Jesionna przełknęła ślinę...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Sparhawk z trudem przełknął ślinę...
- Z trudem przełknął ślinę...
- the goddess of spring, Éostre, from whom our Easter is named...
- à pŸ} p ð ð ð ù ð Í ò ' Í ò½'...
- otwarcie się horyzontu czasowego w przyszłość, lecz raczej w przeszłość:âźIdziemy do przodu oglądając się za siebie" - napisał jeden z...
- w pełni zrealizowany ze względu na wybuch U wojny światowej, to jednak podstawy prawne posłużyły jako dorobek stanowiący punkt wyjścia do prac kontynuatorskich w Polsce...
- B % + # $ B + 1 + ! b # 4 #% " ,/// ! 3 % E...
- - A ja piszę powieści! - dołączył się drugi...
- i treĹci zawarte piĂciolatek zyskaĂŻ prawo do wychowania przedszkolnego...
- żelazne okucia drzwi, to, przypadłszy do gromady, stojącej w ponurem milczeniu, zaskowy- czała chrapliwie ostatkami sił i ostatkami...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
To nie był jej współplemieniec. Czy powinno ją obchodzić, co się stanie z nieznanym intruzem? Nawet jego pobratymcy nie mogli mu pomóc.
Mimo woli pewna myśl przyszła jej do głowy: gdyby natychmiast przyszła Kazi z pomocą, czy staruszka nadal by żyła? Powoli zbliżyła się do miejsca, gdzie leżał Cudzoziemiec. A jeśli nie zginął, tylko jest ranny? Jesionna oparła dłoń na rękojeści noża wiszącego u pasa. Leżeć bezsilnie, kiedy zjawią się padlinożercy...
Odsunęła na bok pogniecione trzcinopaprocie i teraz dobrze go widziała. Ten drugi błyszczący przedmiot to musiał być hełm, który chronił mu głowę. Hełm zniknął i plama zakrzepłej krwi zlepiła włosy nieznajomego, niemal tak samo jasne jak krążki z wypolerowanego metalu, które Zazar przezornie przechowywała wśród swoich osobistych rzeczy. Jesionna wiedziała, że takie krążki grały ważną rolę wżyciu Obcych Krajów. Odsłonięte, długie, kędzierzawe włosy obcego nie były czerwone jak płomień ani żółte jak błotny korzeń, ale miały coś z obu tych barw.
Obudziła się w niej czujność uzdrowicielki. Jesionna przysiadła na piętach, zdjęła sakwę z ramion, pochyliła się do przodu i delikatnie dotknęła ręki mężczyzny. Nie była zimna, jak się spodziewała, ale ciepła. Czy to możliwe, że on wciąż żyje? Upadł z tak wysoka, że mógł odnieść śmiertelne rany, ale miękkie trzcinopaprocie musiały go uchronić przed poważniejszymi obrażeniami.
Sięgnęła palcami pod skraj jego giętkiej, metalowej koszuli w poszukiwaniu pulsu. Serce biło równomiernie. Może jednak los mu sprzyjał i jego rany da się wyleczyć, zwłaszcza gdyby ktoś go pielęgnował do powrotu jego towarzyszy. Na razie leżał tak bezbronny jak przynęta, a ona niewiele mogła zrobić.
Mimo to zabrała się do pracy, zupełnie jakby to był mężczyzna z Ludu Bagien, którego klan wezwał ją na pomoc. Pracowała szybko, lecz wytrwale, używając leków, które miała w sakwie; pilnowała, by zrobić wszystko, co trzeba na danym etapie, zanim przeszła do następnego.
Jedna z kości przedramienia była złamana i nie mogła jej wydobyć z metalowego rękawa. Unieruchomiła ją więc tak, żeby ranny nieostrożnym ruchem nie zrobił sobie większej krzywdy. Teraz, kiedy przewróciła go na plecy, widziała dobrze jego twarz. Opatrunkiem z mchu nasączonym jednym z naparów Zazar oczyściła, a potem obejrzała ranę na głowie nieznajomego. Kiedy jej dotknęła, jęknął cicho, ale nie otworzył oczu.
On rzeczywiście był inny niż Cudzoziemiec – morderca, którego śladem tu dotarła.
Przede wszystkim był młodszy. Z przyjemnością patrzyła na jego twarz, gdy otarła ją z krwi. Z jakiego klanu pochodził? Czy raczej, jako Cudzoziemiec, z jakiego rodu? Skończyła bandażować jego głowę, narwała liści i oparła na nich jak na poduszce. Czy powinna podać mu teraz jakiś środek wzmacniający? Ogarniał ją coraz większy niepokój. Nie powinni tu przebywać, przy wszechobecnym zapachu krwi. To zbyt ryzykowne. Co...
Otworzył oczy i spojrzał na Jesionnę. Odniosła wrażenie, że jej nie widzi, że szuka wzrokiem jakiejś twarzy lub znajomego otoczenia. Przemówił lekko drżącym głosem, lecz nie zrozumiała jego słów. Musiał to być język jego ludu. Jesionna chciała go dotknąć, ale się powstrzymała. Byli sobie obcy, więc jak mogłoby go ukoić jej dotknięcie? Nadal rozglądał się wokoło. Patrzył poza i poprzez Jesionnę, jak gdyby była niewidzialna, jednak głos przestał mu drżeć i pojawiła się w nim rozkazująca nuta. Jeżeli to było pytanie, nie otrzymał odpowiedzi.
Jesionna znów poszukała w sakwie i wyjęła z niej glinianą buteleczkę, grubo owiniętą mchem. Wyjęła korek, z determinacją uniosła głowę Cudzoziemca i przytknęła mu buteleczkę do ust. Połknął bez protestu. Kiedy tym razem spojrzał do góry, najwyraźniej zobaczył Jesionnę. Zmarszczył lekko brwi, jakby widok dziewczyny go zdziwił.
– Jesteś ranny – powiedziała powoli, robiąc przerwy między słowami, żeby ją zrozumiał, jeśli zdoła. – Leż spokojnie. Odpocznij.
Spochmurniał jeszcze bardziej. Spróbował poruszyć głową, wreszcie jęknął, znów zamknął oczy i już ich nie otworzył. Jesionna siedziała nieruchomo. Wyglądało na to, że musi znaleźć dla niego jakieś bezpieczne miejsce – ale czy ono gdzieś istnieje? A jeśli tak, to jak ma go tam przenieść?
19