- A ja piszę powieści! - dołączył się drugi...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- to znać jaśnie, iż czynili te rzeczy, które doskonałemu dworzaninowi należą; jeden ćwicząc Aleksandra Wielkiego, a drugi króle sycylijskie...
- cy, przegrany; pierwszy, drugi, podwójny, trojaki...
- Cenzura Pożądanie tego, co niedostępne i zakazane nie ogranicza się, rzecz jasna, do proszków piorących...
- – W każdym razie żądamy widzenia z lordem Vetinari – wtrącił Boggis...
- To jest zawartość pliku dane...
- 1
- 42 — No właśnie...
- II)
- - Masz rację...
- \par Gueri-\par son d'une aveugle-nie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Chociaż jak na razie żadnej nie wydano, więc lepiej się pilnujcie, bo mam dzisiaj paskudny humor.
Oczy Forda wyszły z orbit. - Co to za faceci?!
- Nie wiem - odpowiedział Zaphod. - Chyba wolałem, kiedy strzelali.
- To jak, wyjdziecie grzecznie - krzyknął znów jeden z gliniarzy - czy mamy was wykurzyć?
- A co byście woleli? - odkrzyknął Ford. Milisekundę później powietrze wokół nich znowu zaczęło się smażyć, a piorun za piorunem walił w bank komputerowy przed nimi.
Strzelanina o trudnej do wytrzymania intensywności trwała kilka sekund. Kiedy umilkła, następne kilka sekund powtarzało ją echo i dopiero potem zapanowała cisza.
- Ciągle tam jesteście? - zawołał jeden z gliniarzy.
- Tak - odkrzyknęli.
- Nie sprawiło nam to przyjemności! - krzyknął drugi.
- Było widać! - odpowiedział Ford.
- A teraz słuchaj, Beeblebrox, i radzę ci słuchać uważnie!
- Dlaczego? - odkrzyknął Zaphod.
- Ponieważ to będzie bardzo inteligentne, dosyć interesujące, a przy tym humanitarne! Więc tak: albo natychmiast się poddacie i pozwolicie, że trochę was pobijemy, chociaż nie za mocno, oczywiście, bo jesteśmy zdecydowanie przeciwko nieuzasadnionemu stosowaniu przemocy, albo wysadzimy w powietrze całą tę planetę i być może jeszcze jedną czy dwie inne, które zauważyliśmy po drodze!
- Ale to szaleństwo! - wykrzyknęła Trillian. Nie zrobilibyście tego!
- Owszem, zrobilibyśmy! - odrzekł gliniarz. No nie? - zapytał drugiego.
- No pewnie, musielibyśmy to zrobić! - odwrzasnął mu drugi.
- Ale dlaczego?! - nalegała Trillian.
- Bo są pewne rzeczy, które musi się robić, nawet jeżeli jest się oświeconym, liberalnym gliniarzem, który wie wszystko o wrażliwości i całej reszcie!
- Po prostu nie wierzę tym facetom - mruknął Ford, potrząsając głową.
- Postrzelamy trochę do nich? - krzyknął jeden gliniarz do drugiego.
- Pewnie, czemu nie?
Wypuścili następną elektryczną serię.
Hałas i gorąco były naprawdę imponujące. Bank komputerowy zaczynał się powoli rozpadać. Prawie cały przód stopił się, a strumienie płynnego metalu spływały wolno do tyłu, w kierunku skulonej czwórki.
Ford, Zaphod, Trillian i Artur stłoczyli się jeszcze bardziej i czekali na koniec.
ROZDZIAŁ 33
Ale koniec nie nadszedł, w każdym razie nie wtedy. Całkiem znienacka strzelanina umilkła, a nagłą ciszę zmąciło parę gulgotów i głuchych odgłosów jak gdyby duszenia się.
Cała czwórka spojrzała po sobie. - Co się stało? - spytał Artur.
- Przestali - odpowiedział Zaphod, wzruszając ramionami.
- Dlaczego?
