[JAN] Gdzież jest Dyjanna? [STELLA] Z bardzo wielkim żalem Nie mogła tu przyjść...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- — Splamił go? Splamił?— Bardzo dba o osobistą czystość...
- Było to nadal za mało jak na ich potrzeby, „wszystko było wspaniale zorganizowane, bardzo zabawne zupełnie inaczej niż obecnie jest zorganizowane nasze centrum...
- Przez chwilę wahała się - to, co chciała zrobić, nie było zakazane przez zwyczaj, ale mógł dokonać tego tylko ktoś bardzo poruszony, w sytuacji, która go...
- Wszystko zaczyna się bardzo prosto, bo system liczbowy Majów jest całkiem prosty: jedynkę oznaczali kropką, dwójkę dwiema kropkami- i tak dalej...
- Chociaż trenowałem i trenowałem godzinami, nie przypuszczałem, że dwanaście zaledwie minut walki może trwać tak bardzo długo...
- Kto wie, jak działa na proste katolickie umysły eksponowana w mediach świetność beatyfikacji i kanonizacji, jak bardzo wyraża się w kanonizacjach określona...
- W ciągu trzech pierwszych miesięcy od czasu przeniesienia się do nowej siedziby byłem wciąż bardzo zajęty i prawie nie widywałem mego przyjaciela Holmesa...
- Król Azis milczał bardzo długo, tylko drgania nagłe biegły przez jego twarz na znak, że bije serce królewskie i że się lęka...
- ciekawe i co mnie osobiście bardzo zaskoczyło — zdałem sobie spra- wę, że czasami pracując mniej i krócej, można było zrobić więcej, niż...
- szczęśliwy i bezpieczny – stwierdza, że jest zadowolony, a nawet bardzo zadowolony ( Jak dobrze)...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
[JAN]
Ha!...
[STELLA]
Humla wariacją
Na fortepianie gra...
[JAN]
I tu nie przyjdzie?
[STELLA]
Nie wiem. Jak skończy, to może spacerem...
Bo wiesz, że ona jutro za mąż idzie.
[JAN]
Jutro...
[STELLA]
Coż ci to?...
[JAN]
Prawda... to jest zerem
W moim rachunku... jutro więc... drzę cały.
Dyjanna za mąż idzie – a za kogo?...
40
[STELLA]
Ach! jak szczęknęły dziwnie twoje strzały W kołczanie!... Słuchaj – teraz z wielką trwogą Patrzę na ciebie – teraz ty zupełny Baszkir... ach, czarny teraz Baszkir z ciebie!
Czemu ty patrzysz tak na księżyc pełny?
[JAN]
To nic, Steluniu – szukałem na niebie Tych gwiazd – tych siedmiu gwiazd związanych razem, Które ty niegdyś, astronomka złota, Pokazałaś mi... nad strasznym obrazem Zmrożonej nędzy – zgasłego żywota,
Śnieżnego piekła... Tutaj być powinny, W tej stronie niebios... te skrzypce z gwiazd – skrzypce, Po których ty jak aniołek niewinny
Wodziłaś smyczkiem... Twej pasieki lipce Nie są tak słodkie jako ta muzyka,
Która na gwiazdach – po tobie została.
I kiedym siadał pośród mogilnika,
To na Sybirze mi tam – grała – grała, Grała... jak wasz głos... panny.
[do siebie]
Czy w łeb strzelę
Sobie... czy pójdę po żołniersku spić się?
[STELLA]
Skrzypeczka ta z gwiazd?
[JAN]
Na siostry wesele
Sprowadź ją z nieba!...
[STELLA]
Więc ty musisz kryć się?
Więc ty nie przyjdziesz jutro do kościoła?
Więc ty ...
[JAN]
O! biedny! biedny! biedny! biedny,
Który ojczyznę straci.
41
[STELLA]
Nie kryj czoła!
My z Dianią pacierz kończyły powszedny Twoim imieniem... ty byłeś tu z nami Każdej niedzieli – i każdego piątku; Dianka twoimi gadała słowami,
Na chrzcinach chłopskich każdemu dzieciątku Dawała imię Jan... Dianka dziś szlocha, Diania dziś blada, Dianka dzisiaj chora.
O! ty wiesz, ty wiesz – że cię Dianka kocha!
[JAN]
Ha!
[STELLA]
Ale mama z papą przyszli wczora,
Na łóżku siedli – mnie kazali iść precz, Zamknęli na klucz drzwi – i coś tam siostrze Gadali. – Ona krzyczała: „To miecz!
Trucizny dajcie! – Sama nóż wyostrzę I sobie gardło poderznę po ślubie!”
A marna z papą do niej: „Jesteś głupia!
Gadasz, jak gdybyś żyła w jakiej grubie Albo w romansach!... A tu nędza trupia!
A tu rodziny naszej honor trzeba
Ratować!... A ty, głupia fircynelo...
