze mieć wzgląd na zdanie rodziców i na to, co świat powie...
- I CZELADNIK A on, wicie, jeszcze jedno, wicie, ma cierpienie, towarzyszu mistrzu: on się kocha w naszym tym perwersyjnym aniołku tylko temu, co ona jest...
- Nasza skóra była ciepła, mózg pracował, serce tłoczyło krew w żyły, byliśmy tacy jak dawniej, jak jeszcze wczoraj, nie utraciliśmy nagle ramienia, nie...
- — Co ty tam masz na ekranie? — zapytaÅ‚a Gale, za sprawÄ… widocznej konsternacji Joanny jeszcze bardziej zaciekawiona...
- — Chce pan powiedzieć, że rurÄ™ zaÅ‚ożono, kiedy nie byÅ‚o jeszcze krateru ani tego wÄ…wozu? — spytaÅ‚em...
- — A czy byÅ‚o jeszcze co jeść na rzece? — zapytaÅ‚ szakal...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wymamrotali jakieś przeprosiny, czy coś w tym rodzaju. O tej porze zawsze bywał wściekły; przywykli do jego wybuchów.
- Do roboty! - zarządził, ściągając całun z ciała i ciskając go z irytacją na podłogę. - Póki ten sukinsyn nie wyniósł się stąd, obrażony. Nie chcemy chyba, żeby nasz hotelik zyskał złą sławę, prawda?
- Tak, sir. To znaczy, nie, sir.
- No, to nie stójcie jak kołki. Pakować go. Wdowa chce, żeby go wyekspediować najszybciej, jak się da. Dość już się na niego napatrzyłem.
Ronnie leżał na podłodze jak zmięty gałgan, z wolna podporządkowując sobie nowo zdobyte terytorium. Dobrze było znów mieć ciało, nawet sterylne i prostokątne. Wykorzystując ogrom swej woli, o którego istnieniu nie miał dotąd pojęcia, Ronnie w pełni zawładnął całunem.
Początkowo płótno opierało się ożywieniu. Zawsze było bierne, zgodnie ze swą naturą. Nie nadawało się do tego, żeby mieć duszę. Ale Ronnie nie zamierzał ustąpić.
Narzucił mu swą wolę. Wbrew wszelkim regułom rozciągnął płótno i nadał mu pozór życia.
Całun podniósł się.
Patolog znalazł już swą czarną książeczkę i właśnie chował ją do kieszeni, kiedy tuż przed nim rozpostarła się biała zasłona, przeciągająca się jak człowiek zbudzony z długiego snu.
Ronnie próbował coś powiedzieć, ale wydobył z siebie jedynie szelest płótna na wietrze, zbyt lekki, zbyt bezcielesny, by przebić się przez jęki przerażonych ludzi. A byli przerażeni. Mimo apelu patologa nikt nie pospieszył z pomocą. Lenny i jego kompan cofali się ku wahadłowym drzwiom, a z ich rozdziawionych ust wydobywały się bełkotliwe błagania, kierowane do wszystkich bóstw, które zechciałyby ich wysłuchać.
Patolog oparł się o stół do sekcji, nie myśląc teraz o modłach.
- Precz z moich oczu! - powiedział. Ronnie objął go. Mocno.
- Pomocy! - zawołał patolog niemal bezgłośnie. Ale nie było dlań pomocy. Uciekała w głąb korytarza, wciąż bełkocąc, pierzchła przed cudem, jaki miał miejsce w prosektorium. Patolog został
sam, owinięty wykrochmalonym uściskiem, wyrzucał z siebie wszystkie słowa przeprosin, jakie udało mu się odnaleźć pod powłoką dumy.
- Przepraszam ciÄ™, kimkolwiek jesteÅ›. Czymkolwiek jesteÅ›. Przepraszam.
Ale Ronnie'ego ogarnął gniew. Nie było miejsca na litowanie się nad skruszonym grzesznikiem, nie było miejsca na darowanie win, na rozgrzeszenie. Ten rybiooki bękart, ten syn skalpela pociął i wypatroszył jego ciało jak połeć wołowiny. Myśl o tym, jak ów padalec traktował
sprawy życia, śmierci i Bernadette, doprowadzała Ronnie'ego do szału. Sukinsyn musi umrzeć.
Tutaj, pośród swoich ofiar. Koniec z tym bezdusznym konowałem.
Rogi całunu, sterowane wolą Glassa, przekształcały się w niezgrabne ramiona. Nadanie nowemu ciału dawnego kształtu zdawało się być najbardziej naturalnym rozwiązaniem. Najpierw stworzył ogólny zarys dłoni, potem stawy, w końcu szczątkowy kciuk. Praojciec Adam powstający z płótna.
Ręce, jeszcze nie w pełni dopracowane, już zaciskały się na szyi patologa. W płóciennych palcach nie było czucia, trudno więc było ocenić, jak mocno należy je zacisnąć. Ronnie użył
wszystkich swoich sił. Twarz ofiary poczerniała, a z ust wystrzelił język o barwie śliwki, twardy i ostry niczym grot włóczni. Ronnie, nie panując nad sobą, skręcił mężczyźnie kark. Rozległ się nagły trzask i głowa patologa odchyliła się pod nienaturalnym kątem. Umilkły próżne błagania.
Ronnie rzucił go na wycyklinowaną podłogę i popatrzył na stworzone przez siebie dłonie, popatrzył oczyma, które wciąż jeszcze wyglądały jak dwie dziurki w poplamionym prześcieradle.
W swym ciele czuł się pewnie i - na Boga! - był teraz siłaczem, bez wysiłku skręcił temu
draniowi kark. Zajmując to dziwne, bezkrwiste ciało, uwolnił się od ograniczeń narzucanych przez ludzki organizm. Nagle zaczął żyć życiem powietrza czując, jak go ono przepełnia i zmusza do falowania. Z pewnością potrafił także latać jak prześcieradło na wietrze, a także zrobić węzeł na kształt pięści i zmusić świat do uległości. Perspektywom nie było końca...
A jednak... czuł, że osiągnął to tylko na pewien czas. Prędzej czy później całun powróci do dawnego kształtu, kawałkowi płótna zostanie przywrócona jego prawdziwa, bierna natura. To ciało nie było mu dane na zawsze, a jedynie pożyczone, miało posłużyć jego zemście. Przecież najważniejsze to znaleźć Maguire'a i pozbyć się go. Potem, jeżeli czas pozwoli, zobaczyć dzieci.
Niemądrze byłoby jednak odwiedzić je w postaci fruwającego prześcieradła. Należało popracować nad iluzją człowieczeństwa, sprawdzić, co da się w tej mierze osiągnąć.
Wiedział, ile można zdziałać, odpowiednio fałdując płótno. Czasem doszukiwał się zarysów twarzy w zmiętych poduszkach lub w kurtkach wiszących w przedpokoju. Jeszcze bardziej fascynujący był Całun Turyński, cudowny wizerunek ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa. Bernadette otrzymała kiedyś pocztówkę z jego zdjęciem, na którym widać było wyraźnie każdą ranę po gwoździu czy włóczni. Czyż nie mógł sam doprowadzić siłą woli do takiego cudu? Przecież i on powstał z martwych.