- Jazda!Set posadził kobietę na łóżku, założył sobie jej ramię na szyję i pomógł jej wstać...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- choćbyÅ› i mnie miaÅ‚ waszmość tak pochlastać, zawszeć winszujÄ™, winszujÄ™! – Et, dalibyÅ›cie sobie waszmoÅ›ciowie pokój; bo w rzeczy nie macie siÄ™...
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie majÄ… w miarÄ™ rozwiniÄ™ty przemysÅ‚ – dodaÅ‚ po chwili – bÄ™dziemy musieli sprawić sobie trochÄ™ odtylcowych...
- 08 Przynoœcie wiêc owoc godny nawrócenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bóg mo¿e wywieœæ synów Abrahamowi...
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- Każda służba jest wyborem pomiędzy zagarnianiem ku sobie, a darzeniem, dawaniem ze siebie, a więc uczy miłości wedle podobieństwa do miłości Boga, czyli...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- w swej głowie wymalował, iż potym sztychując ono z rzeczą prawdziwą a widomą, chocia sama w sobie onad rzecz była dziwnie osobna, jednak przeciwko onej...
- - Na fajki gracie? Kurcze, to już hazard! Szef jak się dowie to nas zjebie!- No co ty! Wiesz, przecież pooddajemy sobie te fajki na końcu...
- — Wszyscy bÄ™dziemy sobie potrzebni, i to już niedÅ‚ugo — odparÅ‚ tonem prze- powiedni Amerykanin...
- — Czy Weyr zbadaÅ‚ w koÅ„cu te pÄ™draki? — spytaÅ‚ P’tero, nagle przypominajÄ…c sobie cel ekspedycji...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Patrząc wyzywająco na Sopla, ruszył w stronę łazienki.
- Pójdę z tobą - powiedział Sopel.
- Nie ma potrzeby. Dam sobie radÄ™.
- We dwóch poradzimy sobie lepiej. Set spojrzał na niego z ukosa.
- Najpierw boisz się, że będę ją napastował, a chwilę później chcesz się jej przyglądać w toalecie. Coś ci się miesza.
Nie dając się sprowokować, Sopel wziął kobietę za drugie ramię i zaprowadził ją z Setem do łazienki. Patrzył z zażenowaniem, jak Set zdejmuje jej figi i sadza na sedesie. Głowa kobiety poleciała najpierw w jedną, potem w drugą stronę.
- Spróbuj sobie ulżyć - zachęcał Set. - Przecież nie chcemy żadnych awarii.
Sopel omal nie odepchnął ręki Seta, kiedy ten naciskał brzuch kobiety.
Nie! Ojciec! Muszę odszukać ojca! Nic nie może mi w tym przeszkodzić! Mogę policzyć się z Setem później, ale teraz... - myślał Sopel
Odetchnął z ulgą, gdy kobieta oddała mocz.
Zanieśli ją z powrotem na łóżko. Znów podkurczyła kolana.
- Co robisz? - warknÄ…Å‚ Set.
- Wkładani jej bieliznę.
- Nie ma potrzeby.
Mierzyli się wzrokiem. Napięcie rosło.
Sopel sięgnął po koc leżący na kanapie, zamierzając okryć nim kobietę.
- Nie - oczy Seta błysnęły ostrzegawczo. - Narkotyk podziała lepiej, jeśli będzie zmarznięta.
Sopel zdał sobie sprawę, że osiągnęli punkt krytyczny. Jeśli nie ustąpi, według wszelkiego prawdopodobieństwa dojdzie do walki. Ojciec powinien być dla niego ważniejszy.
- Jak sobie życzysz.
- Dokładnie tak. Jak sobie życzę. Nie chciałbym, żeby coś zagroziło naszej przyjaźni -ton Seta był kpiący. - Dalej! Przesłuchaj ją!
A ty skupisz się na jej nagości, pomyślał ze złością Sopel.
Podszedł do komody, otworzył szufladę i wyjął fiolkę ze sproszkowanym amytalem sodu. Rozpuścił pięćset miligramów narkotyku w dwudziestu mililitrach wody destylowanej i napełnił strzykawkę.
XXII.
- SÅ‚yszysz mnie?
Nie odpowiedziała.
Sopel nachylił się niżej i powtórzył pytanie.
Skinęła głową i wyszeptała słabo:
- SÅ‚yszÄ™...
- To dobrze. Bądź spokojna. Jesteś bezpieczna. Nie ma się czego bać. Jesteś wśród przyjaciół.
- Przyjaciół...
- Tak. Powiedz, jak ci na imiÄ™.
- Eryka...
- A nazwisko?
- Bernstein-Grisman.
Nazwisko nie pozostawia żadnych wątpliwości, pomyślał Sopel. Kobieta jest Żydówką, jak podejrzewał Set.
- Dlaczego poszłaś za ojcem Dusseault do Ogrodów Watykańskich? - zapytał łagodnym głosem.
- Trzej mężczyźni usiłowali nas zabić...
To nie była odpowiedź na jego pytanie; zawiedziony Sopel przymknął oczy. Kontynuował jednak przesłuchanie, nie zmieniając tonu.
- Opowiesz nam o tych ludziach później. Co z ojcem Dusseault? Kolejna oderwana odpowiedź:
- Mój ojciec zniknął.
Sopel nie potrafił zdecydować, czy powinien zmusić Erykę do mówienia o ojcu Dusseault, czy też pójść za jej przypadkowymi skojarzeniami. To, co wiedziała, mogło być tak skomplikowane, że nie uda mu się uzyskać istotnych informacji, jeśli będzie się sztywno trzymał tematu. Uwaga o jej ojcu, chociaż pozornie nie mająca nic wspólnego ze sprawą, była dostatecznie dziwna, by to zbadać.
- ZniknÄ…Å‚? Kiedy?
- Dwa tygodnie temu.
- Gdzie?
- W Wiedniu.
- Dlaczego?
- Nie wiem.
Pomimo otępienia narkotykiem, kobieta była teraz tak pobudzona, że Sopel postanowił zadać kilka niewinnych pytań, aby ją uspokoić i zachęcić do mówienia swobodnie.
- Opowiedz nam o swoim ojcu.
Eryka milczała.
Sopel zadał bardziej konkretne pytanie.
- Ile ma lat?
- SiedemdziesiÄ…t.
- Czy jeszcze pracuje?
- Odszedł na emeryturę.
- SkÄ…d?
Nudziła go już ta indagacja, za pomocą której próbował rozluźnić kobietę.
- Jak zarabiał na życie?
- Mossad...
Sopel zamarł słysząc tę nieoczekiwaną odpowiedź. Spojrzał na Seta, który zaskoczony oderwał wzrok od nóg kobiety, i wrócił do przesłuchania.