Myślisz... co? – z torbą po kawałek chleba Naprzód... a starych nas dwoje ze Stellą Za tobą – grać po kawiarniach w Kijowie Na starych harfach?”– Tu zaczęła mama Mdlać – i mój papa załamał na głowie Ręce... i nie wiem, co – ale ja sama Pod drzwiami płakać zaczęłam i ryczeć, Aż do mnie biedna Dyjanka wypadła,
Wzięła na ręce i zaczęła krzyczeć:
„Wezmę krzyż! wezmę krzyż!” – i prześcieradła Wlokąc, na ręku mię w ogród wyniosła Jak obłąkana... krzycząc: „Wezmę krzyża, Bo widzę, żem tu w domu na to rosła!...”
[JAN]
To tak?... Więc niechaj do mnie się nie zbliża Ta męczennica!... Stelko, daj mi rączkę...
Proszę cię... teraz... na wszystko zaklinam, Weź... oto widzisz tę złotą obrączkę!
Czekaj... bo jeszcze czegoś zapominam...
42
Weź... i ten suchy pierwiosnek... urwany W dalekiej ziemi łez, do której wrócę Kończyć mój straszny czas... dźwigać kajdany.
Coż mi więc z tego, że tu... w serce rzucę Więcej boleści... i otworzę rany,
Zamiast... o! Stelko... dokończ tych wyrazów I te... oto masz drogie dla mnie dary –
Schowaj!... I kiedyś... później... gdy z obrazów Przeszłości... żołdak... wasz przyjaciel stary, Na umilenie jakiego wieczora
Wtrąci się nagle do waszej rozmowy, Gdy ten dom czarny z postacią upiora, Cały sybirską zorzą purpurowy,
W oczach wam stanie... gdy to wszystko dawne, Co kiedyś serce nam biedne dręczyło, Stanie się marą – ty wtenczas te jawne Ślady przeszłości – z twarzą taką miłą Jak anioł, który w niebie przypomina Boleści nasze – już dawno przebyte –
Rzucisz przed siostrą twoją do komina...
I w skrach... pokażesz... czarne – łez już syte I obrócone w popiół...
[STELLA]
Więc już z tobą?...
[JAN]
Więcej już ze mną nic...
[STELLA]
Lecz cię zobaczę?
[JAN]
W tym domu żadną nie jestem osobą,
Ale mundurem... Mniej niż człowiek znaczę, A więcej żądałbym niż król niebieski!
Więc wolę... nie mieć nic... niż mieć pod miarą.
Nawet już, Stelko, te perłowe łezki, Które ty, co mi serduszkiem i wiarą Dotrwałaś... sączysz odwrócona bokiem, Że są litością – to mi są obrazą...
Idź – Stelko... ja tu sobie nad potokiem Legnę... i strzałek mych będę żelazo Ostrzył... bo w biedzie przywykłem do pracy, Jest mi kochanką... Mam także piosenki, Które spiewamy sobie my, żołdacy,
43
A w których jest brud śmiechu – i są jęki...
Bądź zdrowa!...
[Stella odchodzi.]
[SCENA III]
[JAN, IDALIA]
[IDALIA]
Poszła!... O! cudowna scena!...
[JAN]
[kładzie się i śpiewa.]
Hej! hej!... Kaukaz nasz!
Hej! hej!... kopalnia cyn!
Hej! matka gorzałka!
Hej! kochanka mi pałka!
Hej... ojczyzny ja syn!
Kto idiot? – Swoj! – Ty moj? – Ja nie wasz!
– Dobrze ta straszna pieśń... tu z echem wyje...
Jeszcze raz niechaj mi jaka kamena
Da głos... i schwyci mię razem za szyję, Abym zacharkał i wył jak hyjena. –
Hej! hej! trzymaj straż!
Hej! hej! zabębnił grzmot!
Hej! siostra gorzałka!
A śmierć jenerałka!
Hej na konia, taj w lot!
Kto idiot? – Swoj! – Ty moj? – Ja nie wasz!
[IDALIA]
Jaka cudowna pieśń!... Szczekają skały, Jakby stu wilków otworzyło paszcze
I razem z głosem czarną krwią rzygały.
Po pieśni jęczy powietrze i klaszcze Jak czarownica... A on... u strumienia Niby cudowny rycerz z Aryjosta
Głowę w swój kołczan srebrzysty wpromienia I, zda się, ciepłe to powietrze chłosta Energią głosu. Sylaby ostatnie
Jeszcze grzmią. – Ach! to jedna z dusz ranionych, 44
Jedna z dusz, które są mi dawno bratnie...
Znam go... ach! i tych wyłogów czerwonych Dotknę się... nie tak, jak ten świat francuski, Ale się dotknę jak relikwij świętych...
[Podchodzi ku niemu.]
[JAN]
Kto takoj?
[IDALIA]
Polka...
[JAN]
Nu tak szto?... Ja Ruski!...
[IDALIA]