Sparhawk z trudem przełknął ślinę...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- - Myślałem, iż przyszedłeś tu po to, żeby patrzeć - zauważył Sparhawk...
- - Czy to były grube drzwi? - zapytał Sparhawk ze zdumieniem...
- Jesionna przełknęła ślinę...
- Z trudem przełknął ślinę...
- nawet, ile kupi...
- Was all a bit hazy after that, but remember seeing Magda and Jeremy laughing together in a corner and catching her afterwards...
- 378 3...
- laktokokcyna M (LcnM i LcnN) Lactococcus cremoris 9B4 (16) laktacyna F (LafA i LafX) Lactobacillus jonhsonii...
- kody kreskowe a) Woda Żywiec...
- Na scenie szef zarzÂądziÂł próbĂŞ zmiany dekoracji i Romek zobaczyÂł, jak rupieciarnia zmienia siĂŞ w wejœcie do egipskiej œwiÂątyni...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
— To gra — przyznaÅ‚a Flecik bezceremonialnie — a przecież nigdy nie wiemy
w momencie rzutu, co wypadnie na kostkach, prawda?
Sephrenia i Otha wciąż się zmagali. Nagle w świątyni zapanowała ciemność.
Przez zapierającą dech w piersiach chwilę Sparhawkowi się zdawało, że ciemno-
ści będą trwać wiecznie.
Stopniowo zaczęła wracać jasność. Ogień w ogromnych metalowych kadziach
ponownie zabłysnął i płomienie poczęły wznosić się coraz wyżej i wyżej.
Sparhawk zorientował się, że Annias patrzy na niego. Prymas Cimmury wy-
glądał jak trup. Oślepiony obsesyjną ambicją zdobycia tronu arcyprałata, Annias nie zdawał sobie w pełni sprawy ze zgrozy zaprzedania duszy. Teraz przejrzał, ale było już za późno. Wlepiał wzrok w Sparhawka, niemo błagając o ratunek przed
otchłanią, która otworzyła się u jego stóp.
Lycheas płakał jak dziecko i bełkotał z przerażenia. Arissa tuliła go do siebie, a na jej twarzy malowała się nie mniejsza zgroza, niż wyzierająca z oczu Anniasa.
Otha i Sephrenia mocowali się dalej. Świątynia wypełniła się hałasem i świa-
tłem, trzaskami i kłębami dymu.
— Sparhawku, już czas — usÅ‚yszaÅ‚ rycerz spokojny gÅ‚os maÅ‚ej Flecik.
Zebrał się w sobie i ruszył do przodu, nadal grożąc mieczem klejnotowi, który zdawał się kulić pod ciężarem stalowej klingi.
— Sparhawku, kocham ciÄ™ — cichy gÅ‚os brzmiaÅ‚ niemal rzewnie.
I zaraz został zagłuszony warkliwym porykiwaniem w języku trolli. Słychać
było wiele głosów, a dobywały się z Bhelliomu. Sparhawk zatoczył się smagnięty nienawiścią bogów trolli. Cierpiał męki jak na torturach. Płonął i jednocześnie zamarzał. Ból nie do zniesienia rozrywał mu ciało.
— BÅ‚Ä™kitna Różo! — wykrztusiÅ‚. — Rozkaż bogom trolli, by umilkli! BÅ‚Ä™kitna
Różo, uczyÅ„ to — teraz!
Udręka trwała nadal, a ryk bogów trolli wciąż się natężał.
— A zatem giÅ„, BÅ‚Ä™kitna Różo! — Sparhawk uniósÅ‚ miecz.
Wycie nagle umilkło. Ból ustąpił.
Sparhawk przeszedł przez pierwszy z onyksowych tarasów i postawił nogę na
następnym.
— Nie czyÅ„ tego, Sparhawku — odezwaÅ‚ siÄ™ gÅ‚os w jego gÅ‚owie. — Aphrael
to kapryśne, złośliwe dziecko. Wiedzie cię ku zgubie.
392
— ZastanawiaÅ‚em siÄ™, jak dÅ‚ugo bÄ™dziesz milczaÅ‚, Azashu — rzekÅ‚ Sparhawk drżącym gÅ‚osem, przechodzÄ…c przez drugi taras. — Czemu wczeÅ›niej do mnie nie
przemówiłeś?
Głos w jego myślach milczał.
— CzyżbyÅ› siÄ™ baÅ‚? — zapytaÅ‚ rycerz. — CzyżbyÅ› siÄ™ obawiaÅ‚, że coÅ› z tego,
co powiesz, mogÅ‚oby zmienić przeznaczenie, którego nie znasz? — WszedÅ‚ na
trzeci taras.
— Nie czyÅ„ tego, Sparhawku — gÅ‚os zabrzmiaÅ‚ proszÄ…co. — OfiarujÄ™ ci caÅ‚y
świat.
— Nie chcÄ™.
