Jakiś student wpadł na niego z tyłu...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W końcu wybuchnął jak francuska bomba wodorowa, dwadzieścia pięć kilometrów nad Sidi Ben Hassid, oślepiając wszystkich, którzy na niego patrzyli...
- cio nie ma worka z pieniędzmi? W gronie najbliższych tak nazywała teraz hrabiego, a panowie nie pytali już o niego inaczej, jak: „Czy widziałaś wczoraj...
- Po jakimś czasie, badając nowe terytoria, napotkali na uroczej, przybrzeżnej wyspie źródło i napili się z niego, i napoili swe konie...
- cej żony, próbując z nią rozmawiać, ale nie chciała się doń odezwać ani też pozwolić, żeby ją trzymał za rękę, a kiedy już na niego patrzyła, to z...
- ba, wybrał także tego syna Izaaka i Rebeki, by przez niego realizować swoje obietnice (Rdz 28,3-4...
- decznoœci czy sympatii, psychoterapeut¹ mo¿e potraktowaæ je jako ekspresnowego, bardziej niezale¿nego i dojrza³ego stosunku pacjenta do niego, a...
- 55 najpierw, jak to z Tomkiem Sawyerem znaleźliśmy te sześć tysięcy dolarów (tylko że z sześciu zrobiła dziesięć) i wszystko o tatku jakie to z niego...
- Opowiedział to wszystko Madze, która obudziła się przytulona do niego, mrucząca i senna...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- Tej nocy, kiedy khal Drogo przyszedł do jej namiotu, Dany czekała na niego...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Benjamin odwrócił się, uśmiechnął i skinął głową ze zrozumieniem. Ponownie odchrząknął i spojrzał w punkt na chodniku obok butów Elaine.
- Myślałem... myślałem, że może się z tobą zobaczę. Pamiętałem, że studiujesz tutaj. - Zerknął na nią. Wciąż stała nieruchomo, obejmując rękami książki i wpatrując się w niego. Szybko spuścił wzrok. - Chyba... chyba... Która to godzina? - Odwrócił się i spojrzał na duży zegar na wieży parę budynków dalej. - No tak, muszę już iść - stwierdził. - Do widzenia.
Oddalił się pospiesznie. Wpadł na jakąś studentkę, potem na jeszcze jedną. Lawirował między następnymi osobami, wreszcie wydostał się z tłumu, minął budynek stołówki i wybiegł na jezdnię. Przejeżdżający samochód zatrąbił na niego i Benjamin wskoczył z powrotem na chodnik. Przeszedł dwie przecznice, nie zatrzymując się, potem odwrócił się i wrócił do ostatniego skrzyżowania. Stanął na środku chodnika i gapił się przez chwilę na ruch uliczny. Kiedy ktoś go potrącił, odsunął się pod wysoki mur przylegający do chodnika. Powoli uniósł dłonie i zakrył twarz.
Zobaczył ją znowu parę dni później. Było sobotnie popołudnie i padał deszcz. Benjamin wybrał się na spacer. Przeszedł kilka przecznic od uniwersytetu i ruszył szeroką ulicą ze sklepami i markizami, pod którymi krył się od czasu do czasu przed deszczem. Elaine stała na przystanku autobusowym. Miała na sobie cienki, przezroczysty płaszcz nieprzemakalny, a na głowie kapelusz z tego samego sztucznego tworzywa. Kiedy Benjamin ją zauważył, stanął jak wryty, wyjął ręce z kieszeni i przyglądał się jej w bezruchu przez długi czas. Potem pospieszył do restauracji obok przystanku. Usiadł przy stoliku pod oknem i zamówił butelkę piwa. Kiedy kelnerka mu ją podała, pociągnął duży łyk. Na szybie okna wymalowane były duże litery. Co jakiś czas Benjamin schylał lekko głowę, by zza ogromnej zielonej litery M spojrzeć na Elaine, która wciąż stała w deszczu na przystanku, ale poza tym cały czas siedział wyprostowany na krześle w taki sposób, że M znajdowało się dokładnie między jego twarzą a Elaine.
Gdy skończył pierwszą butelkę piwa, zamówił następną. Nadjechał autobus i zatrzymał się na przystanku. Benjamin szybko wstał i wyjrzał znad M. Drzwi autobusu otworzyły się, ale Elaine pokręciła odmownie głową w stronę kierowcy. Drzwi zamknęły się i autobus ruszył. Przy stoliku Benjamina pojawiła się kelnerka.
- Czy to będzie wszystko? - zapytała.
- Nie - odparł Benjamin. - Jeszcze jedno piwo.
Skinęła głową.
- Gdzie tu jest toaleta?
- Z tyłu, proszę pana.
