- Jestem tu od jakichś trzydziestu lat - powiedział cicho czarnoskóry mężczyzna...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziaÅ‚a Morgiana i jej dÅ‚oÅ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiÅ‚...
- — Siadaj, chÅ‚opaku — powiedziaÅ‚ dowódca...
- – Zgadzam siÄ™ – powiedziaÅ‚a nie ociÄ…gajÄ…c siÄ™ Colette...
- — Tego kuÅ›nierza mogÅ‚abyÅ› lepiej pamiÄ™tać, skoro zetknęłaÅ› siÄ™ z nim osobiÅ›cie — powiedziaÅ‚am z niezadowoleniem i naganÄ…...
- — Chce pan powiedzieć, że rurÄ™ zaÅ‚ożono, kiedy nie byÅ‚o jeszcze krateru ani tego wÄ…wozu? — spytaÅ‚em...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
- — To jest możliwe, ale raczej nieprawdopodobne — powiedziaÅ‚ Ulath...
- – Nie masz mi nic do powiedzenia – odparÅ‚, nie potrafiÄ…c ukryć pobrzmiewajÄ…cej w jego gÅ‚osie konsternacji...
- – PowinniÅ›my siÄ™ stÄ…d wynosić, nim orki zacznÄ… przetrzÄ…sać te ruiny – powiedziaÅ‚a Isaan...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Założę się, że mniej więcej tyle, ile ty żyjesz. Strzegłem na tej drodze kupieckich karawan, kiedy ty moczyłeś się w łóżku. A jeśli jestem cudzoziemcem, no cóż... kiedy ostatni raz się dowiadywałem, Khardhun był wolnym krajem. Pobiliśmy najeźdźców, czego nie można powiedzieć o nikim tu, w Dłoni!
- Wy mieliÅ›cie magiÄ™! - wybuchnÄ…Å‚ nagle mÅ‚odzieniec przy kontuarze, przekrzykujÄ…c peÅ‚en oburzenia gwar. - My byliÂÅ›my bezbronni! To jest jedyny powód! Jedyny!
Khardhu odwróciÅ‚ siÄ™ twarzÄ… do chÅ‚opaka z ustami wykrzyÂwionymi pogardÄ….
- Jak chcesz siÄ™ uspokajać takÄ… myÅ›lÄ… przed snem, to proÂszÄ™ bardzo, malutki. Może w ten sposób lepiej siÄ™ bÄ™dziesz czuÅ‚, pÅ‚acÄ…c podatki na wiosnÄ™ albo gÅ‚odujÄ…c jesieniÄ… z braku zboża. Ale jeÅ›li chcesz poznać prawdÄ™, to wyjawiÄ™ ci jÄ… za darmo.
Podczas tej przemowy hałas się uciszył, ale kilku mężczyzn wstało, świdrując Khardhu wściekłym wzrokiem.
Wojownik rozejrzaÅ‚ siÄ™ po sali, jakby uznajÄ…c chÅ‚opca przy kontuarze za niegodnego swej uwagi, i bardzo wyraźnie poÂwiedziaÅ‚:
- PobiliÅ›my Brandina z Ygrathu, kiedy nas najechaÅ‚, ponieÂważ Khardhun walczyÅ‚ jako kraj. Jako caÅ‚ość. Wy dostaliÅ›cie lanie od Alberico i Brandina, ponieważ za bardzo byliÅ›cie zajÄ™Âci wzajemnymi utarczkami granicznymi albo tym, który diuk czy książę ma poprowadzić waszÄ… armiÄ™ i jaki kapÅ‚an lub kaÂpÅ‚anka jÄ… pobÅ‚ogosÅ‚awi, albo kto ma walczyć poÅ›rodku, a kto na prawej flance, gdzie ma być pole bitwy i kogo bogowie koÂchajÄ… najbardziej. W rezultacie wszystkie wasze dziewięć proÂwincji przeciwstawiÅ‚o siÄ™ czarnoksiężnikom po kolei, palec po palcu. ZostaÅ‚y oczywiÅ›cie zÅ‚amane niczym kostki kurczÄ™cia. Zawsze myÅ›laÅ‚em - powiedziaÅ‚ przeciÄ…gle w kompletnej ciszy - że walczy siÄ™ najlepiej dÅ‚oniÄ… zwiniÄ™tÄ… w pięść.
Leniwym gestem poprosił Ettocio o jeszcze jeden kufel.
- Zaraza na twój bezczelny khardhuński łeb - wydusił z wysiłkiem szarooki. Ettocio odwrócił się, żeby spojrzeć na niego. - Niech na zawsze pochłonie cię ciemność Moriany, bo
masz racjÄ™!
Ettocio nie spodziewaÅ‚ siÄ™ tego, podobnie jak nikt inny w gospodzie. Wszyscy pogrążyli siÄ™ w ponurych wspomnieÂniach.
