Z trudem przełknął ślinę...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Jesionna przełknęła ślinę...
- Sparhawk z trudem przełknął ślinę...
- I CZELADNIK A on, wicie, jeszcze jedno, wicie, ma cierpienie, towarzyszu mistrzu: on się kocha w naszym tym perwersyjnym aniołku tylko temu, co ona jest...
- wokół nas jako wszechogarniających i trwałych...
- Rozdział 50Mary zmarła o poranku...
- ł e strony...
- Dorcas wpięła sobie we włosy stokrotkę; kiedy jednak szliśmy wzdłuż kamiennych ścian (ja owinięty szczelnie w mój płaszcz, a tym samym całkowicie...
- MIAST!Był też w złym nastroju, ponieważ przegrał na walkach krewetek...
- Zbliżył się do migoczącej tablicy...
- âźPrzyswoiłem sobie dużo wiącej wiedzy, ucząc młodszych od siebie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nie umiejąc całkowicie uspokoić drżącej ręki, starał się przynajmniej nie rozlać wina. Podniósłszy wzrok, zauważył, że hrabina przygląda mu się badawczo.
– Żadne wino nie równa się z tym, które pochodzi z Thornu – powiedziała.
Z bliska wyglądała jeszcze starzej. Była też mała, czego nie zauważył, gdy prowadziła go do stolika.
– Czegóż chcesz ode mnie? – zapytał.
Pytanie to bardziej niż hrabinę zaskoczyło samego Camrona. Nie mógł wprost uwierzyć, że je zadał. Czyżby opary wina ośmieliły go, by mówił bez ogródek? A może obecność tej znamienitej osobistości tak nań podziałała? Nie wiedział. Pytania jednak nie wycofał.
Biorąc kielich z jego dłoni, Lianne powiedziała:
– Jutro o świcie ruszasz na północ wraz z wojskiem mego syna. – Choć nie było to wypowiedziane pytającym tonem, urwała na moment, dając Camronowi czas na zorientowanie się, że zdano jej raport z wydarzeń, jakie rankiem miały miejsce w sali tronowej. Przeszywając go ostrym spojrzeniem – wrażenie potęgował kolor jej oczu – podjęła: – Powiedz mi, Camronie z Thornu, kiedy już staniesz naprzeciw zastępów Izgarda, o co będziesz walczył?
Spłonął rumieńcem. Wbił wzrok w ziemię, byle tylko uniknąć kontaktu z tymi nieskazitelnie niebieskimi oczami.
– Dla dokonania zemsty? – zapytała. – Z miłości do Raize? A może widzisz szansę na ostateczne wyjście z długiego cienia, jaki rzucił twój ojciec? A może szukasz Wiernej Góry nowego pokolenia?
Potrząsnął głową ze złością.
– Będę bronił pamięci ojca, a także pamięci Thornu i tych, którzy tam polegli.
– Ach, tak – rzekła Lianne, wodząc palcem po obrzeżu kielicha. – Zatem masz trzy powody.
– Bynajmniej. – Camron z łoskotem odstawił dzbanek na tackę. Srebrne kielichy zadzwoniły cicho. Kim ta kobieta była? Co dało jej prawo do wysuwania takich przypuszczeń? Czując się jak pijany – jakby pił, a nie wdychał wino stojące przed nim – odsunął się od hrabiny oraz rzędu stolików i krzesełek. – Nie przyszedłem tu, by mówić o sobie. Jak wiesz, raizyjska armia wyrusza jutro skoro świt. Przybyłem do Mir’Lor, aby ostrzec twojego syna, iż Izgard ma do swej dyspozycji... – urwał wpół zdania, wspominając na swe dokonania przed suzerenem i całym dworem – ...nienaturalnych sprzymierzeńców.
Z gardła Lianne wydostał się ochrypły dźwięk, który mógł wyrażać śmiech. Zwracając się w stronę światła bijącego z paleniska, pociągnęła spory łyk wina. Dopiero teraz Camron dostrzegł jej piękno: długi łuk szyi, lekko wysunięte kości policzkowe. Co też ludzie zwykli o niej mówić? “W jej oczach spotyka się całe Raize”. Należało jednak wziąć pod uwagę coś jeszcze. Coś, co wiązało się z taktem, iż o jej rękę zabiegali dwaj najpotężniejsi ludzie w kraju. Jednego Camron znał: starego suzerena, ale kto był tym drugim, nie miał pojęcia.
Lianne, hrabina Mir’Lor, dotknęła warg smukłym palcem. Przez chwilę wyglądała jak lustrzane odbicie swego syna.
– A gdybym ci dała, Camronie z Thornu, jeszcze jeden powód do walki? Co byś na to odrzekł?
Lord, zdezorientowany, pogładził włosy. Zginęło wiele mężczyzn i kobiet. Zginął też jego ojciec. Dlaczego nie potrafił wytłumaczyć tego ludziom zamieszkującym ten pałac? Dlaczego pozostawali głusi na jego słowa?
– Nie brak mi powodów, by podjąć walkę, pani. Każdy, kto na własne oczy zobaczył harrarów, nie może w to wątpić.
Niewzruszona siłą jego słów, Lianne uśmiechnęła się słabo.
– Musisz wiedzieć, że w gniewie najbardziej przypominasz swego ojca.
Poczuł ucisk na piersi, jakby kazano mu podjąć grę pozbawioną zasad.
– Znałaś mojego ojca?
Lianne skinęła głową. Po raz pierwszy, odkąd przekroczył próg jej komnaty, spuściła wzrok.
– Można tak powiedzieć. Bardzo dawno temu. Za czasów wojny i zwycięstwa pod Wierną Górą.
Camron początkowo nie chciał w to uwierzyć. Czyż to możliwe, aby znając osobiście hrabinę Mir’Lor, ojciec nie pochwalił się tym ani razu?
– Byliśmy rówieśnikami – ciągnęła Lianne, odwracając się plecami do gościa i wędrując w stronę kominka. – Tylko my dwoje pamiętaliśmy, czym niegdyś był Garizon. – Wzruszyła ramionami, wpatrzona w płomienie. – Berick nie żyje, więc zostałam jedna. – Znienacka odwróciła się od ognia. Oczy jej błyszczały, a na policzki wypłynęły dwa nieduże rumieńce. – Nie sądź zatem, że opowiadasz mi o rzeczach, o których nic mi nie wiadomo. Nowiny o Garizonie i jego królach są dla mnie jak dawna, lecz nieprzebrzmiała opowieść.