— MogÄ™ ciÄ™ uczynić nieÅ›miertelnym.
— Po co? Ludzie przywykli do Å›mierci. Jedynie bogom wydaje siÄ™ ona tak
przerażajÄ…ca. — Sparhawk przeszedÅ‚ przez trzeci taras.
— Jeżeli siÄ™ nie cofniesz, zniszczÄ™ twych towarzyszy.
— Każdy wczeÅ›niej czy później umrze. — Sparhawk staraÅ‚ siÄ™ zachować
chłodną obojętność. Wstąpił na czwarty taras i tu natknął się na niewidzialną przeszkodę. Nie mógł uczynić kroku, jakby wyrosła przed nim szklana ściana. Azash chcąc ocalić szafirową różę nie ważył się atakować bezpośrednio, ale musiał go powstrzymać. Nagle Sparhawk zrozumiał, na czym polega jego przewaga. Bogowie nie tylko nie znali jego przeznaczenia; nie mogli również dostrzec jego myśli.
Azash nie wiedział, kiedy Sparhawk zdecyduje się na uderzenie. Azash nie po-
trafił wyczuć podjęcia tej decyzji, a więc nie mógł zatrzymać uderzenia miecza.
Rycerz postanowił wykorzystać swą przewagę. Stojąc przed niewidzialną ścianą
westchnÄ…Å‚: — No cóż, skoro tego chcesz. . . — i ponownie wzniósÅ‚ miecz.
— Nie! — krzyknÄ…Å‚ nie tylko Azash, ale i bogowie trolli.
Sparhawk przeszedł czwarty taras. Był mokry od potu. Mógł ukryć swe myśli
przed bogami, lecz nie przed samym sobÄ….
— BÅ‚Ä™kitna Różo — rzekÅ‚ cicho do Bhelliomu, gdy wchodziÅ‚ na piÄ…ty taras —
teraz to uczynię. Ty, Khwaj, Ghnomb i inni pomożecie mi lub zginiecie. Tu musi zginąć bóg. . . lub wielu bogów. Jeżeli mi pomożecie, zginie tylko jeden. Jeżeli nie, los ten spotka was wszystkich.
— Sparhawku! — odezwaÅ‚a siÄ™ Aphrael.
— Nie przeszkadzaj!
Bogini zawahała się przez mgnienie oka.
— Czy mogÄ™ ci pomóc? — szepnęła gÅ‚osem maÅ‚ej dziewczynki.
— Dobrze, ale to nie czas na zabawy — i nie zaskakuj mnie wiÄ™cej, bo ramiÄ™
mi drgnie i niechcÄ…cy zniszczÄ™ klejnot.
Świetlista iskierka z wolna urosła w żarzącą się jasność, z której wyłoniła się Aphrael z pasterską fujarką przy ustach. Jak zwykle jej stópki były poznaczone trawiastymi plamami. Twarzyczkę miała zasmuconą. Opuściła fujarkę.
393
— Nie zważaj na mnie, Sparhawku, zniszcz to — powiedziaÅ‚a z rezygnacjÄ…. —
Oni nigdy ciÄ™ nie usÅ‚uchajÄ…. — Westchnęła. — ZmÄ™czona już jestem tym życiem
bez końca. Rozbij kamień i niech się stanie, co ma się stać.
Bhelliom zadrżał w dłoni Sparhawka. Był ciemny, mroczny, a nagle zajaśniał
błękitnie. Poddał się.
— Teraz ci pomogÄ…, Sparhawku — rzekÅ‚a Aphrael.
— SkÅ‚amaÅ‚aÅ› im!
— Nie, skÅ‚amaÅ‚am tobie. Przecież nie mówiÅ‚am do nich.
Sparhawkowi nie pozostało nic innego, jak tylko wybuchnąć śmiechem.
Przeszedł piąty taras. Wciąż zbliżał się do posągu, a także do Othy, prężące-
go się z wysiłku w pojedynku z Sephrenią, boju bardziej tytanicznym niż jego
walka z Martelem. Rycerz wyraźniej teraz widział przerażonych Anniasa, Arissę i Lycheasa.
Wyczuwał przytłaczającą obecność bogów trolli. Wydawali się tak realni, że
mógł niemal dojrzeć ich potężne, wstrętne postacie unoszące się opiekuńczo tuż za nim. Postawił stopę na szóstym tarasie. Pozostały jeszcze trzy. Mimo woli zastanowił się, czy liczba dziewięć miała jakieś szczególne znaczenie dla wyznaw-ców Azasha, i w tym momencie bóg Zemochów rzucił wszystko na jedną szalę.
Rozpętał całą swą moc, desperacko próbując powstrzymać posłańca w czarnej
zbroi niosącego mu nieubłaganą, błyszczącą, niebieską śmierć.
Spod stóp Sparhawka wystrzelił ogień, ale w tej samej chwili ugasił go lód.