- Ale cóż możemy zrobić? - rzucił płaczliwie w powietrze młodzieniec przy kontuarze.
- Kląć, pić i płacić podatki - odpowiedział z goryczą kupiec wełny.
- MuszÄ™ powiedzieć, że bardzo wam współczujÄ™ - powiedziaÅ‚ z zadowolnÄ… minÄ… samotny kupiec z Senzio. ByÅ‚a to niefortunÂna uwaga. ZirytowaÅ‚a nawet Ettocio, sÅ‚ynÄ…cego z flegmatycznego usposobienia.
Młodzieniec przy kontuarze kipiał ze złości.
- Ach, ty, ty... Nie do wiary! Jakim prawem wy... - Uderzył w kontuar w ślepej furii. Pulchny Senzianin uśmiechnął się z charakterystyczną dla wszystkich Senzian wyższością.
- WÅ‚aÅ›nie, jakim prawem! - Lodowate spojrzenie szarych oczu byÅ‚o przeszywajÄ…ce. - Z moich ostatnich wiadomoÅ›ci wyÂnika, że kupcy z Senzio rÄ™ce majÄ… tak zajÄ™te pÅ‚aceniem danin dla wschodu i zachodu, że nie mogÄ… nawet wydobyć swego wyposażenia, by sprawić przyjemność żonom!
Spotkało się to z głośnym wybuchem rubasznego śmiechu. Nawet stary Khardhu uśmiechnął się lekko.
- A z moich ostatnich wiadomoÅ›ci wynika - odparÅ‚ poczerÂwieniaÅ‚y Senzianin - że namiestnik Senzio jest jednym z nas, a nie kimÅ› przywiezionym z Ygrathu czy Barbadioru!
- A co siÄ™ staÅ‚o z waszym diukiem? - odparowaÅ‚ kupiec z Ferraut. - Senzio okazaÅ‚o siÄ™ tak tchórzliwe, że aby nie zdeÂnerwować tyranów, wasz diuk zdegradowaÅ‚ siÄ™ do stanowiska namiestnika. JesteÅ› z tego dumny?
- Dumny? - zapytał szyderczo szczupły kupiec. - On nie ma czasu na żadną dumę. Zbyt jest zajęty spoglądaniem w obie strony, żeby zorientować się, któremu wysłańcowi którego tyrana powinien zaproponować swoją żonę!
I znów ochrypły, przepełniony goryczą śmiech.
- Masz ostry jÄ™zyk jak na czÅ‚owieka podbitego - rzekÅ‚ zimÂno Senzianin. Åšmiech ucichÅ‚. - SkÄ…d pochodzisz, że tak szybko odmawiasz odwagi innym ludziom?
- Z Tregei - odparł cicho zapytany.
- Z okupowanej Tregei - poprawił jadowicie Senzianin. - Z pokonanej Tregei. Gdzie rządzi barbadiorski namiestnik.
- Padliśmy ostatni - powiedział Tregeańczyk trochę zbyt butnie. - Borifort bronił się najdłużej ze wszystkich placówek.
- Ale padÅ‚ - rzekÅ‚ bez ogródek Senzianin, pewny już swej przewagi. - Nie Å›pieszyÅ‚bym siÄ™ tak z uwagami na temat cuÂdzych żon. A przynajmniej nie po opowieÅ›ciach, które wszyscy sÅ‚yszeliÅ›my o tym, co robili tam Barbadiorczycy. SÅ‚yszaÅ‚em także, że wiÄ™kszość waszych kobiet nie byÅ‚a znów tak nieÂchÄ™tna...
- Zamknij tÄ™ brudnÄ… gÄ™bÄ™! - warknÄ…Å‚ TregeaÅ„czyk, zrywaÂjÄ…c siÄ™ na nogi. - Zrób to sam albo ja ci jÄ… zamknÄ™, i to na zawsze, ty kÅ‚amliwy senziaÅ„ski Å›mieciu!
Harmider zrobił się większy niż przedtem.
Ettocio usiłował przywrócić porządek gorączkowym biciem w zawieszony nad kontuarem dzwonek.
- Dosyć! - ryknÄ…Å‚. - Dosyć tego albo wszyscy natychmiast wynocha! - Ta poważna groźba ostudziÅ‚a nieco zapaÅ‚y rozjuÂszonych przeciwników.
OstudziÅ‚a je przynajmniej na tyle, żeby znów daÅ‚ siÄ™ sÅ‚yszeć sardoniczny Å›miech khardhuÅ„skiego wojownika. Potężny mężÂczyzna wstaÅ‚. RzuciÅ‚ na stół kilka monet za swoje piwo i wciąż trzÄ™sÄ…c siÄ™ ze Å›miechu, rozejrzaÅ‚ siÄ™ po pomieszczeniu.