- Nie wiem. Chcesz pójść ich zapytać? - Nie.
Czekali. - Jest tam kto?! - zawołał Ford. Żadnej odpowiedzi.
- To dziwne.
- Może to pomyłka. - Byli na to za głupi.
- Co to były za odgłosy? - Nie wiem.
Czekali następne kilka sekund.
- Dobra - odezwał się Ford. - Idę się rozejrzeć.
Spojrzał na pozostałych.
- Czy nikt nie ma zamiaru powiedzieć: "Nie, nigdy w życiu, ja pójdę zamiast ciebie?"
Cała trójka potrząsnęła głowami. - No cóż - mruknął Ford i wstał. Przez chwilę nic się nie działo.
Potem - po jakiejś sekundzie - nadal nic się nie działo. Ford wyjrzał zza grubej zasłony dymu, który wydobywał się z płonącego komputera.
Ostrożnie wyszedł na otwartą przestrzeń. Ciągle nic się nie działo.
Dwadzieścia jardów dalej zobaczył poprzez dym niewyraźną postać jednego z gliniarzy, który leżał
skurczony na podłodze. Dwadzieścia jardów dalej leżał drugi. Poza tym nie było nikogo więcej.
Fordowi wydało się to niezwykle dziwne.
Powoli i z namysłem ruszył w kierunku pierwszego. Ciało leżało uspokajająco nieruchomo, kiedy podchodził, nie przestało też leżeć uspokajająco nieruchomo, gdy stanął nad nim i postawił stopę na karabinie kill-o-zap, który ciągle trzymały zwiotczałe palce.
Sięgnął w dół i podniósł karabin, nie spotykając się z najmniejszym oporem.
Gliniarz był niewątpliwie martwy.
Pobieżne badanie ujawniło, że pochodził on z Blagulona Kappa i należał do form życia oddychających metanem. Aby przeżyć w rzadkiej tlenowej atmosferze Magrathei, był mu niezbędny kombinezon kosmiczny.
Na ramionach miał plecak z malutkim komputerem systemu podtrzymującego Tycie i okazało się, że komputer ten całkiem niespodziewanie wybuchł.
Ford zajrzał do niego ze zdumieniem. Miniaturowe komputery miały zwykle pełne zabezpieczenie głównego komputerem statku, z którym były połączone bezpośrednio przez sub-etha. System ten był
niezawodny we wszystkich sytuacjach z wyjątkiem całkowitego braku reakcji ze strony głównego komputera, co było nie do pomyślenia.
Podbiegł do drugiego martwego ciała i odkrył, że jemu również zdarzyła się dokładnie ta sama nieprawdopodobna rzecz, przypuszczalnie w tym samym momencie.
Zawołał resztę, żeby przyszli zobaczyć. Byli zaskoczeni, ale nie podzielali ciekawości Forda.
- Zabierajmy się stąd - powiedział Zaphod. Wszystko mi jedno, co miałem tutaj znaleźć. Cokolwiek to było, nie chcę tego!
Złapał drugi karabin kill-o-zap, władował wściekłą serię w całkowicie nieszkodliwy komputer obliczeniowy i wybiegł na korytarz, a za nim pozostali. Bardzo mało brakowało, aby następną wściekłą serią rozwalić pojazd czekający na nich parę jardów dalej.
Pojazd byt pusty, lecz Artur rozpoznał go: była to maszyna Slartibartfosta.
Do tablicy rozdzielczej przyczepiona była kartka. Narysowana na niej strzałka wskazywała jeden z przycisków.
Znajdowały się na niej słowa: "Jest to prawdopodobnie najlepszy guzik, jaki możecie nacisnąć".
ROZDZIAŁ 34
Pojazd pomknął przez stalowe tunele prowadzące na odrażającą powierzchnię planety, z prędkością znacznie przekraczającą R siedemnaście. Magrathea znajdowała się właśnie w szponach kolejnego posępnego świtu i upiorne szare światło krzepło na jej powierzchni.