Benjamin poszedł szybko do męskiej toalety. Uczesał się, potem wrócił do stolika i szybko wypił czekające na niego piwo. Gdy skończył, wstał i wyszedł z restauracji prosto na deszcz. Elaine stała na skraju chodnika i patrzyła na sklep po drugiej stronie ulicy. Benjamin odchrząknął i ruszył w jej kierunku. Kilka stóp przed nią zatrzymał się, znowu odchrząknął i uśmiechnął się.
- Elaine? - odezwał się, pochylając się lekko do przodu.
Odwróciła się szybko.
Benjamin skinął głową.
- Właśnie... właśnie sobie spacerowałem - wyjaśnił. - I wydawało mi się, że to ty.
- Hej!
Benjamin odwrócił się. Jakiś mężczyzna w samej koszuli stał tuż przed drzwiami restauracji, osłaniając głowę przed deszczem kartą dań.
- Może by tak pan zapłacił za piwo? - zawołał.
- Och - zreflektował się Benjamin. Przebiegł szybko przez chodnik i sięgnął do kieszeni po pieniądze. Podał kilka banknotów, które tamten wziął i zmiął w dłoni.
- To studencki numer? - spytał mężczyzna.
- SÅ‚ucham?
- Wypić i wyjść. To studencki numer?
- Nie. Przepraszam. - Benjamin odwrócił się i ruszył do Elaine.
- Co ty tu robisz? - odezwała się.
- SÅ‚ucham?
- Co robisz w Berkeley?
- Och. No cóż, mieszkam tu. Chwilowo.
Elaine jeszcze przez chwilę patrzyła na niego ze zmarszczonym czołem, po czym przeniosła wzrok na ulicę.
- Czekasz na autobus? - spytał Benjamin.
Skinęła głową, nie patrząc na niego.
- Aha - rzekł Benjamin. - Dokąd... dokąd się wybierasz?
- Do miasta - odparła Elaine.
Benjamin pochylił się i wyjrzał na jezdnię. Kilka przecznic dalej widać było przez deszcz zbliżający się autobus.
- Mógłbym... mógłbym pojechać z tobą - zaproponował. - Jeśli... jeśli nie miałabyś nic przeciwko temu.
- Hej!
Mężczyzna z restauracji znowu stał na dworze z kartą nad głową.
- Reszta - zawołał.
Benjamin uśmiechnął się do niego i skinął głową.
- Proszę ją zatrzymać - odpowiedział.
- Co?
- Proszę zatrzymać.
Mężczyzna spojrzał na niego spode łba, trzymając resztę na wyciągniętej dłoni. W końcu Benjamin podbiegł do niego i tamten wysypał mu monety do ręki.
- Dziękuję - powiedział Benjamin.
Włożył pieniądze do kieszeni, wrócił na brzeg chodnika i czekał w milczeniu obok Elaine, aż autobus podjedzie na przystanek i otworzy drzwi.
W środku było dużo ludzi, więc nie mogli siedzieć obok siebie. Elaine znalazła miejsce w środkowej części, obok starej kobiety trzymającej na kolanach złożoną parasolkę, a Benjamin ominął ją i wcisnął się między dwóch staruszków siedzących na samym końcu autobusu.
Po drugiej stronie mostu łączącego brzegi zatoki autobus szybko przejechał szosą wzdłuż nasypu i zatrzymał się na końcowym przystanku. Benjamin wstał i wysiadł przednimi drzwiami za Elaine.
- No cóż - odezwał się, idąc obok niej do głównej części pętli autobusowej. - Dokąd też tak idziesz?
- SÅ‚ucham?
- Pytam, dokÄ…d stÄ…d idziesz.
- Mam spotkanie - odparła Elaine.
- RandkÄ™?
- Tak.
Benjamin zatrzymał się, by uniknąć zderzenia z przechodniem idącym z naprzeciwka, ominął go i dogonił Elaine.
- Tutaj? - spytał, wskazując na chodnik.
- SÅ‚ucham?
- Tutaj, na pętli, masz się z nim spotkać?
- Nie.
- A gdzie? - Przyspieszył, by dotrzymać jej kroku.
- SÅ‚ucham?
- Pytam, gdzie macie się spotkać.
- W zoo - wyjaśniła Elaine.
- W zoo - powtórzył Benjamin. Odchrząknął. - Mają tu chyba całkiem niezłe zoo, prawda?
- Nigdy w nim nie byłam.
- Och. No cóż, ja też nie. Mógłbym... mógłbym się tam z tobą przejechać. Dotrzymać ci po drodze towarzystwa.
Czekali w milczeniu przy innym stanowisku na autobus do zoo. Benjamin stał z rękami w kieszeniach, spoglądając w górę na padający deszcz i od czasu do czasu wychylając się z grupy czekających, aby wypatrzeć autobus. Kiedy ten nadjechał, Benjamin wsiadł za Elaine i poszedł za nią do tylnej części, gdzie były wolne miejsca. Elaine usiadła, zdjęła kapelusz i podtrzymywała go ręką na kolanach. Benjamin usiadł obok niej.